Wygrywając wczorajsze El Clasico Barcelona na trzy kolejki przed końcem sezonu przypieczętowała mistrzostwo Hiszpanii. Zespołowi Hansiego Flicka wystarczał do tego remis, ale przed własną publicznością na Spotify Camp Nou zagrali o zwycięstwo, pewnie pokonali odwiecznego rywala i tym samym rozwiali jakiekolwiek wątpliwości który zespół zasłużył na zdobycie trofeum dla najlepszej drużyny w Hiszpanii w aktualnym sezonie.
Barcelona pokazała wyższość w El Clasico
Podopieczni Hansiego Flicka nie pozostawili złudzeń kto znajduje się obecnie w lepszej dyspozycji. Od początku sprowadzili mecz do gry na własnych zasadach, co przyniosło dwa szybko strzelone gole. W 9. minucie pięknym strzałem z rzutu wolnego prowadzenie Blaugranie dał Marcus Rashford, a po upływie kolejnych 9 minut na 2:0 podwyższył Ferran Torres po kombinacyjnej akcji zespołowej. Barcelona mając korzystny wynik zdjęła już nogę z gazu. Zespół Hansiego Flicka często niezależnie od rezultatu sunie po kolejne trafienia, natomiast wczorajszego wieczoru zdecydował się uspokoić tempo meczu, grać cierpliwie i w ten sposób kontrolować przebieg wydarzeń.
Patrząc w statystyki nie dojdziemy do wniosku, że ten mecz był jednostronny. Obie drużyny – według algorytmów stosowanych przez portal Fotmob – stworzyły sytuacje wyceniane na około jednego gola oczekiwanego (xG). Gospodarze oddali 2 strzały więcej (w tym aż 6 celnych więcej), częściej tworzyli „duże szanse” (3 do 1) i zanotowali dokładnie tyle samo kontaktów z piłką w polu karnym, co ich przeciwnicy (po 21). Niemniej jednak, biorąc pod uwagę stan rywalizacji, a więc fakt, że Barcelona prowadziła przez około 90% czasu gry oraz ogólne wrażenia, jakie zostawiły oba zespoły trudno nie dojść do wniosku, że Dumę Katalonii oraz Królewskich dzieliła różnica klas.
Ten mecz temperaturę El Clasico miał tylko wówczas, gdy piłkarze sami podgrzewali emocje wdając się w różnego rodzaju przepychanki. Na podstawie samego obrazu meczu nikt nie powiedziałby, że to najbardziej elektryzująca rywalizacja na świecie. Dla Barcelony Hansiego Flicka był to po prostu kolejny dzień w biurze i niespecjalnie różnił sie od typowego ligowego starcia z drużyną z okolic środka tabeli. Gdy wyszli już na prowadzenie, nie dali kibicom żadnych powodów do niepokoju, że mogą je stracić. Choć Real ma swoje sportowe oraz pozasportowe problemy, Barcelona tym meczem pokazała na jak wysoki poziom weszła w obecnym sezonie.
Barcelona rozgrywa historyczny sezon
Ze względu na standardy jakie w XXI wieku wyznaczyła sobie Barcelona ten sezon nie zostanie zapamiętany jako jeden z najlepszych w nowożytnej historii klubu. Przygoda w Lidze Mistrzów zakończyła się na ćwierćfinale przeciwko Atletico Madryt. Zespół Cholo Simeone wyrzucił też ekipę Hansiego Flicka za burtę Pucharu Króla na etapie półfinału rozgrywek. Doliczając Superpuchar Hiszpanii Blaugrana zakończy ten sezon dorzucając dwa trofea do klubowej gabloty, czyli mniej niż rok temu, w pierwszym sezonie pracy Hansiego Flicka, gdy do tych dwóch pucharów dorzucili jeszcze Copa del Rey. Ten sezon na pewno nie zapadnie kibicom w pamięć tak, jak rozgrywki 2008/09 oraz 2014/15, gdy klub zdobywał potrójną koronę, a także 2005/06 oraz 2010/11, gdy kończyli z mistrzostwem Hiszpanii oraz Ligą Mistrzów.
