Manchester City zajmuje pole position w wyścigu o tytuł. 5 wniosków po 33. kolejce Premier League

33. kolejka Premier League jawiła się jako kluczowa w kontekście walki o tytuł, poniewaz na Etihad Stadium mierzyli się dwaj kandydaci do mistrzostwa Anglii. W podsumowaniu minionej serii spotkań poza starciem pomiędzy Manchesterem City, a Arsenalem omawiamy następujące tematy: ofensywna zapaść Fulham, plan Manchesteru United na problemy kadrowe w defensywie, napastnik w Evertonie oraz defensywa Palace po odejściu Guehiego. Zapraszamy do lektury.

Manchester City wysunął się na prowadzenie w wyścigu o tytuł Premier League

W najprawdopodobniej decydującym meczu w walce o mistrzostwo Anglii Manchester City na własnym stadionie pokonał Arsenal (2:1). Obecnie zespół Pepa Guardioli ma jeszcze 3 „oczka” straty do Kanonierów, natomiast rozegrali jedno spotkanie mniej. Jeśli w środę wygra mecz z Burnley to zrówna się punktami i wskoczy na fotel lidera przez lepszy bilans bramek (przy jednobramkowym zwycięstwie różnica goli będzie taka sama, ale Man City ma więcej strzelonych). Obywatele mają więc wszystko w swoich rękach. Dodając do tego, iż aktualnie są w lepszej dyspozycji od ich konkurentów oraz nie grają już w Lidze Mistrzów to obecnie Manchester City trzeba postrzegać jako faworyta do zdobycia mistrzowskiego tytułu.

REKLAMA

Mecz na Etihad Stadium pomiędzy dwoma pretendentami nie był jednostronny, natomiast gdybyśmy mieli wskazać zespół, który bardziej zasłużył na zwycięstwo, byliby to piłkarze prowadzeni przez Pepa Guardiolę. Choć Kanonierzy stworzyli sporo dobrych sytuacji to na przestrzeni 90 minut Manchester City pokazał wyższą kulturę gry oraz większą umiejętność wprowadzania piłki w pole karne przeciwnika. The Citizens bez wątpienia mają większą jakość w ofensywie. Antoine Semenyo kompletnie nie miał swojego dnia, ale reszta wzięła na siebie odpowiedzialność. Erling Haaland zdobył decydującą bramkę, Rayan Cherki miał moment magii przy pierwszym trafieniu, Jeremy Doku wygrywał sporo pojedynków, a sporo w ostatniej tercji boiska dał też Nico O’Reilly.

Ofensywa Fulham się zacięła

Fulham ciągle teoretycznie liczy się w walce o europejskie puchary, ale na pięć kolejek przed końcem byliby w znacznie lepszej pozycji, gdyby w ostatnich meczach ofensywa się nie zacięła. W sześciu ostatnich spotkaniach we wszystkich rozgrywkach, pięć razy nie trafili do siatki. Wygrali jedynie z szykującym się już do gry w Championship Burnley (3:1) na własnym stadionie. Bezbramkowo zremisowali w minionej kolejce Premier League z Brentford oraz miesiąc temu z Nottingham. Porażki ponieśli natomiast z Liverpoolem (0:2) i z walczącym o utrzymanie West Hamem (0:1), a także w 1/8 finału Pucharu Anglii przeciwko Southampton (0:1).

Liczba strzelanych goli to problem, który powtarza się w zespole prowadzonym przez Marco Silvę. Fulham stawia na sposób gry oparty na cierpliwej wymianie podań i atakach pozycyjnych, a w fazie bronienia rzadko rzuca się na rywala wysokim pressingiem. The Cottagers mają wysoką kulturę gry, ale w ich spotkaniach często brakuje szybkości, a w ten sposób trudno zdobywać bramki. Spędzając dużo czasu w atakach pozycyjnych potrzebujesz jakości indywidualnej, a w zespole budowanym bez wielkich nakładów finansowych – oczywiście jak na standardy Premier League – trochę tego brakuje.

Manchester United poradził sobie z absencjami na środku obrony… kosztem ofensywy

Przed meczem z Chelsea dużym znakiem zapytania było kto wystąpi na środku obrony w Manchesterze United. Michael Carrick nie mógł skorzystać z kontyzjowanych Matthijsa de Ligta i Leny’ego Yoro oraz zawieszonych za czerwoną kartkę Harry’ego Maguire’a i Lisandro Martineza. Trener postawił na środku obrony na 19-letniego Aydena Heavena oraz Noussaira Mazraouiego, nominalnego prawego obrońcę. Można było się spodziewać kłopotów w defensywie Manchesteru United, ale spotkanie z Chelsea (1:0) przypomniało, że problemy kadrowe w linii obrony nie zawsze oznaczają, że zespół zacznie przeciekać w defensywie. Czyste konto zachowane przez Czerwone Diabły na Stamford Bridge to dowód, że Carrick dobrze dostosował grę zespołu do sytuacji kadrowej.

Manchester United nie miał problemów z defensywą przez bardziej zachowawcze podejście. Zanim objęli prowadzenie pod koniec pierwszej połowy bronili w ustawieniu 4-2-4, podchodząc wysoko, ale zamykając rywalom linie podań zamiast szukać agresywnego doskoku. W drugiej części cofnęli się znacznie niżej, a środkowych obrońców w obronie pola karnego bardzo dobrze wspomagał Casemiro, który miał najwięcej bloków i drugą najwyższą liczbę wybić w zespole. Kłopoty personalne w defensywie bardziej negatywny wpływ miały paradoksalnie na ofensywę, ponieważ Czerwone Diably – mimo strzelonej bramki – wykreowały bardzo mało sytuacji. Przez cały mecz oddali 4 strzały, w tym 1 z pola karnego, zanotowali 10 kontaktów z piłką w polu karnym, a współczynnik goli oczekiwanych wyniósł 0,29 xG. Ponadto gola akurat zdobyli, gdy chwilę grali w przewadze jednego zawodnika, ponieważ Wesley Fofana zszedł z boiska po tym jak potrzebował pomocy medycznej.

