Mecz przyjaźni, ale nikt po przyjacielsku oddać punktów nie chciał. Lech Poznań potrzebował zwycięstwa, aby spokojnie maszerować po obronę tytułu mistrzowskiego. Arka Gdynia natomiast potrzebuje punktów jak tlenu, bo w przyszłym sezonie będzie mogła myśleć o mistrzostwie, ale 1. ligi.
Można było się spodziewać, że Lech Poznań wykorzysta pełny stadion i od razu siądźcie na rywalu. Pierwsza połowa wyglądała dokładnie tak. Arka Gdynia broniła się najniżej jak to było możliwe, a Kolejorz grał w swoją grę. Zagęszczone pole karne sprawiało jednak, że gospodarze mieli problemy z wyjściem na czystą sytuację, a jeśli im się to udało, to marnowali takie okazje na potęgę. Już na samym początku Mikael Ishak trafił głową w poprzeczkę po dośrodkowaniu od Joela Pereiry. Później znów Szwed zmarnował okazję sam na sam po akcji indywidualnej Portugalczyka. Lechici próbowali przede wszystkim wrzutek i wejść w pole karne – Arkowcy nie chcieli jednak popełniać błędów. Tylko raz dośrodkowanie sprawiło problemy. Michał Marcjanik nie trafił w piłkę, lecz strzał z bliska Antoniego Kozubala instynktownie odbił Jędrzej Grobelny.
Arka wyszła na prowadzenie, Lech odrobił
Mecz przebiegał pod dyktando Lecha, lecz Arkę trzeba pochwalić za solidność w defensywie. Po przerwie kibice doczekali się jednak piłki w siatce. Ku zaskoczeniu publiczności to Gdynianie pierwsi zdobyli gola. Wrzutka z rzutu rożnego Sebastiana Kerka została dwa razy odbita, aż Kike Hermoso wstrzelił ją do bramki z bliska. Oszołomiony Lech szybko ruszył do roboty, nie zmieniając ani trochę swojego podejścia. Świetne podanie Patrika Walemarka w pole karne zmarnował Ishak, ale przytomnie zachował się Luis Palma i czubem buta zapakował gola na remis.
Kapitan Lecha Poznań mógł niedługo później dać prowadzenie, lecz wyłożona piłka przez Filipa Jagiełłę została posłana wysoko w trybuny. Poznaniacy pokazywali mnóstwo jakości indywidualnej i ofensywną siłę rażenia, ale męczyli się bijąc głową w żółty mur. Można było się zastanawiać, czy trener Niels Frederiksen nie powinien przemyśleć zmiany Ishaka i wpuszczenia Yannicka Agnero na szpicę. Szwedzki napastnik marnował w tym meczu wszystko, co miał na nodze. A Iworyjczyk pojawił się na boisku dopiero w 82. minucie, lecz nie za Ishaka, lecz jako jego partner.
Arka – tak jak i cały mecz – skupiała się tylko na oddalaniu gry od własnej bramki i trzymaniu się kurczowo remisu. Punkt wywalczony w Poznaniu niewiele im dawał, jednakże patrząc na wygląd tego meczu, to był aż punkt. Duża zasługa w utrzymywaniu tego wyniku Grobelnego, który bronił co się tylko dało. W końcówce odbił strzał głową Agnero. Odpowiedź przygotowała też Arka, lecz strzał Nazariya Rusyna zatrzymał Bartosz Mrozek.
Różnica w statystykach na koniec meczu była kolosalna. A Arka przecież grała w jedenastu. Na koniec liczy się jednak to, co w sieci. Wynik na tablicy świetlnej pokazywał 1:1.
