Po finale Ligi Mistrzów analizowaliśmy czy Arsenal słusznie przyjął tak bardzo defensywne podejście w meczu z Paris Saint-Germain. Sam pomysł na finał, przy szybkim objęciu prowadzenia był logiczny oraz sprawdził się całkiem dobrze, ponieważ Kanonierzy nie będąc faworytem tego spotkania doprowadzili do rzutów karnych. Na koniec postawiliśmy jednak otwarte pytanie czy rozwijanie zespołu ustawiając proporcje tak bardzo w kierunku defensywy jest słuszną koncepcją Mikela Artety. I w tym tekście spróbujemy na nie odpowiedzieć.
Zespół w (prawie) stu procentach Mikela Artety
Po ostatnim sezonie, mimo że zakończonym dużym sukcesem w postaci mistrzostwa Anglii oraz dojścia do finału Ligi Mistrzów, pojawia się mnóstwo zarzutów do Mikela Artety o sposób gry jego zespołu. Oczywiście Arsenal nie w każdym meczu gra tak jak w finale Champions League przeciwko Paris Saint-Germain, natomiast generalnie w pierwszej kolejności skupia się na tym, aby bramki nie stracić, a nie na tym, żeby strzelić ich jak najwięcej. Taka wizja przyświeca Mikelowi Artecie. Sposób gry Arsenalu ze względu na ich największe atuty jest w wielu meczach zrozumiały, natomiast hiszpański szkoleniowiec sam zbudował kadrę pod taki styl. Jest w klubie już 6,5 roku, ma ważny głos przy transferach i sam decyduje w jakim kierunku powinien rozwijać się zespół. Z zawodników, których zastał przychodząc na Emirates Stadium ważnym elementem w jego układance obecnie jest jedynie Bukayo Saka. Cały zespół został więc zbudowany według pomysłu Mikela Artety.
Oczywiście, nie jest to kadra w stu procetach taka, jakiej życzyłby sobie pewnie Mikel Arteta, ponieważ to normalne, że niektórych transferów klub nie potrafił dopiąć i – przykładowo – zamiast opcji A sprowadził opcję B, C lub D na liście życzeń. Nie ulega też wątpliwości, że transfery piłkarzy defensywnych były bardziej udane niż zawodników ofensywnych. Gwiazdą ofensywy Kanonierów przez ostatnie lata był Bukayo Saka, natomiast gdy Anglik złapał kontuzję i po niej nie wygląda już tak dobrze jak wcześniej, nikt nie zastąpił jego wpływów. Arsenal zdobył więc mistrzostwo nie mając żadnego ofensywnego zawodnika, który byłby gwiazdą ligi. Zrekompensował to jednak defensywą, z którą żaden inny zespół nie mógł się równać, golami po stałych fragmentach gry, a także szerokością kadry. W ofensywie Arsenalu nie ma jednej gwiazdy, ale jest wielu dobrych piłkarzy, którzy na przestrzeni całego sezonu mieli – częściej lub rzadziej – swoje momenty.
Charakterystyka piłkarzy w ostatniej tercji boiska
Umiejętności indywidualne ofensywnych piłkarzy to oczywiście ważny czynnik w kontekście kreowania sytuacji i zdobywania goli, natomiast możemy znaleźć też inne elementy, które dają nam obraz w jaki sposób trener patrzy na futbol. Topowe zespoły, które często muszą atakować pozycyjnie mierzą się z pewnym dylematem. Przy bronieniu potrzebują co najmniej sześciu graczy nastawionych na defensywę (czterech obrońców i dwóch środkowych pomocników), natomiast podczas atakowania ustawiają co najmniej pięciu piłkarzy w linii ataku. To oznacza, że jeden z zawodników o bardziej defensywnej charakterystyce w akcjach pozycyjnych ustawia się wysoko. Jest to albo jeden ze środkowych pomocników albo któryś z bocznych obrońców.
