Letnie okienko transferowe miało być dla Newcastle United momentem wykonania kolejnego kroku w rozwoju projektu i potwierdzenia ambicji klubu. Po wcześniejszych sezonach, w których drużyna prowadzona przez Eddiego Howe’a zaczęła nawiązywać do zespołów ze ścisłej czołówki, oczekiwano wzmocnień, które pozwolą realnie włączyć się do walki o najwyższe cele w lidze i Europie. Na ten moment klub notuje serię trzech porażek z rzędu i zajmuje 14. pozycję w tabeli. W tym artykule przeanalizujemy przyczyny kryzysu tego zespołu, ocenimy transfery oraz zastanowimy się nad pozycją Eddiego Howe’a i jego projektem w Newcastle.
Newcastle nie umie grać przeciwko słabszym i bardziej defensywnie nastawionym rywalom
W tym sezonie już nieraz poruszaliśmy wątek gry „Srok” w obecnej kampanii. Newcastle United potrafi nawiązać wyrównaną walkę z zespołami z czołówki tabeli, zwłaszcza na własnym stadionie, jednak ma problemy z utrzymaniem równej formy przeciwko niżej notowanym rywalom.
W obecnym sezonie „Sroki” potrafiły pokonać w Premier League takie zespoły jak Manchester City, Manchester United, Tottenham czy Chelsea. W Lidze Mistrzów przekonała się o tym również Barcelona, która zremisowała na St. James’ Park 1:1. Oglądając mecze Newcastle, trudno nie zauważyć, że zespół Eddiego Howe’a gra bardzo fizyczny futbol, często oparty na szybkich kontratakach i intensywnym pressingu. Ostatnio jednak ten model gry zaczął być coraz częściej neutralizowany przez rywali, którzy zmienili swoje podejście do spotkań z tym zespołem.
„Sroki” przegrały ostatnie trzy mecze z Sunderlandem, Crystal Palace i Bournemouth, a w każdym z tych spotkań miały odpowiednio 60%, 59% i 54% posiadania piłki. Rywale doszli do wniosku, że najlepszym sposobem na pokonanie ekipy ze St. James’ Park jest oddanie jej inicjatywy, ponieważ piłkarze Newcastle nie czują się komfortowo w grze pozycyjnej. Nie najlepiej świadczy to o Eddiem Howe’ie, który doskonale zna problemy swojego zespołu, jednak wciąż nie potrafi znaleźć skutecznego rozwiązania.
W Newcastle nie potrafią łączyć europejskich pucharów z Premier League
Newcastle United w ostatnich sezonach regularnie udowadnia, że gra na kilku frontach jednocześnie pozostaje dla niego dużym wyzwaniem. Występy w europejskich pucharach często odbijają się na formie w Premier League, gdzie zespół traci stabilność i punkty w meczach, które teoretycznie powinien wygrywać.
Problemem „Srok” nie jest brak jakości kadry, bo ta na poziomie indywidualnym pozwala rywalizować z najlepszymi w Europie. Kluczowe okazują się jednak tempo rozgrywania spotkań oraz intensywność kalendarza. Newcastle, które bazuje na wysokim pressingu i dużej fizyczności, przy częstej rotacji i grze co kilka dni nie zawsze jest w stanie utrzymać ten sam poziom energii w każdym meczu.
Widać to szczególnie w momentach, gdy po wymagających spotkaniach w Europie drużyna traci koncentrację w lidze. Brakuje wtedy świeżości, a gra staje się mniej płynna, co przekłada się na straty punktów. W efekcie zespół ma trudność z ustabilizowaniem formy i utrzymaniem regularności w obu rozgrywkach jednocześnie.
Słabsza forma ofensywnych piłkarzy i brak Bruno Guimarãesa robią swoje
Słabsza forma ofensywnych piłkarzy oraz brak pełnej dyspozycji Bruno Guimarãesa wyraźnie odbijają się na grze Newcastle United. Zespół Eddiego Howe’a w dużej mierze opiera swoją ofensywę na indywidualnych akcjach i intensywności, jednak w ostatnich tygodniach brakuje w tym elemencie jakości. Wszystko to sprawia, że brak Bruno Guimarãesa w pełni dyspozycji jest jeszcze bardziej odczuwalny. Brazylijczyk odpowiada za tempo gry, łączenie formacji i kreowanie sytuacji, a bez niego ofensywa Newcastle traci płynność i pomysłowość. W efekcie zespół ma problemy z regularnym tworzeniem klarownych okazji, co bezpośrednio przekłada się na jego wyniki. Na szczęście dla Newcastle ten zawodnik powinien wrócić na boisko w ostatnich kolejkach sezonu.
Ponadto większość ofensywnych graczy Newcastle jest przystosowana do szybkich ataków, a nie do żmudnego i cierpliwego ataku pozycyjnego. Anthony Gordon, który wcześniej był jednym z najważniejszych motorów napędowych drużyny, nie prezentuje już takiej skuteczności i przebojowości jak na początku sezonu. Wiele jego akcji kończy się na etapie dryblingu lub niedokładnego ostatniego podania, co ogranicza liczbę realnych sytuacji bramkowych.
Podobnie wygląda sytuacja Nicka Woltemade, który mimo potencjału i świetnych warunków fizycznych nie jest jeszcze w stanie w pełni przełożyć swojej gry na liczby. Brakuje mu regularności w wykończeniu akcji oraz lepszego zgrania z resztą ofensywy. Mimo 12 bramek w tym sezonie często bywa niewidoczny w kluczowych momentach meczu.
Do tego dochodzi również forma Anthony’ego Elangi, który ma problem z podejmowaniem właściwych decyzji w ostatniej fazie ataku. Jego szybkość i drybling nadal stanowią zagrożenie, ale brakuje efektywności, która przekładałaby się na bramki lub asysty. Najlepszym potwierdzeniem tego są statystyki Elangi, który w tym sezonie Premier League nie zdobył jeszcze bramki i ma na koncie tylko jedną asystę.
Newcastle ma potencjał, ale…
Podsumowując, Newcastle United to zespół, który ma ogromny potencjał i potrafi rywalizować z najlepszymi, szczególnie w meczach o wysokiej intensywności. „Sroki” są groźne w starciach z czołówką, gdzie mogą grać z kontry i wykorzystywać swoją fizyczność oraz pressing. Problem pojawia się jednak w regularności i elastyczności taktycznej. Gdy rywale oddają im piłkę i zmuszają do ataku pozycyjnego, Newcastle zaczyna mieć trudności z kreowaniem sytuacji i utrzymaniem jakości gry. Widać to również w ofensywie, gdzie skrzydłowi odpowiadają za około 19–20% bramek, co pokazuje, że ciężar zdobywania goli rozkłada się nierówno i w dużej mierze spoczywa na węższym gronie zawodników.
Brak pełnej dyspozycji kluczowych piłkarzy oraz wahania formy sprawiają, że zespół Eddiego Howe’a wciąż szuka optymalnego balansu między intensywnością a kontrolą meczu. Jeśli Newcastle chce na stałe wejść do europejskiej czołówki, musi poprawić przede wszystkim grę w ataku pozycyjnym oraz zwiększyć udział większej liczby zawodników w zdobywaniu bramek.
