Arsenal jest prawdopodobnie zespołem najlepiej zorganizowanym bez piłki na całym świecie. Defensywa przyniosła im upragnione mistrzostwo Anglii i doprowadziła do finału Ligi Mistrzów, gdzie przegrali dopiero w serii rzutów karnych. Od trzech sezonów Kanonierzy tracą najmniej goli w Premier League. W tej edycji Ligi Mistrzów również nikt nie zbliżył się do ich wyniku, mimo że rozegrali więcej meczów. W fazie ligowej stracili tylko 4 gole, z czego dwa w ostatnim meczu z Kajratem, gdy mieli już zapewnione 1. miejsce. Faza pucharowa – trzy przepuszczone bramki. Dwie z rzutów karnych i jedną z rzutu rożnego. Mikel Arteta stworzył kapitalną defensywę i w ten sposób chciał wygrać finał Ligi Mistrzów. Zabrakło bardzo niewiele – lepiej strzelanych rzutów karnych.
Podejście do finału Ligi Mistrzów
Finał Ligi Mistrzów Mikel Arteta chciał wygrać defensywą. Mecz zakończyli mając zaledwie 24% posiadania piłki. Oddali 7 strzałów, z czego tylko jeden w światło bramki. Wskaźnik goli oczekiwanych zatzymał się na 0,44 xG. Wymienili 285 podań, co jest najniższym wynikiem dla finalisty Ligi Mistrzów od 2019 roku. Prawie co trzecie ich podanie było niedokładne (69% celności zagrań). Arsenal zostanie więc zapamiętany jako zespół, który nie zrobił wystarczająco wiele w ofensywie, aby zdobyć najważniejsze europejskie trofeum. Właściwie przez 120 minut nie było żadnego fragmentu, w którym Kanonierzy tworzyliby zagrożenie z kontrataków. Stać było ich na wprowadzenie chaosu w defensywie rywala, z czego czasem rodziło się zamieszanie w polu karnym, natomiast nie przekładało się to na wiele sytuacji.
Arsenal był bezzębny w ofensywie, ponieważ przyjął bardzo defensywną strategię. Czy słusznie? Spróbujmy popatrzeć na to jak najbardziej logicznie. Finał zapowiadano jako rywalizację najlepszej ofensywy na świecie z najlepszą defensywą. W łączonych jedenastkach tworzonych przez media czy kibiców spośród graczy Arsenalu znajdował się David Raya (bramkarz), Gabriel Magalhaes i William Saliba (środkowi obrońcy) oraz Declan Rice (defensywny pomocnik). Sami defensywni zawodnicy (a boczni obrońcy PSG byli wybierani nie ze względu na to jak bronią, a przez to jak atakują). Jak więc Arteta mógł zwiększyć szansę na zwycięstwo swojego zespołu? Po pierwsze, poprzez sprawienie, że najważniejsze role w tym meczu będą mieć jego zawodnicy defensywni, że od nich będzie zależeć najwięcej. Po drugie, ograniczając atuty ofensywnych piłkarzy PSG, a najłatwiej to zrobić zabierając im przestrzeń.
Mikel Arteta tak zrobił i Arsenal w niskim bloku bronił bardzo dobrze
PSG nie miało pomysłu w jaki sposób tworzyć szanse przeciwko Kanonierom. Do momentu sprokurowania rzutu karnego (to jest minus bardzo głębokiej obrony – zawsze jest ryzyko takiego błędu), czyli przez 60 minut gonienia wyniku, oddali tylko dwa strzały z pola karnego i nie stworzyli żadnej dogodnej okazji. Łączny wskaźnik goli oczekiwanych (xG) – według raportu pomeczowego portalu Fotmob – wynosił 0,27, a najlepsza szansa Paryżan została wyceniona na 0,09 xG. Arsenal zagrał w ten sposób, ponieważ miał świadomość, że to najprostsza możliwość, aby zneutralizować największe atuty rywala. Rotacje PSG przy obronie strefowej The Gunners nie były tak efektywne, a grając bez nominalnego napastnika nie tworzyli zagrożenia po dośrodkowaniach, do których rywale zmuszali ich zamykając środek boiska. Skrzydłowi PSG (czy ktokolwiek ustawiał się przy linii bocznej, jak Dembele, Nuno Mendes czy Hakimi) byli podwajani i bardzo rzadko potrafili stworzyć przewagę indywidualną.
