Różnica w dyspozycji dnia. Dlaczego PSG wyeliminowało Bayern?

PSG zostało drugim finalistą obecnej edycji Ligi Mistrzów. Zespół Luisa Enrique jest więc o jeden mecz od dokonania historycznego osiągnięcia w postaci obronienia tytułu dla najlepszej drużyny w Europie. W półfinale trafili na zespół grający w bardzo podobny sposób do nich, jednak to Paryżanie okazali się lepsi po bardzo wyrównanym dwumeczu. Co przechyliło szalę na korzyść drużyny Luisa Enrique?

Dwie drużyny, niemal identyczne założenia

Zarówno Paris Saint-Germain, jak i Bayern Monachium to zespoły grające bezkompromisowo, bardzo odważnie, ofensywnie i podejmujące duże ryzyko zarówno w fazie atakowania, jak i bronienia. Obaj trenerzy stosują także sposób bronienia oparty na kryciu indywidualnym. Przebieg dwumeczu sprowadzał się więc w dużej mierze do pojedynków pomiędzy poszczególnymi zawodnikami – czy to na własnej połowie przy wychodzeniu spod pressingu, czy w ostatniej tercji boiska, gdy zespół szuka stworzenia sytuacji. Oczywiście, nie cały mecz wyglądał w ten sposób, ponieważ PSG w obu spotkaniach w końcówkach stosowało bardziej pragmatyczne podejście i cofało się do obrony niskiej. Mogli jednak to zrobić dzięki temu, że lepiej od piłkarzy Bayernu realizowali pierwotne założenia.

REKLAMA

Rezultat meczu często sprowadza się do skuteczności w egzekwowaniu planu na mecz przez piłkarzy i samej jakości indywidualnej zawodników, ale można odnieść wrażenie, że w tym dwumeczu miało to jeszcze większe znaczenie, a obaj trenerzy świadomie zdecydowali się na zaufanie swoim graczom. Na Parc des Princes lepsze o jednego gola okazało się PSG. Wczoraj na Allianz Arena – choć mecz zakończył się remisem – lepsze wrażenie pozostawili po sobie piłkarze mistrzów Francji, którzy prowadzili przez około 90 minut (uwzględniając doliczony czas gry), a remis i tak im odpowiadał. W takich momentach często decyduje dyspozycja dnia i ten czynnik przechylił szalę na korzyść Paris Saint-Germain.

Lewa strona zrobiła różnicę dla PSG

Oficjalnie najlepszym piłkarzem meczu został Willian Pacho, który zagrał bardzo solidne spotkanie, ale gdyby od nas zależał wybór MVP spotkania, statuetka powędrowałaby w ręce Kvichy Kvaratskhelii. Gruzin po raz kolejny w ważnym meczu Ligi Mistrzów był nieprawdopodobnie wartościowym zawodnikiem dla zespołu. Już w 3. minucie zanotował asystę do Ousmane’a Dembele, a w kolejnych minutach imponował łatwością w dryblingach i efektywnością w tercji ataku. Według statystyk portalu Fotmob – podjął 8 prób dryblingów, z czego 7 było udanych. W pojedynkach na ziemi jego skuteczność wyniosła 67% (10/15). Wykreował kolegom 4 sytuacje i sam oddał 5 strzałów, a więc jego dryblingi nie pozostały bez przełożenia na bardziej wymierne działania. Ze wszystkich zawodników na boisku to Kvaratskhelia najcżęściej tworzył przewagę indywidualną.

Różnicę zrobił też Nuno Mendes, choć Portugalczyk był bliski zakończenia meczu jeszcze w pierwszej połowie, gdy mając żółtą kartkę zatrzymał obiecujący atak Bayernu ręką. Niemniej jednak, jego wejścia ofensywne potrafiły zrobić różnicę. Przy kryciu indywidualnym, jakie stosował Bayern Monachium, ogromne zamieszanie w strukturze rywala tworzą dwójkowe akcje w stylu „daję-idę”. PSG bardzo często mija w ten sposób pressing rywala wykorzystując bocznych obrońców. Jako, że Hakimi jest jednak kontuzjowany to większa odpowiedzialność w tym aspekcie spadła na Nuno Mendesa, który w ten sposób potrafił napędzać akcje zespołu. Generalnie PSG, zwłaszcza na początku spotkania, nastawiło się na przeładowanie lewego skrzydła. Desire Doue, który rozpoczął mecz jako „9-tka” (na prawym skrzydle zaczął Dembele) regularnie schodził w ten sektor, a Fabian Ruiz często zajmował pozycję typową dla lewego obrońcy. To właśnie po ustawieniu w tej strefie Hiszpana, który zagrał za linię obrony do Kvaratskhelii, Paryżanie zdobyli bramkę na 1:0.

Reszta ofensywy również spisała się dobrze. Ousmane Dembele może nie był specjalnie widoczny, ale trafił do siatki. Desire Doue natomiast miał „swoje 5 minut”, gdy w drugiej polowie przeprowadził kilka akcji, w których pokazał ogromne umiejętności.

Brak serwisu dla Kane’a

Ofensywni piłkarze Bayernu w rewanżu nie byli już w tak dobrej dyspozycji dnia, jak na Parc des Princes przed tygodniem. Za najlepszego piłkarza z linii ataku mozna uznać Harry’ego Kane’a, natomiast Anglik nie otrzymał wystarczającego serwisu ze strony kolegów. Dział kreacji, który niemal w każdym spotkaniu jest bardzo produktywny, w środowy wieczór nie utrzymał swoich standardów. Jamal Musiala, ustawiony na „10-tce”, nie wykreował żadnej okazji kolegom. Michael Olise i Luis Diaz byli całkiem aktywni, ale nawet nie w połowie tak efektywni jak w pierwszym meczu z Bayernem. Bronią w ofensywie Die Roten często jest też Joshua Kimmich, który potrafi kreować z głębi pola, zagrywając dalekie podania za linię obrony czy dośrodkowania w pole karne przy nisko ustawionym przeciwniku (tak jak grało PSG), ale wczoraj nie pokazał swoich umiejętności. Harry Kane finalnie trafił do siatki, ale już w doliczonym czasie gry, na kilkadziesiąt sekund przed końcem meczu.

Warto też zaznaczyć, że zawodnik, na którego spadła odopwiedzialność pilnowania Harry’ego Kane’a, spisał sie bardzo dobrze. W momencie, gdy PSG przechodziło na krycie indywidualne – a zdarzało się to często – najlepszym strzelcem Bayernu opiekował się Willian Pacho. Ekwadorczyk świetnie wywiązał sie ze swoich obowiązków. Na ziemii wygrał wszystkie 7 pojedynków, które stoczył, a w powietrzu jeden z dwóch. Miał najwięcej działań defensywnych w całym meczu (13), bardzo dobrze czytał grę, zapewniając zespołowi względny komfort podczas obrony niskiej.

W półfinale zmierzyły się dwie drużyny z bardzo podobnym nastawieniem i filozofią gry. O awansie PSG zadecydował jeden gol, który wynikał z lepszej dyspozycji poszczególnych piłkarzy. Przy tak zbliżonych do siebie poziomem drużynach ten czynnik okazał się decydujący.

SPRAWDŹ TAKŻE
Więcej
    REKLAMA
    146,747FaniLubię

    MOŻE ZACIEKAWI CIĘ