Everton wreszcie ma napastnika

W derbach Merseyside na Hill Dickinson Stadium lepszy okazał się Liverpool, który wygrał 2:1 po golu w doliczonym czasie gry. Niemniej jednak, David Moyes z tego spotkania może wyciągnąć wiele pozytywnych wniosków dla swojego zespołu, a strata punktów nie przekreśla ich w walce o europejskie puchary, ponieważ strata do pożądanej strefy wynosi zaledwie punkt. Dla The Toffees wzmocnieniem w walce o grę w Europie jest forma Beto. Dla 28-latka mecz z Liverpoolem był trzecim z rzędu z golem, a w tym okresie trafił do siatki czterokrotnie. Tym samym w tych trzech spotkaniach wyrównał swój dorobek strzelecki z poprzednich 30 kolejek obecnego sezonu ligowego.

Przez cały sezon napastnik byl wskazywany jako największy problem Evertonu. David Moyes bardzo dobrze poukładał zespół w defensywie. Z przodu sporo jakości dają Ilman Ndiaye oraz Kiernan Dewsbury-Hall, natomiast bramkostrzelny napastnik ciągle był brakującym elementem. Takim symbolem były ciągłe rotacje Davida Moyesa pomiędzy Beto, a Thierno Barrym. Sytuacja zazwyczaj wyglądała następująco. Jeden dostaje szanse, ale gra słabo, więc do składu wskakuje drugi, który też nie spełnia oczekiwań, więc trener wraca do tego pierwszego. I tak w kółko. Beto w końcu przełamał impas i zmusił zarząd do przemyślenia swojej decyzji, jeśli w letnim okienku transferowym zaplanowali już sprowadzenie kolejnej „9-tki”.

Crystal Palace poradziło sobie z odejściem Marca Guehiego

Gdy Marc Guehi w zimowym okienku transferowym zamieniał Crystal Palace na Manchester City, można było ze współczuciem patrzeć na Olivera Glasnera i wieszczyć kłopoty defensywie Orłów. W końcu z zespołu odszedł jeden z najlepszych środkowych obrońców w całej Premier League, co potwierdza jego dyspozycja na Etihad Stadium. Niemniej jednak, Crystal Palace nie ucierpiało tak bardzo, jak można było zakładać. Początkowo mieli trochę problemów, ale w ostatnich sześciu meczach ligowych stracili tylko cztery gole, łącząc Premier League z rozgrywkami Ligi Konferencji.

REKLAMA

Dlaczego Crystal Palace poradziło sobie z odejściem tak ważnego zawodnika? Po pierwsze – skuteczność w defensywie zespołu Olivera Glasnera bardziej niż na jakości indywidualnej obrońców bazowała na bardzo dobrej organizacji w grze bez piłki, więc wyjęcie jednego elementu nie rozsypało całej układanki. Po drugie – bardzo dobre wejście do podstawowego składu notuje 19-letni Jaydee Canvot. Francuz nie odstaje poziomem od swoich partnerów z linii obrony (Chrisa Richardsa i Maxence’a Lacroix), którzy w Premier League zdążyli już wyrobić sobie solidną markę. W spotkaniu z West Hamem (0:0) – według Fotmob – wygrał 5 z 7 pojedynków na ziemii i wszystkie trzy w powietrzu. Marc Guehi oferował zespołowi również dużą wartość w rozegraniu futbolówki i w tym elemencie Canvot również w pewnym stopniu zasypał lukę pozostawianą przez odejście Guehiego, ponieważ 19-latek najlepiej wprowadza piłkę spośród stoperów.

Co jeszcze wydarzyło się w 33. kolejce Premier League?

  • Leeds jest na fali. Po przerwie reprezentacyjnej awansowali do półfinału Pucharu Anglii, następnie pokonali Manchester United, a w minionej kolejce wygrali wysoko z Wolves (3:0). Obecnie mają już 39 punktow, a więc o utrzymanie nie muszą się już martwić.
  • Coraz bliżej utrzymania jest Nottingham Forest, które pokonało Burnley (4:1) po hat-tricku Morgana Gibbs-White’a. Zespół Vitora Pereiry w czwartek awansował do półfinału Ligi Europy, a w weekend powiększył przewagę nad strefą spadkową do 5 punktów.
  • O pozostanie w lidze ciągle walczy Tottenham. Zespół Roberto De Zerbiego zremisował z Brighton, a gola na 2:2 stracił w doliczonym czasie gry. Było bardzo blisko pierwszego ligowego zwycięstwa w 2026 roku.
  • Bournemouth zbliża się do europejskich pucharów. Zespół Andoniego Iraoli wygrał na St. James’ Park z Newcastle (2:1) i przedłużył serię meczów bez porażki w Premier League do trzynastu.
  • Aston Villa po szalonym meczu wygrała z Sunderlandem 4:3. Jeszcze w 85. minucie zespół Emery’ego wygrywał 3:1, ale Sunderland w dwie minuty doprowadził do wyrównania, natomiast gospodarze w doliczonym czasie gry zdobyli zwycięskiego gola i zrobili kolejny krok, aby przypieczętować awans do Ligi Mistrzów.
SPRAWDŹ TAKŻE
Więcej
    REKLAMA
    146,246FaniLubię

    MOŻE ZACIEKAWI CIĘ