Wyczekane mistrzostwo. Arsenal zdobył tytuł cierpliwością

Kibice Kanonierów przetrwali próbę cierpliwości. Na mistrzostwo Arsenal czekał 22 lata. Na jakiekolwiek znaczące trofeum (czyli nie licząc Tarczy Wspólnoty) – prawie 6 lat. W czerwonej części północnego Londynu wreszcie mogą triumfować i składając sobie wzajemnie gratulacje, przyznać, że warto było wierzyć w Mikela Artetę. Historia zespołu, który stworzył hiszpański szkoleniowiec uczy nas, że oceniając trenera nie można stosować zero-jedynkowego podejścia i patrzeć wyłącznie na liczbę trofeów, a trzeba spojrzeć szerzej, na wielopłaszczyznowy rozwój klubu.

Wiara w proces

Droga przebyta przez Arsenal Mikela Artety do mistrzostwa Anglii nie była usłana różami. Zaniim w ostatnich latach pojawiały się momenty, w których nie trudno było zwątpić, że zespół osiągnie swój cel, trzeba było przejść przez jeszcze trudniejszy czas. Okres, gdy można było stracić nadzieję, że ten klub w ogóle będzie wielki. Arteta zaczął obiecująco, bo od wygranego Pucharu Anglii w swoim pierwszym, niepełnym sezonie na Emirates Stadium, ale później poznał gorzki smak trenerskiego fachu. Jesienią 2020 roku drużyna przechodziła przez okres, gdy w siedmiu meczach zdobyła tylko dwa punkty i osunęła się na 15. miejsce w tabeli. Później nastąpiło odbicie, natomiast Arsenal nie zrealizował celu, jakim było zwycięstwo w Lidze Europy. Odpadł w półfinale z Villarrealem, prowadzonym przez… ich byłego trenera, Unaia Emery’ego i po raz pierwszy od sezonu 1995/96 nie zakwalifikował się do europejskich pucharów.

REKLAMA

W trakcie tamtego sezonu Sky Sports zrobiło pamiętną grafikę, wykreślając z listy zespołów big six Arsenal i dopisując Leicester. Kanonierzy stali się nie tylko pośmiewiskiem, ale ligowym przeciętniakiem. Było wiele momentów, których Mikel Arteta miał już nie przetrwać, ale zarząd wykazywał się cierpliwością do Hiszpana. Obdarzył go kredytem zaufania, na który – tak się wydawało – wówczas nie zasługiwał. Pozwolił mu przebudować zespół według własnej wizji, zmienić kulturę w szatni, wyznaczyć nowe standardy pracy.

Arsenal w krótkim czasie przeszedł drogę z pośmiewiska do jednego z kandydatów do tytułu

Mimo to nie brakowało momentów, gdy praca Mikela Artety była kwestionowana, nie tylko przez kibiców, ale także przez media i opinię publiczną. Po odpadnięciu z Ligi Mistrzów w ćwierćfinale z Bayernem Monachium, wiosną 2024 roku, jedno z popularnych, zagranicznych kont w serwisie X przeprowadziło ankietę zadając pytanie czy czas Artety w Arsenalu jest sukcesem czy porażką. Odpowiedzi rozkładały się mniej-więcej po równo („sukces” miał 54%, porażka – 46% poparcia; screen jest w tweecie załączonym niżej). Wszystko sprowadzało się do braku wygrywania trofeów. Wraz z końcem poprzedniego sezonu hiszpańskiemu szkoleniowcowi wybiło 6,5 roku pracy na Emirates Stadium, a w tym czasie zdołał zdobyć Puchar Anglii oraz dwa krajowe superpuchary, których znaczenie na Wyspach jest marginalne. Dodając do tego setki milionów wydane na wzmocnienia, z których trener mógł stworzyć zespół dokładnie taki, jaki chciał, dorobek Artety rzeczywiście nie wyglądał imponująco.

Fundamenty pod trofea

Niemniej jednak, pytaniem w kontekście tego czy szkoleniowiec dalej powinien prowadzić zespół nie powinno być „ile trofeów wygrał?”, a „jakie jest prawdopodobieństwo, że wygra trofea w nadchodzącym sezonie/w niedalekiej przyszłości?”. A Arsenal od kilku lat jest jednym z faworytów do najważniejszych trofeów. Trzy wcześniejsze sezony poprzedzające mistrzostwo kończył jako wicemistrz Anglii. Obecnie jest w finale Ligi Mistrzów, rok temu znalazł się w półfinale, a dwa lata temu odpadł w ćwierćfinale. W każdej z trzech ostatnich edycji Champions League w czołowej ósemce poza Arsenalem znajdowali się jeszcze tylko PSG, Bayern Monachium, Barcelona oraz Real Madryt. Dodając jeszcze Manchester City i Inter, zespoły regularnie zdobywające trofea i znaczące wiele w Lidze Mistrzów, mamy wąskie grono siedmiu najlepszych europejskich zespołów w ostatnich latach.