Patrząc jednak na samą ligę, która najlepiej oddaje regularność zespołu na dystansie niespełna 10 miesięcy Barcelona dokonuje rzeczy historycznych. Ma szansę na ustanowienie rekordów, które będzie wspominać się latami. Od ponad dekady w La Lidze nie było zespołu, który tak bardzo zdominowałby ligę. Na trzy kolejki przed zakończeniem rozgrywek Barcelona zdobywa średnio 2,60 pkt/mecz. Ostatni raz wyższą średnią w La Lidze odnotowano w sezonie 2012/13, gdy Barcelona za kadencji Tito Vilanovy, w pierwszym sezonie po odejściu Pepa Guardioli zdobywała średnio 2,63 pkt/mecz (jeśli obecna Barcelona wygra trzy pozostałe mecze to zrówna się z tamtym zespołem, kończąc rozgrywki z liczbą 100 punktów). Zespół Hansiego Flicka ma więc szansę na wyrównanie rekordu, ponieważ w historii La Liga żaden zespół nie zdobył więcej niż 100 punktów (w sezonie 2011/12 tyle osiągnął też Real Jose Mourinho).
Barcelona w ostatnich kolejkach sezonu będzie już walczyć tylko z historią, a to zarezerwowane jest tylko dla fantastycznych zespołów.
Czas docenić pracę Hansiego Flicka
Stworzenie zespołu z porównywalnymi wynikami na hiszpańskim gruncie do najlepszych drużyn w nowożytnej historii Barcelony świadczy o kapitalnej pracy Hansiego Flicka. Obecnie Barcelona jako instytucja jest w znacznie gorszym położeniu niż za czasów Pepa Guardioli czy Luisa Enrique. Choć mają w swoich szeregach gwiazdy światowego formatu to nie mają piłkarza, który przewyższałby konkurencję tak jak przez lata Leo Messi (bo obecnie kogoś takiego już nie ma). Ponadto po rządach Josepa Marii Bartomeu klub musi odbudowywać się na polu finansowym, a restykcyjne zasady finanasowego Fair Play narzucone przez La Liga ograniczają możliwości transferowe Barcelony. Joan Laporta kombinuje jak tylko może, aby wzmocnić kadrę, chwyta się różnych sztuczek, ale postawienie tezy, że Hansi Flick ma do dyspozycji kompletną kadrę byłoby fałszowaniem rzeczywistości.
Na środku obrony Barcelona rozpoczynała sezon z 18-letnim Pau Cubarsim, Ronaldem Araujo, który w trakcie sezonu cierpiał na problemy ze zdrowiem psychicznym, Erikiem Garcią, na którym przed przyjściem Flicka postawiono już krzyżyk wypożyczając go do Girony i podatnym na kontuzje Andreasem Christensem. Hansi Flick wymyślił więc Gerrarda Martina, dotychczas rezerwowego lewego obrońcę, na pozycji stopera, gdzie sprawdza się bardzo dobrze. Na współpracy z niemieckim szkoleniowcem ogromnie zyskał Raphinha, rozwinął się Fermin Lopez, dobrze wprowadził się ściągnięty w styczniu Joao Cancelo, który od półtora roku przebywał na sportowej emeryturze w Arabii Saudyjskiej.
Flick stworzył system, który niemal zawsze gwarantuje tworzenie wielu sytuacji
Barcelona nie tylko osiąga świetne wyniki, ale robi to także grając widowiskowy futbol, nastawiony na ofensywę. Mistrzowie Hiszpanii niemal w każdym meczu są w stanie tworzyć sytuacje. W lidze zdobyli 91 goli, a – według portal Understat – wykreowali okazje, z których powinni zdobyć nawet 5-6 bramek więcej. Jest to tym bardziej imponujące, że na przestrzeni całego sezonu Hansi Flick musiał zmagać się z wieloma urazami zawodników podstawowego składu. Raphinha w tym sezonie La Liga zagrał tylko 42% minut, a w Lidze Mistrzów – 50%. 7 meczów z powodu urazu opuścił Lamine Yamal. Fermin Lopez o jedno spotkanie mniej, Pedri o jedno więcej, a Frenkie de Jong – o cztery więcej. Gavi do zdrowia wrócił dopiero niedawno i na ten moment ma zaledwie 13% możliwych do rozegrania minut w lidze na swoim koncie.
Barcelona jednak cały czas była regularna, poza pojedynczymi wpadkami trzymała wysoki poziom, a mistrzostwo przypieczętowała w staciu z odwiecznym rywalem i głównym konkurentem w wyścigu o tytuł, nie mając w wyjściowej jedenastce dwóch podstawowych skrzydłowych (Raphinha wszedł z ławki). Kibice Barcelony – mimo niedosytu związanego z Ligą Mistrzów – mogą teraz już popatrzeć na ten sezon na chłodno i docenić jak fantastycznie spisuje się ich zespół.
