Cierpliwość popłaca. Brighton przykładem stabilnego projektu

Jeszcze trzy miesiące temu byli jednym z kandydatów do spadku, a ich trener nie mógł być pewny swojej przyszłości. Po porażce u siebie z Crystal Palace (0:1), ich derbowym rywalem, na początku lutego kibice Brighton dali wyraz swojemu niezadowoleniu z pozycji, w której znalazł się ich klub. Wówczas mogło się wydawać, że dni Fabiana Hurzelera na The Amex są policzone. Co gorsza, po tym meczu przyszły jeszcze dwie przegrane w kiepskim stylu – 0:1 z Aston Villą oraz 0:2 z Liverpoolem w Pucharze Anglii. Właściciel klubu Tony Bloom wytrzymał jednak ciśnienie, a jego cierpliwość szybko została wynagrodzona. Od połowy lutego Brighton jest czwartym najlepiej punktującym zespołem w lidze i ma duże szanse na awans do europejskich pucharów.

Sytuacja Brighton przed ostatnią kolejką

Mewy byłyby dzisiaj w o wiele lepszym położeniu, gdyby nie porażka w ostatniej kolejce z Leeds (0:1). Zespół Hurzelera był tego dnia lepszy, stworzył więcej sytuacji (2,23 – 0,75 xG), jednak zawiodła ich skuteczność. Jedynego gola stracili w doliczonym czasie gry po prostym błędzie indywidualnym Jana Paula Van Hecke. Gdyby Brighton zgarnęło trzy punkty, mieliby duże szanse na awans do Ligi Mistrzów. Wprawdzie na ten moment wciąż jest to możliwe, jednak prawdopodobieństwo jest dużo mniejsze. Co więcej, Mewy nie mogą być nawet pewne gry w europejskich pucharach. Aby zagwarantować sobie występy na europejskich boiskach w nadchodzącym sezonie, muszą co najmniej zremisować w ostatniej kolejce z Manchesterem United.

REKLAMA

Kibice mogą żałować, że za sprawą porażki z Leeds ich zespół prawdopodobnie pozbawił się szans na grę w Lidze Mistrzów. Niemniej jednak, biorąc pod uwagę, w jakim miejscu znajdowało się Brighton jeszcze trzy miesiące temu, nikt wówczas nawet nie marzył o kolejnym udziale w europejskich pucharach. Wówczas wszyscy w klubie raczej oglądali się za siebie, patrząc ile punktów dzieli ich od strefy spadkowej aniżeli patrzyli w górę tabeli. Niemniej jednak, po serii sześciu meczów bez zwycięstwa i odpadnięciu z FA Cup nastąpił przełom. W ostatnich 11 spotkaniach Brighton odniosło aż siedem zwycięstw. W całej lidze jedynie Arsenal może pochwalić się większą liczbą wygranych w tym okresie, a tyle samo mają też dwie drużyny z Manchesteru. Jedynie ta trójka w tym czasie zdobyła także więcej punktów niż ekipa Hurzelera (22).

Fabian Hurzeler nie musiał wiele zmieniać

Przeważnie lepsza seria wyników wiąże się z jakimś wydarzeniem – powrotami po kontuzji kluczowych zawodników czy też zmianą ustawienia lub sposobu gry. W przypadku Brighton jednak ciężko wskazać ten punkt zwrotny. Hurzeler w zasadzie nie zmienił wiele. Wciąż pracował według wcześniej ustalonego schematu, wierząc, że jego praca się obroni. I rzeczywiście tak się stało. Mewy ani nie zmieniły formacji, ani stylu gry. Ich średnie posiadanie piłki czy wskaźnik PPDA (passes per defensive action) mierzący intensywność pressingu są na podobnym poziomie.

Odrodzenie Brighton jest również spektakularne, jeżeli weźmiemy pod uwagę jedynie punkty oczekiwane ze strony Understat. W pierwszych 26 kolejkach ich średnia na mecz wynosiła 1,35, natomiast w ostatnich 11 wzrosła aż do 1,82. Porównując te wyniki do średniej rzeczywistych punktów na mecz różnica nie jest aż tak duża (kolejno 1,19 i 2). W ostatnich tygodniach Mewy mają trochę więcej szczęścia, jednak jest to zwyczajnie równanie do średniej. Nie jest to zakrzywianie statystyk do tego stopnia, aby uznać to za ekstremalny przypadek i jedynie tym tłumaczyć ich lepsze wyniki.