Otwarty vs zamknięty futbol
Plan Artety do 65. minuty i błędu Cristhiana Mosquery, który do tego momentu rozgrywał solidne zawody działał bardzo dobrze. Potwierdzeniem, że taka strategia była słuszna (zwłaszcza, że Arsenal szybko objął prowadzenie) był obraz meczu po wyrównaniu przez PSG. Podopieczni Luisa Enrique w wielu akcjach ofensywnych zaczęli mieć więcej przestrzeni i o wiele łatwiej było im kreować okazje. Rzut karny Ousmane’a Dembele podzielił mecz na mniej więcej dwie równe części. Przed nim PSG wykreowało 0,27 xG, w tym żadnej „dużej szansy” (big chance), po nim – 0,66 xG, w tym dwie „duże szanse”.
Postawa Arsenalu przeciwko PSG nie oznacza, że jedynym sposobem na zatrzymanie ofensywy mistrzów Francji jest ustawienie autobusu przed własnym polem karnym. Da się zagrać bardziej otwarty futbol i wygrać (jak Chelsea w finale KMŚ) lub stworzyć wyrównane widowisko (jak Bayern w półfinale LM), ale w przypadku Kanonierów bardziej racjonalna była ultra-defensywna postawa. Po pierwsze – ze względu na ich organizację w grze bez piłki oraz obronę pola karnego. Po drugie – ze względu na piłkarzy atakujących. Ofensywny kwartet na finał Ligi Mistrzów składał się z zawodników technicznych, lepiej czujących się w grze kombinacyjnej w tłoku niż na dużych przestrzeniach. Ani Odegaard, ani Saka, ani Trossard, ani Havertz nie należą do demonów prędkości, a grając w otwarte karty musisz mieć z przodu tego typu graczy.
Ponadto Arsenal obecnie nie ma w ofensywie żadnego piłkarza klasy światowej
Saka po kontuzji obniżył dyspozycję, generalnie cały sezon gra poniżej swoich standardów z ostatnich lat, a wypowiedź Thierry’ego Henry’ego po półfinale LM z Atletico sugeruje, że Anglik ciągle zmaga się z jakimiś problemami zdrowotnymi. Liderem klubowej klasyfikacji kanadyjskiej w tym sezonie Premier League został Viktor Gyokeres z 15 punktami, ale na tle całej ligi nie zmieścił się nawet w pierwszej dziesiątce. Dwucyfrówkę w „kanadyjce” mają poza nim jeszcze tylko Leandro Trossard i Bukayo Saka (po 12). W Lidze Mistrzów najwięcej bezpośrednich udziałów przy golach ma Gabriel Martinelli (8), co i tak jest niższym wynikiem od każdego zawodnika z ofensywnego tercetu Paryża. Arsenal idąc na wymianę ciosów przegrałby z PSG nie tylko brakiem szybkości z przodu, ale też zdecydowanie mniejszą jakością.
Model gry
Zresztą, wyżej wymienione czynniki to też powód dlaczego w modelu gry Mikela Artety jego zespół bardzo rzadko idzie na wymianę ciosów, a zawsze chce mieć kontrolę nad meczem – czy to z piłką, czy bez niej. W większości spotkań Kanonierzy przejmują inicjatywę i utrzymują się przy futbolówce na połowie przeciwnika szukając tworzenia szans po atakach pozycyjnych i stałych fragmentach gry. Dopóki nie obejmą prowadzenia znajdują się w pozycji PSG z finału Ligi Mistrzów i są skupieni na tym, aby nie dopuszczać rywali do kontrataków. Mierząc się natomiast z drużyną, która ma wyższą jakość piłkarską Arsenal nie był w stanie kontrolować meczu takimi środkami, więc próbował robić to w inny sposób.
Oczywiście, można zarzucać Mikelowi Artecie, że jego model gry nie wykorzystuje potencjału ofensywnego piłkarzy. W końcu w minionym okienku Kanonierzy sprowadzili za duże pieniądze Eberechiego Eze czy Viktora Gyokeresa. Niemniej jednak, jeśli przez cały sezon nie potrafiłeś wykorzystać potencjału swojej ofensywy to liczenie, że w finale Ligi Mistrzów to zrobisz, a twoi piłkarze wypadną lepiej na tle prawdopodobnie najlepszej ofensywy na świecie byłoby ogromną naiwnością ze strony trenera. Mikel Arteta w najbardziej prestiżowym meczu w swojej karierze trenerskiej postawił na to, co jego zespół ma najlepiej dopracowane. Arsenal postawił się PSG, doprowadził do karnych i był o włos od wygrania Ligi Mistrzów.
Pozostaje pytanie czy zbudowanie przez Artetę drużyny opartej na defensywie to słuszna koncpecja, ale to temat, którym zajmiemy się już niedługo w osobnym tekście.

