Widzew chce utrzymać się defensywą. 5 wniosków po 28. kolejce Ekstraklasy

W środku tygodnia poznaliśmy finalistów Pucharu Polski (Górnik Zabrze i Raków Częstochowa), a w weekend znowu przeżywaliśmy emocje związane z kolejną serią gier w Ekstraklasie. Powrót jesiennej Wisły Płock, defensywa Widzewa, wahadła Legii, intensywnośćGKS-u oraz praca Łukasza Tomczyka w Rakowie. Oto tematy, które omawiamy po 28. kolejce Ekstraklasy.

Wisła Płock wróciła do bronienia jak w rundzie jesiennej Ekstraklasy

Na początku 2026 roku Wisła Plock nie broniła już tak dobrze jak w rundzie jesiennej. Z Widzewem (0:2) po raz pierwszy w tym sezonie stracili dwa gole. Z Arką – zespołem, który wcześniej ani razu nie wygrał na wyjeździe – przegrali w domowym spotkaniu 0:3. Dwa gole strzelala im też Legia Warszawa oraz Zagłębie Lubin. Odejście Andriasa Edmundssona miało spory wpływ na funkcjonowanie całego zespołu, ponieważ reprezentant Wysp Owczych bardzo dobrze zachowywał się w obronie własnego pola karnego, świetnie grał w powietrzu oraz potrafił wyprowadzać piłkę. Zastąpienie tak ważnego piłkarza – jednego z najlepszych stoperów Ekstraklasy w rundzie wiosennej – nie mogło być łatwe, ale Mariusz Misiura pomału przywraca zespół do wersji z jesieni.

REKLAMA

W piątek do Płocka przyjechała Lechia Gdańsk, najlepsza ofensywa ligi pod względem liczby strzelonych bramek. Wisła sposobem zachowała jednak czyste konto. Pozwolili rywalom przejąć inicjatywę, zmusili ich do ataków pozycyjnych i w obronie niskiej skutecznie odpierali kolejne ataki. Za kluczowego zawodnika w rozegraniu meczu na zero z tyłu można wskazać tego, który dostał misję wejścia w buty Edmundssona, czyli Nemanję Mijuskovicia. 34-latek w swoim polu karnym przyciągał piłki jak magnes. Zanotował aż 15 wybić (drugi najwyższy wynik w zespole to 7). W ten sposób Wisła Płock przypomniała konkurencji, że strzelić im bramkę to nie łatwe wyzwanie.

Wisła Płock 1:0 Lechia Gdańsk

Widzew zmierza do utrzymania Ekstraklasy

Kolejnym zespołem, który buduje wyniki na defensywie jest Widzew Łódź za kadencji Aleksandara Vukovicia. RTS jeszcze nie wygrzebał się ze strefy spadkowej, mimo że już od pięciu meczów – czyli od zmiany szkoleniowca – nie przegrali. Vuko nie poniósł jeszcze żadnej porażki, ponieważ znakomicie poukładał defensywę. To nie tak, że przejął zespół rozbity w tyłach, bowiem Widzew przez cały sezon bronił całkiem dobrze, natomiast pod wodzą nowego trenera stali się jedną z najtrudniejszych do przełamania drużyn. Średnia wartość goli oczekiwanych straconych (xGC) dla RTS-u w jednym meczu wynosi zaledwie 0,73. W rzeczywistości zespół stracił tylko dwa gole i to przeciwko najmocniejszym kadrowo rywalom (Lechowi i Rakowowi). Arka, Górnik, Bruk-Bet – te zespoły nie potrafiły trafić do siatki przeciwko Widzewowi.

Nie można odbierać Aco Vukoviciowi dobrze wykonywanej pracy, natomiast warto odnotować, że bardzo defensywne nastawienie sprawia, że jego drużyna ma również problem ze zdobywaniem bramek. O ile debiut z Lechem (2:1) tego nie zapowiadał, tak w kolejnych czterech spotkaniach tylko dwa razy trafili do siatki. Co gorsza, dwukrotnie gdy grali w przewadze jednego zawodnika i w obu przypadkach dopiero w samej końcówce spotkania. 9 punktów w 5 meczach to świetny dorobek Vukovicia, ale w tak wyrównanym sezonie do utrzymania może być potrzebne coś więcej niż tylko poukładanie defensywy.

Widzew Łódź 1:0 Bruk-Bet Termalica Nieciecza

Wahadła Legii dobrze funkcjonują

Jeszcze bardziej imponującą serię meczów bez porażki wśród zespołów broniących się przed spadkiem ma Legia Warszawa. Mecz z Górnikiem (1:1) na Łazienkowskiej był już dziewiątym spotkaniem w serii, natomiast w stolicy raczej nikt nie jest zadowolony z takiego rozstrzygnięcia, ponieważ bramkę na wagę wyrównania zespół Marka Papszuna stracił w ostatniej akcji. Mecz przez długi czas sprawiał wrażenie „gry do pierwszej bramki”, którą zdobyła Legia, ale nie zdołała dowieźć zwycięstwa do końca, mimo że nic nie zapowiadało wyrównującego gola. Samo spotkanie należało do bardzo zamkniętych, natomiast trener z kilku rzeczy może być zadowolony – między innymi z tego jak funkcjonowały wahadła.

