W tym roku 2 maja wypadł w sobotę, a więc w trakcie ligowej kolejki. Na Stadionie Narodowym triumfował Górnik Zabrze, a my standardowo podsumowujemy poprzednią serię gier Ekstraklasy biorąc pod lupę 5 tematów. Są to: stałe fragmenty gry Piasta, kultura gry Legii i Lecha, bilans Gasparika w krajowych pucharach oraz brak napastnika w Cracovii.
Piast zmierza po utrzymanie stałymi fragmentami gry
Piast Gliwice jest już coraz bliżej utrzymania. Przy obecnej sytuacji w ligowej tabeli nie ma co patrzeć na zajmowane przez zespół miejsce czy nawet przewagę nad strefą spadkową, a liczbę punktów. Zespół Daniela Myśliwca w piątkowy wieczór dobił do granicy 40 „oczek” remisując na wyjeździe z Koroną (1:1). Taka zdobycz na trzy kolejki przed końcem w tradycyjnym sezonie wypisałaby zespół z walki o utrzymanie. W obecnym – daje jedynie względny spokój. Piast prawdodpobnie potrzebuje jeszcze 1-2 punktów, a do zapewnienia sobie utrzymania w Ekstraklasie zmierza stałymi fragmentami gry.
Mecz z Koroną był charakterystyczny dla zespołów grających z nożem na gardle. Drużyny rozpoczęły ostrożnie, a dopiero końcówka spotkania przyniosła szybsze tempo oraz wymianę ciosów. Zanim to się jednak stało, większość zagrożenia generowały stałe fragmenty gry, a skuteczny w nich przede wszystkim byli Gliwiczanie. Prowadzenie objęli po akcji, którą rozpoczął Patryk Dziczek wrzucając piłkę daleko w szesnastkę przeciwnika. Z czternastu strzałów dziewięć zostało oddanych po stałych fragmentach gry. Jeśli ograniczymy uderzenie do pola karnego – aż osiem z dziesięciu. Według raportu pomeczowego portalu Fotmob, 80,3% wartości goli oczekiwanych (xG) Piast wykreował po dośrodkowaniach z piłki stojącej lub po wrzutach piłki z autu.
Od Legii trzeba wymagać wyższej kultury gry
W podobnej sytuacji do Piasta znajduje się Legia Warszawa, która po zwycięstwie z Widzewem (1:0) również ma już 40 punktów, a po utrzymanie także zmierza – i to nawet jeszcze bardziej – stałymi fragmentami gry. Przypomnijmy ostatnie mecze Legii oraz sposób w jaki trafiali do siatki:
- 1:0 z Widzewem – gol po dośrodkowaniu z rzutu wolnego
- 0:4 z Lechem
- 1:0 z Zagłębiem – gol po rzucie rożnym
- 1:1 z Górnikiem – gol z rzutu karnego
- 2:0 z Pogonią – pierwszy gol po dalekim wrzucie z autu, drugi gol z gry
- 1:1 z Rakowem – gol z rzutu karnego
- 1:1 z Radomiakiem – gol po rzucie rożnym
- 1:0 z Cracovią – gol z gry
6 z 7 ostatnich goli zespół Marka Papszuna zdobył po stałych fragmentach. Ostatniego gola z gry strzelili 11 kwietnia. Ostatni gol z gry, który zmieniał stan meczu (z remisu na prowadzenie lub z pozycji przegrywającego na remis) to 8 marca.
Legia pod wodzą Marka Papszuna pokazuje, że da się przepychać mecze dobrą defensywą i stałymi fragmentami gry. Jednakże, od zespołu, który do następnego sezonu – jako że na 99% nie będzie grał w europejskich pucharach – przystąpi z celem walki o mistrzostwo trzeba oczekiwać wyższej kultury gry. A Legia w tym elemencie prezentuje się bardzo słabo. Z Widzewem nie potrafili regularnie tworzyć sytuacji z ataków pozycyjnych, gdy rywal oddał im piłkę, a kiedy w drugiej połowie przeciwnicy zaczęli bronić trochę wyżej i trochę bardziej agresywnie to podopieczni Marka Papszuna potrzebowali sporo czasu, aby przejąć kontrolę nad meczem. Gdy na Łazienkowskiej przypieczętują matematyczne utrzymanie, muszą rozpocząć proces wzmocnienia potencjału ofensywnego drużyny.
Legia Warszawa 1:0 Widzew Łódź
Lech jest półkę wyżej od reszty w fazie posiadania piłki
Lech zrobił kolejny krok w stronę mistrzowskiego tytułu wygrywając z Motorem w Lublinie (1:0). Zwycięstwo na papierze skromne, występ może nie był idealny, ale Kolejorz i tak pokazał ogromną jakość z piłką. Motor nie porzucił własnej filozofii. Grał wysokim pressingiem, narzucał wysoką intensywność i nie chował się za podwójną gardą. Lech i tak znajdował na to sposób umiejętnie mijając pressing i błyskawicznie przyspieszając grę, gdy udało im się dostarczyć podanie do wolnego zawodnika ustawionego między liniami. Zespół Nielsa Frederiksena nie miał takiej kontroli, jak w wielu meczach, natomiast bazując na szybkich atakach (niekoniecznie kontrach) potrafił oddać 24 strzały.