W Arsenalu w poprzednim sezonie bardzo często między liniami oglądaliśmy Declana Rice’a, który radził sobie dobrze, ale nie jest to dla niego naturalne środowisko, a ponadto tak dobrego w destrukcji zawodnika warto mieć na zabezpieczenia kontrataków. W zakończonych już rozgrywkach najczęściej taką rolę odgrywali boczni obrońcy. Problem jednak w tym, że Mikel Arteta na tych pozycjach ustawia zawodników, którzy przychodzili do zespołu jako nominalni środkowi obrońcy. Na finał Ligi Mistrzów wyszli Cristhian Mosquera oraz Piero Hincapie, którzy poprzedniego lata dołączali do Arsenalu mając większość meczów w karierze rozegranych na środku obrony. Tak samo było z Benem Whitem, który na Emirates Stadium też początkowo był stoperem, ale z czasem przeszedł na bok obrony. Jurrien Timber w Ajaxie też najczęściej grał jako środkowy obrońca, podobnie jak Riccardo Calafiori w Bolognii. Dopiero Mikel Arteta uznał, że ich główną pozycją będą boki obrony.
Arsenal nie zawsze może liczyć na pożytek z bocznych obrońców w ofensywie
Zawodnikiem, który najlepiej dostosował się do wymagań na nowej pozycji jest Riccardo Calafiori. Włoch rzeczywiście wnosi sporą wartość w akcje ofensywne zespołu i bardzo dobrze szuka sobie wolnych przestrzeni. Po Benie Whicie i Jurrienie Timberze też widać, że nauczyli się gry na boku obrony w systemie Mikela Artety. Jeśli jednak spojrzymy na liczby zawodników Arsenalu występujących na tych pozycjach, wygląda to średnio. Jedyną bramkę z gry jako boczny obrońca zdobył Piero Hincapie, natomiast lepiej prezentuje się statystyka asyst, których łącznie w minionym sezonie Premier League zantowali 10 (Timber 5, Calafiori 2, Hincapie 2, White 1).
W porównaniu z innymi topowymi zespołami, które grają według podobnych założeń, Arsenal ma na bokach obrony zawodników o zdecydowanie bardziej defensywnej charakterystyce. Manchester City w minionym sezonie najczęściej grał Nico O’Reillym, który w akademii The Citizens występował jako ofensywny pomocnik oraz Matheusem Nunesem, sprowadzanym do klubu z Wolves jako pomocnik box-to-box. PSG ma Nuno Mendesa oraz Achrafa Hakimiego, którzy mają ogromny potencjał w ofensywie. Bayern Monachium ma Alphonso Daviesa czy Konrada Laimera (choć tutaj Kompany korzysta z piłkarzy, których miał już w klubie). W Barcelonie Hansi Flick korzysta z bardzo kreatywnego Joao Cancelo.
Jeśli już jesteśmy przy porównaniach z innymi zespołami – weźmy pod lupę Martina Odegaarda, który też odpowiada za ostatnią tercję boiska. Norweg w drugim sezonie z rzędu nie imponuje jednak liczbami. Być może inny trener zdecydowałby się cofnąć go głębiej i korzystać z jego atutów w utrzymaniu piłki i przenoszeniu jej w trzecią tercję, a bliżej bramki przeciwnika ustawić piłkarza tworzącego więcej zagrożenia w tej strefie (Eze). Tak jak Pep Guardiola zrobił z Bernardo Silvą, który ma dość podobną charakterystykę do Odegaarda.
Arsenal przede wszystkim ma bronić
Dla Mikela Artety od letniego okienka transferowego w 2023 roku priorytetem u zawodników, którzy przychodzą do zespołu jest umiejętność bronienia. Są trenerzy, którzy na środku obrony chcą mieć zawodnika, który świetnie rozgrywa piłkę nawet kosztem tego, że będzie popełniać błędy w defensywie, natomiast Saliba i Gabriel przede wszystkim znakomicie bronią (Francuz też bardzo dobrze wprowadza piłkę, choć brakuje mu umiejętności podania mijającego formację na topowym poziomie). Boczni obrońcy – jak już wspomnieliśmy – przede wszystkim muszą wywiązywać się ze swoich obowiązków defensywnych, stąd Arteta kontynuuje trend, jaki stał się bardzo popularny pod koniec sezonu 2022/23, gdy Manchester City zdobywał potrójną koronę kończąc sezon z nominalnymi stoperami na bokach obrony. Declan Rice to prawdopodobnie najlepszy pomocnik na świecie w defensywie, ale znajdziemy lepszych na tej pozycji w fazie posiadania piłki.
