Dwa ładne gole i trzy punkty. Raków Częstochowa ogrywa Koronę Kielce

Raków Częstochowa mimo zmiany trenera i przegranego finału Pucharu Polski się nie złamał. Pod wodzą Dawida Kroczka gospodarze ogarnęli się w po przerwie i zgasili tlącą się nadzieję Korony Kielce na jakiekolwiek punkty.

W pierwszej połowie Częstochowianie byli jakby ospali. To o Koronie prędzej powiedzielibyśmy, że prowadziła grę. Dobrze wyglądali Kielczanie z piłką przy nodze, choć dość zaskakująco zawodził Tamar Svetlin. Słoweniec notował straty w kluczowych momentach, przez co jego drużyna traciła na płynności grania. Wciąż gości męczyła jednak nieskuteczność i mimo dobrych fragmentów nie potrafili zdobyć gola. Kacper Trelowski bez problemów łapał piłki po strzałach Simona Gustafsona i Martina Remacle’a.

REKLAMA

Raków Częstochowa przebudził się po przerwie

Raków Częstochowa nie zmusił Xaviera Dziekońskiego do wytężonej pracy, ale rozmowa motywacyjna w szatni zmieniła ten stan rzeczy. Na drugą połowę Medaliki wyszły z ofensywnym nastawieniem i już po piętnastu minutach prowadzili 2:0. Najpierw trafił Lamine Diaby-Fadiga i to nie byle jak, bo przewrotką.

Piłkę po rzucie wolnym zbił Oskar Repka, a napastnik Rakowa świetnie złożył się do dość nisko lecącej piłki. Dziesięć minut później Korona miała problem z wybiciem piłki, która gdzieś tam zaplątała się pod nogami w polu karnym, a Marko Bulat zebrał piłkę na szesnastym metrze i huknął od poprzeczki.

Chwilę przed golem Chorwata Korona mogła trafić na remis. Dobra akcja po obwodzie Dawida Błanika zakończyła się zagraniem w pole karne i fatalnym kiksem Antonina. Hiszpan zawiódł w kluczowym momencie po raz kolejny w tym sezonie. Niepowodzenia w postaci zmarnowanej okazji stuprocentowej oraz strata gola nie podłamały Kielczan, którzy wciąż próbowali powalczyć o punkty w tym meczu.

Ubrani na czarno piłkarze znów łapali rytm z piłką przy nodze, lecz brakowało jakości czysto piłkarskiej w formacji ataku. Braki te nie pozwalały na przyspieszenie wymiany piłki, a drużyna Rakowa nie miała problemów z przesuwaniem się względem futbolówki i zamykaniem przestrzeni. Bliżej gola był jednak Raków Częstochowa, a konkretnie wracający po kontuzji Vladislav Kochergin. Dziekoński był jednak na posterunku i przeniósł piłkę nad poprzeczką. Polski bramkarz nie miał jednak szans przy strzale głową z bliska w wykonaniu Patryka Makucha.

Wynik pozostał jednak 2:0, gdyż we wcześniejszej fazie akcji sędziowie VAR dopatrzyli się pozycji spalonej Jeana Carlosa. Raków Częstochowa walczy o utrzymanie wysokiego miejsca w tabeli. Korona Kielce wraca natomiast do domu bez zdobyczy punktowej. Przed zespołem Jacka Zielińskiego dwa mecze „o życie”.

Raków Częstochowa – Korona Kielce 2:0 (Diaby-Fadiga 48′, Bulat 57′)

SPRAWDŹ TAKŻE
Więcej
    REKLAMA
    146,786FaniLubię

    MOŻE ZACIEKAWI CIĘ