W miniony weekend odbyła się nie tylko kolejka Premier League, ale rozgrywano również półfinały Pucharu Anglii. My standardowo podsumowujemy wydarzenia z angielskich boisk w formie szerszego omówienia pięciu tematów: Zysk Forest ze zmiany trenera, przewidywalność Aston Villi, stagnacja Liverpoolu, gra na przetrwanie Arsenalu oraz wartość Casemiro dla Man United.
Zatrudnienie Vitora Pereiry się opłaciło
W piątek Nottingham Forest wygrało z Sunderlandem aż 5:0 i zrobiło kolejny krok w stronę utrzymania, prawdopodobnie już ostatni, który musieli wykonać. Dobili już do 39 punktów i przed ostatnimi czterema meczami, w których podopieczni Vitora Pereiry mają trudny terminarz (domowe mecze z Newcastle i Bournemouth, wyjazdy na Chelsea i Manchester United) zbudowali sobie sporą zaliczkę nad konkurentami w walce o pozostanie w lidze. Co więcej, wysokie zwycięstwo z Sunderlandem było o tyle ważne, że w Premier League przy równej liczbie punktów o kolejności w tabeli decyduje bilans bramkowy, a ten po ostatnim zwycięstwie znacząco się poprawił (-4) i trudno sobie wyobrazić, aby Tottenham (-11) czy West Ham (-17) odrobili taką różnicę.
W momencie, gdy Nottingham Forest zwalniało Seane’a Dyche’a i podpisało kontrakt z Vitorem Pereirą wydawało się, że właściciel klubu, Evangelos Marinakis podejmuje kolejną pochopną decyzję. Choć żonglowanie trenerami nie przyniesie Nottingham stabilności, tak okazało się, że zatrudnienie Portugalczyka, aby ratować byt w Premier League bylo dobrym pomysłem. W Premier League Forest nie przegrało już od 6 meczów, a licząc wszystkie rozgrywki – od ośmiu. Od półtora spotkania Vitor Pereira stosuje ustawienie z dwójką napastników (Chris Wood i Igor Jesus), przesuwając na lewą pomoc Morgana Gibbs-White’a, zostawiając mu jednak swobodę w schodzeniu do środka. W takim układzie w drugiej połowie z Burnley zdobyli cztery gole, a potem tyle samo bramek zaaplikowali w pierwszej części gry Sunderlandowi.
Aston Villa jest przewidywalna, ale Unai Emery to akceptuje
Jeśli Aston Villa traci punkty, najczęściej poruszanym tematem w kontekście zespołu Unaia Emery’ego jest problem tworzenia szans przeciwko rywalom, którzy oddadzą im inicjatywę, nie zostawiają przestrzeni za linią obrony i bronią nisko. Ten sam wątek trzeba podnieść po porażce z Fulham (0:1). Dopóki rywal nie objął prowadzenie, The Villans może nie dochodzili do wielu sytuacji, ale potrafili stworzyć zagrożenie po szybkim ataku następującym po wciągnięciu rywala do wysokiego pressingu, aby wykorzystać przestrzeń. Gdy jednak Fulham miało korzystny wynik i cofnęło się niżej, Aston Villa nie potrafiła przełożyć posiadania piłki na połowie rywala na konkretne sytuacje. W drugiej części gry utrzymywali się przy futbolówce przez 74% czasu, a oddali tylko 5 strzałów, w tym ani jednego w światło bramki, a łączna wartość goli oczekiwanych wyniosła 0,45 xG.
Od pewnego czasu powtarza się to samo. Aston Villa jest przewidywalna. Nastawiają się na grę przez środek, w szerokości pola karnego ustawiają swoich najbardziej kreatywnych piłkarzy, a gracze odpowiedzialni za gole/asysty (Rogers i Watkins) lepiej czują się na dużej, a nie małej przestrzeni. The Villans mają braki na skrzydłąch, gdzie za trzymanie szerokości odpowiadają boczni obrońcy, nie nastawieni na drybling, a na dośrodkowania. Skoro jednak Unai Emery od dawna nie decyduje się zmienić charakterystyki swojego zespolu to oznacza, że akceptuje wady swojego modelu gry kosztem zalet, które generuje takie podejście.
Liverpool się nie rozwija
Liverpool pokonując Crystal Palace (3:1) odniósł trzecie zwycięstwo z rzędu w Premier League i jest coraz bliżej zagwarantowania sobie pierwszej piątki, która zapewni im grę w następnej edycji Ligi Mistrzów. Na papierze jest coraz lepiej, ale na boisku… już tak dobrze to nie wygląda. Z tych trzech ostatnich spotkań zespół Arne Slota przypominał Liverpool z poprzedniego, mistrzowskiego sezonu – zespół dominujący, stwarzający sytuacje i nie pozwalający rywalowi korzystać ze swoich atutów – tylko w pierwszej połowie starcia z Fulham. W drugiej części zobaczyliśmy już drużynę nastawioną na utrzymanie wyniku, ale nie do końca kontrolującą boiskowe wydarzenia, a w kolejnych grach obraz meczu był raczej wyrównany. Z Evertonem zwycięstwo uratowali po golu w doliczonym czasie, a z Crystal Palace byli o wiele bardziej skuteczni od rywali.
