Lechio, spadłaś. Pogódź się z tym… [OPINIA]

Żałowałem, że Lechia Gdańsk spadła z PKO BP Ekstraklasy. Pomijam już fakt, że to klub formatu właśnie ekstraklasowego, a takie miasto, jak Gdańsk powinno mieć w niej swojego przedstawiciela. Ekipę z Trójmiasta po prostu chciało się oglądać. Grali ofensywny, radosny futbol, a przy ich meczach nie sposób było się nudzić. Ostatnie miesiące były jednak wręcz żałosne w wykonaniu Lechii. Zwłaszcza poza boiskami, za sprawą pewnego Szwajcara.

Zespół, który nie powinien był spaść

Lechia miała prostą drogę do utrzymania. Nawet jeśli do 34. kolejki przystępowała z miejsca w strefie spadkowej, to inicjatywa była po jej stronie. Gdyby odnieśli zwycięstwo w Niecieczy, to mieliby pewne utrzymanie. Bez oglądania się za plecy rywali, bowiem to oni mieliby większy problem. I co? No i nie wygrali. Z drużyną, która już na początku maja była pewna, że w Ekstraklasie nie pogra sezon dłużej. Jeśli w 7 meczach zdobywasz tylko punkt, a w decydującym spotkaniu przegrywasz z najsłabszą drużyną, to sory, ale miejsca w Ekstraklasie dla kogoś takiego nie ma.

REKLAMA

Czy kadrowo Lechia była na tyle słaba, żeby koniec końców spaść? No nie. Ofensywa i pomoc BKS-u wyglądała naprawdę klasowo. Bobcek, Mena, Ćirković, Żelizko, odblokowany przez Carvera Sezonienko – to nie jest formacja na 16. miejsce. Część z tych piłkarzy bez trudu znajdzie sobie nowego pracodawcę, a szczególnie w przypadku Słowaka – poza Ekstraklasą. Niestety dla Gdańszczan, nie bez powodu mówi się, że atakiem wygrywa się mecze, a obroną – mistrzostwa. Gra Lechii w defensywie wołała o pomstę do nieba. Bramkarze? Ani Szymon Weirauch, ani Alex Paulsen, który niebawem poleci na mundial, nie dojeżdżali poziomem. A o takich obrońcach, jak Maksym Diaczuk to lepiej nie wspominać…

Lata pobłażliwości

Bardziej niewytłumaczalne rzeczy zaczęły się dziać już po zakończeniu sezonu. W swoim dość zabawnym komunikacie prezes Lechii, Paolo Urfer poinformował, że tego spadku nie uznaje, zajęliśmy 12. miejsce i zagramy w Ekstraklasie, PZPN to złodzieje i w ogóle powie o tym panom z CAS w Lozannie. Strach się bać, aż tym działaczom nogi zmiękły. Można mieć o PZPN-ie różne zdanie; lepsze czy gorsze, w to akurat nie wnikam. Ale jednego nie można mu odmówić – anielskiej wręcz cierpliwości do Lechii. Ile przecież było doniesień o niewypłacalności klubu, jeszcze za czasów Adama Mandziary? I sytuacja z transferem Tomasza Wójtowicza, kiedy to Lechia nie zapłaciła Ruchowi Chorzów należnych pieniędzy, bo… nie. To nawet ja jako student wiem, że kiedy mam pieniądze na pizzę, ale przez 4 dni będę musiał jechać jedynie na tostach i makaronie z pesto, to tej pizzy po prostu nie kupię. Nawet Ekstraklasa wyszła z rozwiązaniem, z przelewaniem transzy za transmisje na konto Ruchu. Bardziej z troski o zielony kolor w Excelu, niż o byt Lechii, ale wciąż. Koniec końców PZPN potraktował Gdańszczan ulgowo i ukarał „jedynie” 5 ujemnymi punktami. Tylko i aż.

Aż, bo te ujemne oczka kosztowały ją utrzymanie. Gdyby nie one, to z ligi spadłby Piast Gliwice (który w trakcie tego sezonu częściej udowadniał, że na taki los zasługuje). Tylko, bo to był już któryś raz, kiedy związek potraktował Lechię pobłażliwie. Gdy pod koniec 2024 roku pojawiła się informacja o nieprzyznaniu jej licencji, byłem szczerze mówiąc przekonany, że czara goryczy się przelała i zostaną zdegradowani. „Ile można?”, pomyślałem sobie. A tu proszę, jednak PZPN znowu wybaczył. Lechia tym spadkiem po prostu dostała za swoje.

Żałosne zachowanie

Szkoda tylko, że nie potrafi przegrywać i z godnością przyjąć do wiadomości, że spadła. Niedawno odbyło się walne zgromadzenie akcjonariuszy Ekstraklasy, z udziałem przedstawicieli wszystkich klubów. Taką tradycją, czy może bardziej dobrym obyczajem, jest przekazanie pełnomocnictwa beniaminkowi przez klub spadający. Termalica przekazała Wiśle Kraków, Arka Gdynia Śląskowi Wrocław, a Lechia miała zrobić to samo wobec Wieczystej Kraków. Z tym, że tego nie zrobiła i w zgromadzeniu brało udział tylko 17 klubów.

Lechia zachowała się tutaj jak nastolatka, która miała sobie przez 2 lata chłopaka. W ich związku bywało różnie, ale jakoś trzymali się razem. W ostatnich tygodniach przestali się ze sobą dogadywać i chłopak postanowił z nią zerwać. Rozgoryczenie po czymś takim jest jak najbardziej normalne. Ale obwinianie wszystkich dookoła, zwłaszcza tego „toksycznego” kolegi? No jest to trochę niesmaczne, tym bardziej, że po cichu to nawet i jej koleżanki wiedziały, że nie zachowuje się czasami najlepiej. Ona dalej kocha tego chłopaka, ale w głębi duszy wie, że tego odratować się nie da. Więc robi to wszystko w akcie desperacji. A kiedy widzi jej byłego już wybranka z inną, to zamiast odpuścić, próbuje jeszcze uprzykrzyć życie Bogu ducha winnej dziewczynie.

A tak na serio, gdybym był kibicem Lechii, to byłoby mi wstyd za takie działania. Włodarze, ze szczególnym naciskiem na Paolo Urfera, wystawiają ten klub na pośmiewisko i pod odstrzał mediów. Z Lechii nabija się cała piłkarska Polska. Bo nie potrafi zarządzać pieniędzmi, a przede wszystkim – przegrywać, płacząc jak przedszkolak. Nie chce mi się wierzyć, że Lechia coś ugra w Lozannie. Szkoda czasu prawników, którzy w tym czasie mogliby sobie posiedzieć z rodziną. A najbardziej to szkoda mi kibiców, którzy przez indolencję Urfera zamiast jeździć za drużyną do Poznania czy Krakowa, będą skazani na Opole, Bytom czy Mielec. Dla Lechii mam jedną radę: odpuśćcie. Po prostu.

SPRAWDŹ TAKŻE
Więcej
    REKLAMA
    Droga na Mundial - książka Mistrzów Polski

    48 reprezentacji. 48 historii. 300 stron autorskich analiz, felietonów i anegdot.

    Przeczytaj o naszej książce →

    MOŻE ZACIEKAWI CIĘ