Jeszcze kilka dni temu ta historia wyglądała na dramat bez happy-endu. Ali Gholizadeh prezentował doskonałą formę, Lech Poznań pracował nad przedłużeniem współpracy, jednak w meczu z Motorem Lublin przebojowy skrzydłowy doznał poważnej kontuzji kolana. Jego kontrakt wygasał z końcem czerwca 2026 roku, więc scenariusz był prosty. Irańczyk miał pożegnać się z Kolejorzem w najgorszym możliwym momencie — na noszach, po zerwaniu więzadła krzyżowego przedniego. Dziś dowiedzieliśmy się, że historia będzie miała kolejne rozdziały. Ali Gholizadeh podpisał nową umowę z Lechem — skrzydłowy zostaje w Poznaniu do końca czerwca 2027 roku.
Lech Poznań zatrzymuje piłkarza, który zdrowy potrafił robić w Ekstraklasie różnicę niemal z marszu. Jednocześnie klub nie odwraca się od zawodnika po poważnym urazie, nawet jeśli ten uraz mocno komplikuje najbliższe miesiące.
Ali Gholizadeh trafił do Lecha 11 lipca 2023 roku
Podpisał wtedy trzyletni kontrakt, ważny do 30 czerwca 2026 roku, ale już na starcie jego pobyt w Poznaniu był obciążony dużym znakiem zapytania. Irańczyk przychodził w trakcie leczenia kontuzji kolana. Zamiast efektownego wejścia do zespołu było czekanie, rehabilitacja i kolejne przesuwanie terminu debiutu. Przy transferze wartym około 1,8 mln euro trudno było uniknąć pytań, czy Kolejorz nie podjął zbyt dużego ryzyka. Na pierwszy występ Gholizadeha kibice Lecha czekali do 31 października 2023 roku. Irańczyk pojawił się wtedy na boisku w meczu Pucharu Polski z Zawiszą Bydgoszcz, zmieniając Kristoffera Velde. Sam debiut nie zakończył jednak dyskusji. Pierwszy sezon w Poznaniu był daleki od oczekiwań. Gholizadeh wracał do gry, łapał minuty, ale długo nie wyglądał jak piłkarz, którego Lech chciał zobaczyć po tak kosztownym transferze. Do tego doszedł kolejny problem zdrowotny — uraz łąkotki po meczu ze Stalą Mielec, zabieg i następne tygodnie poza boiskiem.
Dopiero później zaczęło się odwracanie tej narracji. W sezonie 2024/25 Gholizadeh coraz częściej pokazywał jakość, dla której Lech zdecydował się na jego sprowadzenie. Przestał być symbolem drogiego, pechowego transferu, a zaczął stawać się realnym liderem ofensywy. Klub w oficjalnym komunikacie przypomina, że Irańczyk był jednym z architektów dziewiątego mistrzostwa Polski w historii Kolejorza. W niebiesko-białych barwach rozegrał dotychczas 75 oficjalnych spotkań, zdobył 14 bramek i dołożył 10 asyst. Podczas trwającego sezonie Gholizadeh wszedł jeszcze poziom wyżej. W Ekstraklasie zanotował 6 goli i 4 asysty, a jednym z jego najmocniejszych występów był hit z Legią Warszawa. Lech wygrał 4:0, a Irańczyk strzelił gola i po raz kolejny pokazał, że zdrowy jest zawodnikiem przewyższającym ligową średnią. Właśnie wtedy najłatwiej było uwierzyć, że wszystkie wcześniejsze problemy miały już zostać za nim.
2 maja przyszedł jednak kolejny cios. W meczu z Motorem Lublin Gholizadeh ruszył do piłki, przeskoczył nad rywalem, niefortunnie wylądował i od razu złapał się za nogę. Sztab medyczny szybko pojawił się na murawie, a zawodnik opuścił boisko na noszach. Diagnoza była bezlitosna: zerwane więzadło krzyżowe przednie. Operacja, kilka miesięcy rehabilitacji i koniec sezonu. W praktyce także gigantyczny cios dla reprezentacji Iranu przed mistrzostwami świata.
Lech Poznań podjął odważną decyzję
Lech podkreśla, że w ostatnich dniach klub i piłkarz wypracowali rozwiązanie satysfakcjonujące obie strony. Według wcześniejszych informacji portalu Meczyki.pl nowa umowa miała być skonstruowana na specjalnych warunkach finansowych, zależnych od powrotu zawodnika do gry. Oficjalnie wiadomo już, że Gholizadeh zostaje przy Bułgarskiej do końca czerwca 2027 roku.
— Bardzo się cieszymy, że udało nam się znaleźć z Alim porozumienie odnośnie nowej umowy — mówi cytowany przez klub Tomasz Rząsa, dyrektor sportowy Lecha. Kolejorz zapowiada wsparcie w procesie powrotu do zdrowia i liczy, że po rehabilitacji Irańczyk nadal będzie ważną postacią zespołu. Sam Gholizadeh również nie ukrywa wdzięczności. W klubowym komunikacie dziękuje kibicom, kolegom i Lechowi za wsparcie po kontuzji. Zapowiada też, że wróci silniejszy.
Ta historia od początku była w Poznaniu nietypowa. Najpierw wielki transfer z ryzykiem wpisanym w cenę. Potem długie czekanie, rozczarowanie, kolejna kontuzja, stopniowe odbudowywanie pozycji i w końcu moment, w którym Gholizadeh naprawdę zaczął wyglądać jak gwiazda Ekstraklasy. Gdy wydawało się, że Lech wreszcie dostał piłkarza, za którego zapłacił duże pieniądze, los znów brutalnie go zatrzymał. Kolejorz mógł uznać, że to koniec. Wybrał inaczej. Gholizadeh zostaje w Lechu i znów będzie trzeba na niego poczekać. Różnica jest taka, że tym razem w Poznaniu chyba nikt nie ma już wątpliwości, że warto. Irańczyk z pewnością będzie miał ogromną motywację by walczyć o powrót do boiska i udowodnić, że Lech Poznań podjął słuszną decyzję.