Końcówka sezonu jest dla Liverpoolu ważna, ponieważ nie tylko walczy o awans do Ligi Mistrzów, ale także toczy się gra o przyszłość Arne Slota. Ostatne wyniki sprawiają, że Holender może zrobić krok w kierunku pozostania na Anfield, natomiast jeśli popatrzymy na to jak prezentują się jego piłkarze na boisku, zarząd już tak optymistyczny być nie powinien. Jeśli wraz z zamknięciem letniego okienka transferowego wiedzielibyśmy, że Liverpool po 8 miesiącach będzie grał tak jak gra obecnie, nikt nie chciałby w to uwierzyć. A to nie świadczy dobrze o pracy Arne Slota, który po sporych zmianach kadrowych nie znalazł właściwego pomysłu na ten zespół.
Arsenal w ten sposób nie dojedzie do mety Premier League bez potknięcia
Arsenal w minionej kolejce Premier League wykonał pierwszy z pięciu kroków w drodze po tytuł (choć i to wygranie wszystkiego do końca nie musi oznaczać zdobycia tytułu). W meczu z Newcastle (1:0) Arsenal jednak nie przekonał i po raz kolejny zaprezentował się bardzo przeciętnie w fazie posiadania piłki, co przełożyło się na słabsze kontrolowanie przebiegu gry. Komplet punktów udało się zgarnąć, dzięki dobrej grze w defensywie. Kanonierów w wyścigu o mistrzostwo Anglii utrzymuje fakt, że nawet, gdy zespół kompletnie nie funkcjonuje w defensywie to i tak bardzo trudno strzelić im bramkę. W ten sposób Arsenal przepchnął nie tylko ostatni mecz z Newcastle, ale także starcie z Brighton na początku marca oraz ćwierćfinał Ligi Mistrzów ze Sportigniem. Niemniej jednak, kibice raczej nie mogą liczyć, że w takim stylu nie potkną się ani razu w pozostałych czterech meczach Premier League.
Szczególnie, że problemy kadrowe nie opuszczają Arsenalu. Gdy Bukayo Saka wreszcie znalazł się w kadrze meczowej i wydawało się, że już niedługo po raz pierwszy w tym sezonie zobaczymy od 1. minuty jego, Martina Odegaarda, Eberechiego Eze oraz Kaia Havertza to najpierw z boiska z urazem zszedł Havertz, a później Eze. O ile z tą dwójką na boisku Kanonierzy przeprowadzali całkiem obiecujące, kombinacyjne akcje pod polem karnym rywala, tak z ich następcami (Gyokeresem oraz Martinellim) grali już na przetrwanie, licząc ewentualnie na kontrataki, gdy Newcastle się odkryło. Arsenal dopisał sobie w tabeli 3 punkty, ale powodów do optymizmu jest niewiele.
Casemiro to drugi najważniejszy piłkarz Manchesteru United po Bruno Fernandesie
Hierarchia w Manchesterze United jest jasna. Najważniejszym zawodnikiem zespołu jest Bruno Fernandes, który zmierza po przebicie rekordu asyst w jednym sezonie Premier League oraz jest jednym z głównych kandydatów do zdobycia nagrody dla najlepszego piłkarza rozgrywek. Niemniej jednak, Czerwone Diabły nie miałyby tak spokojnej sytuacji w walce o powrót do Champions League, gdyby nie Casemiro. Brazylijczyk przeciwko Brentford (2:1) zdobył już dziewiątego gola w Premier League w tym sezonie i pod względem zagrożenia, jakie generuje przy stałych fragmentach gry równać z nim może się tylko Gabriel Magalhaes. Ponadto zagrał fenomenalny mecz w defensywie, który przez pryzmat statystyk powinien zostać zapamiętany na długi czas. 13 z 14 wygranych pojedynków na ziemii. 3 z 4 wygranych pojedynków w powietrzu. 11 odbiorów. 25 działań defensywnych. To są niespotykane liczby5.
Casemiro pożegna się z Old Trafford będąc na szczycie, po o wiele lepszym sezonie niż dwa poprzednie. Czerwone Diabły stracą zawodnika gwarantującego gole po stałych fragmentach, znakomitego w defensywie i oferującego wartość w rozegraniu (bardziej przy budowaniu ataków pozycyjnych niż pod pressingiem rywala). Brazylijczyk w obecnych rozgrywkach jest bardzo regularny, a swoją postawą i doświadczeniem zapewnił drużynie wiele dodatkowych punktów w ligowej tabeli. Jeśli po sezonie, tworząc najlepsze jedenastki sezonu, ktoś umieści w niej Casemiro nikogo nie powinno to dziwić.
Co jeszcze wydarzyło się w 34. kolejce Premier League?
- Zanim w piątek rozpoczęła się kolejka w środku tygodnia drużyny, które awansowały do półfinału Pucharu Anglii rozegrały awansem swoje spotkania. Chelsea przegrała z Brighton (0:3), Manchester City pokonał Burnley (1:0), a Leeds zremisowało z Bournemouth (2:2).
- Po porażce Chelsea z Brighton doszło do zmiany trenera na stanowisku The Blues. Liam Rosenior został zwolniony, a tymczasowo zespół przejął, już drugi raz w tym sezonie, Calum McFarlane.
- Tottenham wygrał pierwszy mecz w 2026 roku w Premier League. Na wyjeździe pokonali zdegradowane już do Championship Wolves (1:0) po golu Joao Palhinhii.
- Spurs pozostali jednak w strefie spadkowej, a strata do bezpiecznego miejsca cały czas wynosi 2 punkty, ponieważ swoje spotkanie wygrał też West Ham. Zespół Nuno Espirito Santo pokonał na własnym boisku Everton (2:1),