Nawet przy ofensywnych zawodnikach u hiszpańskiego szkoleniowca bardzo ważna jest praca w pressingu oraz w defensywie, przy głębokiej obronie. W Arsenalu nie ma miejsca na zawodników, którzy w momencie, gdy zespół nie ma piłki, będą magazynować energię na moment, w którym ją dostaną, aby napędzić kontratak. Nawet można odnieść wrażenie, ze to jak zawodnicy pracują w pressingu ma spore znaczenie w kontekście czasu spędzonego na boisku. Pod koniec roku był okres, w którym Noni Madueke oraz Eberechi Eze prawie w ogóle nie podnosili się z ławki, co można było odczytywać jako brak zaufania do nich w fazie gry bez piłki.
Dobre efekty, ale sufit można przesunąć jeszcze wyżej
Taki pomysł Mikela Artety na budowę zespołu przynosi bardzo dobre efekty. Po 22 latach odzyskali mistrzostwo Anglii, doszli do finału Ligi Mistrzów i na stałe zadomowili się w europejskiej czołówce. W trzech ostatnich sezonach Arsenal tracił najmniej goli w Premier League. W minionych rozgrywkach pod kątem dopuszczania rywali do tworzenia szans zdominowali konkurencję. Różnica pomiędzy nimi, a drugim w statystyce xGC (oczekiwanych goli straconych) Manchesterem City była – według danych Opty – większa niż pomiędzy drugim Man City, a przedostatnim w tej klasyfikacji West Hamem. Niemniej jednak, Arsenal wygrał mistrzostwo będąc dopiero czwartym zespołem w liczbie goli z gry (a piątym, jeśli weźmiemy na tapet jakość szans stworzonych z gry, czyli współczynnik xG). Manchester City zdobył ich w ten sposób o 21 więcej od Kanonierów. Jest więc gdzie się poprawić.
Gdybyśmy mieli wskazać czy większy potencjał mają zespoły nastawione na wskroś ofensywnie czy defensywnie to wydaje się, że te pierwsze. Nieprzypadkowo większość drużyn, które odnosiły największe sukcesy w futbolu klubowym grały bardziej ofensywnie. Zespoły z najlepszą ofensywą z reguły wygrywają najwięcej meczów. Drużyny z najlepszą defensywą to z kolei specjaliści od nieprzegrywania (co jest dużą zaletą w formacie pucharowym). Obecny Arsenal mierząc się z wymagającymi przeciwnikami często sprowadza rezultat spotkania do detali, które decydują o wyniku. Są w tym bardzo dobrzy, ale rzadko wygrywają przekonująco.
Arsenal można postrzegać jako zespół, który ma bardzo wysoko ustawioną podłogę, ale ich sufit jest zawieszony niżej niż pozostałych topowych drużyn
W starciach z topowymi przeciwnikami Mikel Arteta nastawia się więc na neutralizację ich atutów. Sprowadzenie rywala jak najbliżej ich podłogi, a więc najgorszego możliwego występu. Sam Arsenal nie wykorzystuje też wtedy swojego potencjału, ale schodząc również blisko poziomu swojej podłogi ma większe szanse na zwycięstwo niż wówczas, gdyby obie drużyny sięgnęły swojego sufitu.
Kolejnym krokiem w rozwoju Arsenalu powinno być więc przesunięcie jeszcze wyżej sufitu, co mogą zrobić poprzez zainwestowanie w ofensywę. Kanonierzy już są znakomitym zespołem, ale mogą być jeszcze lepszym.