Mecze z wysokim posiadaniem piłki

W porównaniu do swoich poprzedników Roberto De Zerbiego oraz Grahama Pottera, Hurzeler zbudował zespół bardziej elastyczny. Pod jego wodzą Brighton lepiej funkcjonuje w fazie gry bez piłki, jednak ma większe kłopoty, gdy przeciwnik odda im piłkę i ustawi się w niskim bloku. Z 17 meczów, w których Brighton miało powyżej 55% posiadania piłki, wygrało tylko trzy. Natomiast w 20 pozostałych Mewy odniosły 11 zwycięstw, w tym aż sześć w dziesięciu starciach, gdy to rywal częściej był przy futbolówce.

Pod tym względem również niewiele zmieniło się w ostatnich trzech miesiącach. Brighton aż sześć z siedmiu wygranych odniosło w meczach, w których mieli poniżej 55% posiadania piłki. Z kolei we wszystkich czterech spotkaniach, w których stracili punkty, mieli ten odsetek wyższy niż wspomniane 55%. Wyjątkiem pozostaje tutaj wygrany 3:0 tydzień temu mecz na własnym stadionie z ostatnim w tabeli Wolves, gdy podopieczni Hurzelera już po 5 minutach wyszli na dwubramkowe prowadzenie.

Mimo nienajlepszych wyników w spotkaniach, w których Brighton jest zmuszone do dłuższego utrzymywania się przy piłce, ostatnie dwa mogą napawać Hurzelera optymizmem. Co prawda, z Leeds przegrali 0:1, jednak abstrahując od samego wyniku był to dobry występ podopiecznych Hurzelera. Oddali oni aż 19 strzałów, w tym 15 z pola karnego i osiem celnych. Ponadto zanotowali 39 kontaktów w polu karnym i stworzyli trzy „duże sytuacje”. Po drugiej stronie boiska dopuścili Leeds tylko do jednego celnego strzału, który zarazem był jedyną „dużą sytuacją”. Generalnie Brighton było lepszym zespołem, jednak do zwycięstwa zabrakło im skuteczności. Podobnie zresztą wyglądały statystyki defensywne w starciu z Wolves. Wilki oddały tylko pięć strzałów, z czego tylko jeden w światło bramki.

Stopniowy rozwój Brighton

Brighton nie jest jeszcze zespołem gotowym do walki o najwyższe cele, jednak rok po roku powoli zmniejsza dystans do czołówki. Jeszcze kilka miesięcy temu mogło się wydawać, że po trwającym sezonie lub nawet jeszcze w jego trakcie Brighton czekają zmiany. Niemniej jednak, klub wytrzymał ciśnienie, a Hurzeler spłacił kredyt zaufania. Potencjalny awans do europejskich pucharów będzie zwieńczeniem dobrej pracy, jaką na The Amex wykonuje niemiecki szkoleniowiec. Mewy drugi sezon z rzędu będą finiszować w górnej połowie tabeli w okolicach miejsc gwarantujących grę w Europie. W ostatnich latach Brighton jest jednym z najbardziej stabilnych klubów spoza czołówki i ten sezon jest tego potwierdzeniem.

Spora w tym zasługa właściciela klubu Tony’ego Blooma. Anglik znany jest z cierpliwości do trenerów. Nie podejmuje on decyzji pod wpływem emocji, a bazuje na statystykach. Od momentu awansu do Premier League Brighton nie zwolniło jeszcze menadżera w trakcie trwania sezonu. Na The Amex mają do swoich szkoleniowców duże zaufanie i przeważnie starają się zapewnić im komfortowe warunki pracy. Jedynym przypadkiem, kiedy nowy trener nie dostał okresu przygotowawczego było zatrudnienie we wrześniu Roberto De Zerbiego po tym, jak Chelsea wykupiła Grahama Pottera. Obecny sezon i zaufanie do Fabiana Hurzelera są kolejnym dowodem na to, że w Brighton zbudowano stabilny projekt, którego nie są w stanie wywrócić nawet silniejsze podmuchy wiatru.

SPRAWDŹ TAKŻE
Więcej
    REKLAMA
    Droga na Mundial - książka Mistrzów Polski

    48 reprezentacji. 48 historii. 300 stron autorskich analiz, felietonów i anegdot.

    Przeczytaj o naszej książce →

    MOŻE ZACIEKAWI CIĘ