Marek Papszun ma swoje ulubione ustawienie oraz model gry, do którego muszą dopasować się piłkarze. W Legii nie musiał rozglądać się na rynku transferowym za nowymi wahadłowymi, ponieważ pod ręką miał piłkarzy bardzo dobrze pasujących do jego wymagań – solidnych w defensywie, bardzo wybieganych, z odpowiednim timingiem włączenia się do akcji oraz niezłym dośrodkowaniem. Taki opis – mniej lub bardziej – pasuje do Patryka Kuna, Pawła Wszołka, Kacpra Chodyny czy Arkadiusza Recy. Na lewej stronie rywalizację wygrał Kun, który już był skreślony, a po przyjściu Papszuna stał się piłkarzem odrestaurowanym. Na prawym wahadle nieźle spisywał się Chodyna, jednak niedawno kontuzję wyleczył Wszołek i jest on w stanie dać więcej jakości. Marek Papszun potrzebuje mieć w kadrze swoich żołnierzy i na wahadłach takich znalazł.

Legia Warszawa 1:1 Górnik Zabrze

REKLAMA

GKS-owi zabrakło świeżości, aby ograć Lecha

W czwartek GKS Katowice rozegrał szalony mecz z Rakowem Częstochowa w półfinale Pucharu Polski, zremisowany 4:4 po dogrywce i nieszczęśliwie zakończony dla nich porażką w rzutach karnych. Można było się więc spodziewać, że na Bułgarską przyjedzie zespół nie tylko zmęczony, ale także nieco podłamany mentalnie. Zespół Rafała Góraka zagrał jednak bardzo dobry mecz przeciwko liderowi tabeli, jednak nie wytrzymali intensywności całego spotkania i mimo trzykrotnego wychodzenia na prowadzenie nie udało im się wywieźć kompletu punktów z Poznania.

GKS Katowice rozegrał znakomitą pierwszą połowę. Narzucili wysoką intensywność, zakładali wysoki pressing i skutecznie potrafili utrudnić Lechowi wejścia na połowę atakowaną. W pierwszej części gry Kolejorz oddał tylko 4 uderzenia (w tym jedno celne) i zanotował 12 kontaktów z piłką w polu karnym. Po zmianie stron liczba dotknięć w szesnastce wzrosła dwukrotnie, a uderzeń oddali aż 14. Wzrósł także wskaźnik celności podań (z 86% na 90%). GieKSa i tak była w stanie zdobyć dwa gole w drugiej połowie, natomiast można postawić tezę, że gdyby nie mieli w nogach 120 minut w czwartek (siedmiu zawodników z pola zagrało od 1. minuty w obu meczach) to zdołaliby zneutralizować ofensywę Lecha do tego stopnia, aby odnieść zwycięstwo.

Lech Poznań 3:3 GKS Katowice

Z ocenianiem Łukasza Tomczyka trzeba jeszcze poczekać

Marek Papszun zostawił Raków na 3. miejscu w tabeli po rundzie jesiennej, z zaledwie jednym punktem straty do lidera. Obecnie strata do lidera wynosi już 6 punktów, a Raków pod wodzą nowego szkoleniowca nie punktuje na miarę swojego potencjału. Łukasz Tomczyk poprowadził zespół w 10 ligowych meczach, z których wygrał tylko dwa. Mniej punktów od Medalików (11 pkt) w rundzie wiosennej uzbierały tylko trzy zespoły – Cracovia (10), Radomiak (8) i Bruk-Bet (6). Na korzyść byłego szkoleniowca Polonii Bytom działa natomiast awans do finału Pucharu Polski oraz dobry, mimo że przegrany, dwumecz z Fiorentiną w 1/8 finału Ligi Konferencji.

Niemniej jednak, to zdecydowanie zbyt wczesny moment, aby oceniać pracę Łukasza Tomczyka. Wyciągając 37-letniego trenera z 1 Ligi, nie mającego jeszcze żadnego doświadczenia w Ekstraklasie, Raków wysłał sygnał, że dokonunje inwestycji długoterminowej. Że jest gotowy zaakceptować błędy, których być może nie popełniłby bardziej doświadczony szkoleniowiec, ale na których Łukasz Tomczyk wiele się nauczy. Co więcej, obecny sezon nie jest jeszcze stracony. Wręcz przeciwnie – Raków ma okazję na zapewnienie sobie europejskich pucharów przez dwa fronty.

Co jeszcze wydarzyło się w 28. kolejce Ekstraklasy?

  • Zagłębie Lubin przed własną publicznością ograło Radomiaka Radom (1:0). Zespół Leszka Ojrzyńskiego przełamał serię trzech porażek i podłącza się do walki o tytuł, natomiast Radomiakowi widmo spadku coraz mocniej zagląda w oczy.
  • Jagiellonia Białystok znowu gubi punkty i oddala się od mistrzostwa Polski. Tym razem zespół Adriana Siemieńca zremisował na wyjeździe z Koroną Kielce (1:1).
  • O jeden punkt wzbogaciła się Arka Gdynia, która w 28. kolejce Ekstraklasy zremisowała na wyjeździe z Cracovią (2:2). Ten remis nie pozwolił im jednak wyjść poza strefę spadkową.
  • Pogoń wygrała wyjazdowy mecz z Piastem (2:0). Okazuje się, że tylko cztery zespoły na wiosnę zdobyły więcej punktów od mocno krytykowanych (naszym zdaniem słusznie) Portowców.
SPRAWDŹ TAKŻE
Więcej
    REKLAMA
    146,127FaniLubię

    MOŻE ZACIEKAWI CIĘ