Legia Warszawa i Widzew Łódź to jedyne polskie kluby, które kiedykolwiek grały w Lidze Mistrzów. To duże, uznane marki na naszym podwórku. Dzisiaj te zasłużone zespoły są w zupełnie innym miejscu. Zamiast walczyć o najwyższe cele, drżą o ligowy byt. Na razie lepiej, ale tylko troszeczkę, radzi sobie Legia. Z Markiem Papszunem zanotowała serię 10 meczów bez porażki, po katastrofalnej jesieni. Przerwał ją dopiero rozpędzony Lech Poznań. Więcej obaw mają zdecydowanie Łodzianie. Ekipa z centralnej Polski spędziła niemal całą wiosnę w strefie spadkowej. 2 z 3 ostatnich spotkań RTS wygrał, ale to było wciąż za mało na złapanie oddechu. Typowy mecz za 6 punktów – kto wygra, mocno przybliży się do utrzymania w PKO BP Ekstraklasie.
To miał być hit kolejki?
Mogliśmy po tym spotkaniu spodziewać się wielu emocji. Pikanterii oczywiście dodawały relacje kibiców obu zespołów, ale przede wszystkim i Legia, i Widzew grały z nożem na gardle. Jako pierwsi dobrą okazję mieli podopieczni Marka Papszuna. W 3. minucie Bartosz Kapustka świetnie wypuścił i obsłużył Miletę Rajovicia. Duńczyk oddał niezły strzał, ale jeszcze lepiej zachował się Bartosz Drągowski. Chwilę później odpowiedział rodak napastnika Legii, ale atak w drugą stronę. Emil Kornvig odważnie uderzył z dystansu, tylko tuż obok słupka. Po porywającym początku zrobiło się nieco spokojniej. Inicjatywa pozostała w rękach, czy raczej nogach Wojskowych, którzy dominowali posiadanie piłki. Nie szły jednak za tym jakieś konkrety.
W 22. minucie były zalążki dobrej okazji dla stołecznej ekipy, ale nic z tego ostatecznie nie wyniknęło. Zamiast trafić głową w piłkę, Jean-Pierre Nsame staranował rywala. Początek meczu był całkiem ciekawy, lecz potem mecz zaczął już trochę nudzić. Dużo kopania w środkowej części boiska, czasem też nieśmiałe podejścia pod bramkę przeciwnika. Było widać pewien stres po obu stronach. Nic dziwnego, w końcu to mecz o kolosalnym znaczeniu. Trudno jest podejmować ryzyko, gdy ma się do stracenia tak wiele.
Legia próbowała grać w ataku pozycyjnym, a Widzew postawił na długie wykopy, z dala od pola karnego. Łodzianie starali się grać także futbol reaktywny, w oparciu o to, co przeciwnik pokaże. I jedno, i drugie nie przynosiło oczekiwanych efektów. Bywało momentami blisko. W 39. minucie Nsame powinien był otworzyć wynik. Kameruńczyk nieczysto trafił w piłkę i o gola jeszcze trzeba było się postarać. Ale to już po przerwie – oba kluby przez 45 minut nie trafiły ani razu. No, nie było to najlepsze widowisko do majówkowego grilla…
Legia wygrywa rzutem na taśmę!
Po rozpoczęciu drugiej połowy do ataku ruszył Widzew. Łodzianom szło to jednak dość chaotycznie i nie byli w stanie bardziej zagrozić rywalom ze stolicy. Fajerwerki były, ale nie na murawie, tylko nad stadionem, co poskutkowało chwilową przerwą. Huk od nich może rozbudził nieco oglądających, bowiem piłkarzom średnio to wychodziło. Oba zespoły były na siebie bardzo zamknięte i schowane za podwójną gardą. O ile w taki sposób da się uniknąć porażki, o tyle trudniej jest go wygrać, a remis w tym spotkaniu nie zadowalał akurat nikogo. Jeśli już przytrafiała się jakaś okazja, to było co najwyżej blisko. Tak jak w 63. minucie, przy próbie Kamila Piątkowskiego.
W 71. minucie wreszcie przyszedł jakis przełom. Oczywiście nie chodzi o gola, bez przesady. Widzew oddał swój pierwszy celny strzał w tym meczu. Mateusz Żyro podjął się odważnej próby strzału z dystansu. W światło bramki trafił, to już coś. Szkoda tylko dla Łodzian, że wprost w bramkarza, który tego uderzenia po prostu nie mógł przepuścić. 4 minuty później zakotłowało się w polu karnym Widzewa, dużą szansę miał Nsame. I napastnik Legii trafił w obrońcę.
W końcówce Legia jeszcze przycisnęła. Widzew także próbował, ale bezskutecznie z kontrataków. Trudno jest coś z nich wykrzesać, jeśli nikt się do ataku nie pokazuje. A Legia robiła swoje. Najpierw w doliczonym czasie gry padł celny strzał numer 3. Rafał Adamski uderzył jednak wprost w Drągowskiego. Lepiej było kilka minut później, w ostatniej akcji meczu. Zagotowało się w polu karnym, do piłki dopadł Adamski i szczęśliwie wykorzystał piłkę meczową. Legia wymęczyła 3 punkty, ale jakże istotne w walce o utrzymanie. W stolicy wreszcie moga odetchnąć z ulgą. A w Łodzi? Jeszcze bardziej nieciekawie. Perspektywa utrzymania coraz bardziej oddala się od Widzewa…