Arsenal znajdujący się w takim położeniu to nie jest dla tego klubu norma

Od otwarcia Emirates Stadium w 2006 roku Kanonierzy nie byli jeszcze w takim miejscu, a ostatnie lata są także bez wątpienia jednymi z najlepszych w historii klubu:

  • Arsenal czwarty raz zakończył sezon w pierwszej dwójce ligi po raz pierwszy od lat 2002-2005.
  • Najlepszy punktowy dorobek Mikela Artety w sezonie ligowym jest drugim najlepszym dla klubu w erze Premier League.
  • Po raz drugi w historii klubu awansowali do finału Ligi Mistrzów, a po raz pierwszy w historii klubu osiągnęli półfinał Champions League w dwóch kolejnych edycjach, co wcześniej udało się tylko czterem trenerom prowadzącym angielski zespół.
  • Arteta jest czwartym trenerem w statystyce liczby punktów na mecz w historii Ligi Mistrzów (a trzech znajdujących się przed nim prowadziło Bayern).
  • Żaden stały trener Arsenalu nie ma wyższej średniej punktów na mecz od Artety.

Oczywiście, można było kontrargumentować, że to nie przekłada się na liczbę zdobytych trofeów, które przecież są najważniejsze w futbolu. Natomiast wszystkie te osiągnięcia Mikela Artety to bylo stawianie bardzo trwałych fundamentów, które w przyszłości mają wypełnić klubową gablotę pucharami. W klubie byli tego świadomi i najprawdopodobniej nikomu nie przeszło przez myśl, że w pogoni za trofeami należy zmienić trenera. Skoro Arsenal przez trzy ostatnie lata zawsze był bardzo blisko podniesienia jakiegoś pucharu to prosta logika sugerowała, że w końcu dopną swego.

Być w gotowości

Granica pomiędzy zdobyciem trofeum a zakończeniem sezonu z pustymi rękoma jest naprawdę cienka. Często decydują detale, dostępność poszczególnych zawodników, szczęście, nawet decyzje sędziowskie. Mistrzowski Arsenal wcale nie różni się wiele od zeszłosezonowych wersji Mikela Artety. Tym razem detale zagrały na korzyść Kanonierów. Do mistrzostwa nie było potrzeba około 90 punktów, a trochę mniej. Można zastanawiać się co by było, gdyby Gabriel Magalhaes otrzymał czerwoną kartkę w meczu z Manchesterem City za uderzenie glową Erlinga Haalanda, ponieważ Brazylijczyk byłby zawieszony, a w czterech kolejnych meczach ligowych Kanonierzy nie stracili ani jednej bramki. Czy gdyby sędzia nie dopatrzył się faulu Pablo na Rayi przy rzucie rożnym West Hamu (nie sugeruję, że były to złe decyzje; chodzi o to, że są sytuacje, w których każda decyzja sędziego będzie kontrowersją i siłą rzeczy któryś zespół musi na tym skorzystać, a któryś stracić; w poprzednim sezonie Arsenal miał natomiast straszliwego pecha do czerwonych kartek).

The Gunners wreszcie zdobyli to mistrzostwo, ponieważ od czterech lat nieustannie są gotowi do walki o najwyższe cele. Mikel Arteta ustawił podłogę zespołu niesłychanie wysoko i jego podopieczni nie schodzą poniżej pewnego poziomu. Hiszpański szkoleniowiec daje gwarancję, że pod jego wodzą Arsenal będzie utrzymywał się w ścisłej europejskiej czołówce i rozpoczynał sezon jako jeden z faworytów do mistrzostwa Anglii oraz jeden z kandydatów do triumfu w Lidze Mistrzów. A takie położenie w dłuższej perspektywie jest gwarancją sukcesów, w tym także trofeów.

Z mistrzostwa Arsenalu płynie lekcja, aby nie oceniać zespołów tylko przez pryzmat trofeów

Śledząc rozwój tego zespołu nie trudno było dojść do wniosku, że wszystko zmierza we właściwym kierunku. Arsenal pod wodzą Mikela Artety stale notował progres aż doszedł do miejsca, z którego trudno już iść w górę, więc kluczem jest utrzymywać poprzeczkę na wysokim poziomie. Na zespół Mikela Artety w ostatnich latach można było patrzeć przez brak trofeów, ale można było też spojrzeć bardziej wielopłaszczyznowo. Porównać gdzie klub był w momencie, gdy Hiszpan go obejmował, a gdzie jest teraz. Zdać sobie sprawę, że w ostatnich latach w Anglii nikt nie broni tak dobrze jak Kanonierzy. Dostrzec regularność tej drużyny i detale, które decydowały, że zespół nie zdobywał najważniejszych pucharów.

REKLAMA

Trofea w piłce nożnej są ważne, prawdopodobnie nawet najważniejsze, ale nie mogą zasłaniać rzeczywistego obrazu zespołu. A w przypadku Arsenalu ich brak był to robił. Każdy, kto uważnie przyglądał się procesowi rozwoju Arsenalu, oglądał mecze i wyciągał logiczne wnioski, powinien widzieć w tej drużynie kandydata do zdobywania największych laurów, a podniesienie jakiegoś ważnego trofeum postrzegać jako kwestię czasu. W ten sposób działali na Emirates Stadium i w końcu mogą celebrować.

SPRAWDŹ TAKŻE
Więcej
    REKLAMA
    Droga na Mundial - książka Mistrzów Polski

    48 reprezentacji. 48 historii. 300 stron autorskich analiz, felietonów i anegdot.

    Przeczytaj o naszej książce →

    MOŻE ZACIEKAWI CIĘ