O w Molde! Dwie różne połowy, Legia nie traci nadziei na awans!

Szalony mecz w ramach play offów do 1/8 finału Ligi Konferencji! Choć po pierwszej połowie Legia Warszawa przegrywała różnicą aż trzech bramek z miejscowym Molde, to częściowo zdołała odrobić straty.

REKLAMA

Molde z pewnością i energią

Tak, jakby od początku chcieli dobitnie pokazać, że to oni są gospodarzami i w związku z tym to oni będą narzucać swoje tempo oraz swój styl gry. Norwegowie czuli się jak ryba w wodzie. Legioniści z kolei byli tym… wyraźnie zaskoczeni. Nie spodziewali się takiej intensywności, chcieli zbyt spokojnie wejść w tę rywalizację. Już w 1. minucie pierwszy poważny błąd popełnił Steve Kapuadi, ale wtedy gafę kolegi zdołał naprawić jeszcze Yuri Ribeiro. Dzięki temu Markus Kaasa nie zdołał dojść do futbolówki.

To była jednak zapowiedź tego, na co dzisiaj stać było Molde. Podopieczni Erlinga Moe intensywnie napierali do przodu z przekonaniem, że prędzej czy później coś wpadnie do bramki. Udało się już w 12. minucie, gdy składną, zespołową akcję wykończył Fredrik Gulbrandsen, wyprowadzając Niebiesko-Białych na zasłużone prowadzenie. Wystarczyły tak naprawdę dwa podania, by ze spokojem przetransportować piłkę w pole karne Kacpra Tobiasza i go pokonać.

Po kolejnych siedmiu minutach… 2:0

To nie był dzień golkipera warszawskiej Legii. Już przy pierwszym trafieniu można go było obwiniać, a przy drugim to wręcz trzeba było. Tobiasz, broniąc strzał Kaasy, zbił ją wprost pod czyhającego w szesnastce Guldbrandsena. 31-latek skrzętnie wykorzystał prezent, kompletując dublet.

Legia w żaden sposób nie potrafiła odpowiedzieć na rozpędzone Molde. Norwegowie grali jak chcieli, dominując środek pola. Josue, Elitim czy Zyba byli niewidocznie, Portugalczyka można było co najwyżej ujrzeć przy rzutach wolnych. A z nieudolności warszawiaków dalej korzystali gospodarze. W 24. minucie zrobiło się… 3:0! Bramkę numer trzy zdobył próbujący wcześniej swoich sił Markus Kaasa. Wystarczyło raptem 12 minut, żeby Molde zdołało pokazać Polakom drzwi wyjściowe z europejskich pucharów.

źródło: TVP SPORT

W szeregach wicemistrzów Polski nie funkcjonowało NIC

Właściwie już po pierwszej odsłonie można było wnioskować o wymianę całej jedenastki. Takiej możliwości rzecz jasna nie było, więc trener Kosta Runjaić robił co mógł już w przerwie, dokonując aż czterech roszad. Boisko opuścili więc Kun, Pekhart, Zyba i Kapuadi, a w ich miejsce zameldowali się Morishita, Kapustka, Burch i Augustyniak.

Zmiany nie spowodowały automatycznej zmiany wajchy na korzyść przyjezdnych, ale na pewno wyglądało to lepiej. Legia w końcu potrafiła wejść na połowę przeciwnika i nieco dłużej na niej pozostać. Przy okazji rzutu rożnego wykonywanego przez Josue niezłą sytuację miał Marco Burch, ale jego uderzenie zostało zblokowane. Chwilę później strzał sprzed pola karnego posłał Bartosz Kapustka – trafił jednak w słupek. Sporo werwy i energii wprowadził na lewej flance Ryoya Morishita.

Molde to wyczuło, starając się uspokoić przebieg gry. Celem Norwegów było nie dać rozpędzić się Legionistom. I to – na nasze szczęście – im się nie udało. W końcu do słowa zaczęła dochodzić Legia. Dzięki wzmożonym atakom w 64. minucie sygnał do walki wysłał sam kapitan Josue, wykorzystując bezpańską piłkę w polu karnym i uderzając ile sił w nogach.

Legia podnosiła się z kolan

Wpływ na to mieli zwłaszcza zmiennicy, którzy wzięli sprawę wyniku w swoje ręce i nie dali się stłamsić gospodarzom. W 73. minucie wrzutkę Elitima znakomicie wykorzystał Rafał Augustyniak, pokonując z główki Olivera Petersena. Norwegowie poczuli oddech rywali na plecach, ale nie potrafili na to odpowiedzieć. Legia za to poczuła krew i dążyła do wyrównującego trafienia. Tego jednak nie udało się osiągnąć i przed rewanżem w Warszawie to Molde ma jednobramkową zaliczkę.

źródło: TVP SPORT

Molde FK – Legia Warszawa 3:2 (12′, 19′ Gulbrandsen, 24′ Kaasa – 64′ Josue, 71′ Augustyniak)

SPRAWDŹ TAKŻE
Więcej
    REKLAMA
    107,652FaniLubię

    MOŻE ZACIEKAWI CIĘ