Ciekawą rzecz w wywiadzie w programie Liga+ Extra w telewizji Canal+ na gorąco po meczu powiedział trener Motoru, Mateusz Stolarski. Stwierdził on, że nie zmieniał filozofii specjalnie pod przeciwnika, ponieważ Lech jest na tyle wszechstronny w fazie posiadania piłki, że bez względu na podejście i tak byliby w stanie zdominować Motor. W Lublinie oglądaliśmy kilka składnych, kombinacyjnych akcji Kolejorza, które z polskich zespołów mogłaby powtórzyć chyba tylko Jagiellonia i to pod warunkiem, że byłaby w formie. Jeśli chodzi o kulturę gry to Lech Poznań jest na wyższej półce niż cała reszta ligi. To kolejny argument za tym, aby dogadać się z Nielsem Frederiksenem w sprawie przedłużenia kontraktu.
Michal Gasparik wie jak rozgrywać mecze pucharowe
37 lat Górnik czekał na jakiekolwiek trofeum. Dla tak wielkiego i zasłużonego klubu to jak prawie wieczność. Dlatego też zdobycie Pucharu Polski to dla Zabrzan ogromny sukces. Nie sposób jednak pominąć wątku trenera zespołu, czyli Michala Gasparika. Dla 44-letniego szkoleniowca był to już czwarty triumf w krajowym pucharze. Zanim przyszedł na Roosevelta, zrobił to trzykrotnie na Słowacji ze Spartakiem Trnawa, a ponadto raz przegrał w finale. Bilans Gasparika w krajowych pucharach jest ewenementem być może nawet na skalę światową. W tych rozgrywkach zagrał 39 meczów (podobna liczba jak w jednym, całym sezonie ligowym), z czego wygrał 35, raz zremisował i tylko trzy razy przegrał.
Michal Gasparik dał się już poznać jako trener, który znakomicie potrafi przygotować zespół od strony taktycznej na konkretnego przeciwnika, zwłaszcza silniejszego kadrowo na papierze. O tym w wywiadzie dla Canal+ po spotkaniu mówił środkowy obrońca Górnika, Paweł Bochniewicz. Górnik takie mecze rozgrywa na chłodno, z bardziej defensywnym nastawieniem, z dbałością o detale. Raków oddał tylko 5 strzałów na Stadionie Narodowym, a do przerwy uderzał na bramkę przeciwnika tylko raz. Górnik wywalczył już sobie awans do elimiacji Ligi Europy. Będzie to dla nas nowy przedstawiciel, ale biorąc pod uwagę umiejętność Michala Gasparika w przygotowaniu planu na konkretny mecz możemy optymistycznie patrzeć na ten zespół w kontekście gry w Europie.
Górnik Zabrze 2:0 Raków Częstochowa
Odejście Filipa Stojilkovicia było potężnym ciosem dla Cracovii
Przed startem sezonu w kontekście Cracovii obawiano się o ich ofensywę, ponieważ z zespolu odszedł Benjamin Kallman, który w poprzednich rozgrywkach miał bezpośredni udział przy 25 golach Pasów (18 goli i 7 asyst). O stracie reprezentanta Finlandii dość szybko zapomniano, ponieważ w jego buty wszedł Filip Stojilkovic, napastnik o bardzo podobnej charakterystyce. Szwajcar rundę jesienną zakończył z 9 punktami w klasyfikacji kanadyjskiej (7 goli i 2 asysty). Bardzo dobra postawa snajpera Cracovii nie przeszła uwadze większych klubów i latem przeniósł się on do Pisy grającej w Serie A (od przyszłego sezonu już w Serie B).
Tym razem Cracovia nie była już w stanie znaleźć kolejnego napastnika, który przejmie pałeczkę. Co więcej, do finiszu sezonu zostały już tylko trzy kolejki, a Pasy nawet nie wyklarowały kto jest u nich podstawową „9-tką” (Minchev? Zahiroleslam? Batoum? Sans? Charpentier? Opcji jest mnóstwo, ale żadna nie przekonuje). Stojilkovic dziś nadal jest najlepszym strzelcem zespołu (ex aequo z Hasiciem, który wykonuje rzuty karne) oraz wiceliderem klasyfikacji kanadyjskiej. Problemy Pasów ze strzelaniem bramek najlepiej oddaje mecz z ostatniej kolejki z Zagłębiem Lubin (0:0). Podopieczni Bartosza Grzelaka od 26. minuty grali w przewadze jednego zawodnika, a mimo to nie tylko nie strzelili bramki, ale stworzyli tylko jedną „dużą szansę”, a współczynnik goli oczekiwanych wyniósł zaledwie 0,90 xG. W ten sposób o utrzymanie mogą martwić się do ostatniej kolejki.
Co jeszcze wydarzyło się w 31. kolejce Ekstraklasy?
- GKS Katowice w domowym meczu wygrał z Bruk-Betem (5:1) i zrobił duży krok w kierunku zapewnienia sobie europejskich pucharów. Zespół z Niecieczy natomiast oficjalnie spadł z Ekstraklasy.
- Widmo spadku od siebie oddala natomiast Pogoń Szczecin, która pokonała przed własną publicznością walczącą o europejskie puchary Wisłę Płock (3:0). Portowcy mają już 41 punktów.
- Radomiak wygrał trzeci mecz z rzędu (3:1 z Lechią), mimo że od 36. minuty grał w dziesiątkę. Zespół z Bruno Baltazarem u sterów może być już spokojny o utrzymanie, natomiast Gdańszczanie, którzy – tak się wydawało – powalczą o europejskie puchary są teraz bezpośrednio nad strefą spadkową.
