W ostatnich tygodniach nie ma w Premier League zespołu znajdującego się w gorszej formie niż Chelsea. The Blues od pięciu kolejek nie zdobyli żadnego punktu i nie strzelili żadnego gola. Po porażce z Brighton (0:3) osunęli się w tabeli na 7. miejsce. Mają 7 punktów straty do strefy Ligi Mistrzów, a reszta zespołów ma jeden mecz rozegrany mniej od Chelsea. Co więcej, tylko trzy punkty dzielą ich od dwunastego w tabeli Fulham. Calościowy obraz jest daleki od dobrego, a po ostatnim występie z Brighton należy zadać sobie pytanie: czy projekt BlueCo, konsorcjum które przejęło kontrolę nad klubem w maju 2022 roku, ma jakikolwiek sens?
Występ Chelsea był nieakceptowalny
Podopieczni Liama Roseniora na The Amex zaprezentowali się poniżej wszelkiej krytyki. To był bez wątpienia najgorszy mecz The Blues w obecnym sezonie. Liczby są wprost przerażające. Drużyna, która od 3. minuty musiała gonić wynik zakończyła mecz nie oddając żadnego strzału celnego i tylko 6 razy próbując uderzeń na bramkę przeciwnika. Żaden ze strzałów nie został oddany z na tyle dogodnej pozycji, aby został zaklasyfikowany przez statystyków jako big chance (duża szansa). Łączny współczynnik goli oczekiwanych zespołu wyniósł – według Fotmob – 0,37 xG. Chelsea przyzwyczaiła do niefrasobliwości w defensywie, ale z przodu potrafila tworzyć okazje przeciwko każdemu przeciwnikowi. Mniej strzałów niż w spotkaniu z Brighton oddali tylko z Manchesterem United na Old Trafford, gdy od 5. minuty grali w dziesiątkę po czerwonej kartce dla Roberta Sancheza, a Enzo Maresca zdjął z boiska niemal wszystkich ofensywnych zawodników. We wtorek po raz pierwszy w obecnym sezonie nie oddali uderzenia w światło bramki.
Na The Amex w grze Chelsea nie zgadzało się nic. Przy budowania akcji regularnie tracili piłkę na własnej połowie. Brighton zanotowało 8 odbiorów piłki w strefie wysokiej, a aż 31 razy ją odzyskiwali, co przełożyło się na 6 akcji zakończonych strzałem. Po drugiej stronie boiska było zupełnie inaczej. Chelsea próbowała zakładać pressing, ale robiła to bez przekonania. Ani razu nie odebrała futbolówki w strefie wysokiej, a 11 razy zmusiła Brighton do straty posiadania, jednak nie oddała z tego ani jednego uderzenia. W grze bez piłki byli pogubieni, kontrataki wyprowadzali zdecydowanie za wolno. Zespół Fabiana Hurzelera tak łatwych zwycięstw w tym sezonie nie odnosił nawet z drużynami walczącymi o utrzymanie. The Blues zaprezentowali się na poziomie niegodnym zespołu grającego w Premier League, a co dopiero klubu należącego do big six. Nie mieli żadnych cech zespołu. Byli zbieraniną jedenastu piłkarzy sprawiających wrażenie, jakby grali ze sobą po raz pierwszy.
Zmiana ustawienia
Po ostatnich porażkach (Chelsea nie przegrała tylko czterech wcześniejszych ligowych meczów, ale także uległa PSG aż 8:2 w dwumeczu) oraz przy aktualnej sytuacji kadrowej Liam Rosenior zdecydował się zmienić ustawienie na to spotkanie. Zespół przeszedł na formację z trójką środkowych obrońców oraz wahadłowymi, co okazało się kompletnie nietrafionym pomysłem. Szybko stracony gol spowodował, że Chelsea musiała przejąć inicjatywę, ale nie potrafiła tego zrobić, ponieważ Brighton bez problemu mijało ich pressing i utrzymywało piłkę. Pierwszą część meczu zakończyli ze wskaźnikiem posiadania piłki równym 60% oraz wymienili prawie dwa razy więcej podań na połowie atakowanej od Chelsea (105 do 59). Goście mając na boisku tylko dwóch stricte ofensywnych piłkarzy (Liama Delapa oraz Pedro Neto), którzy w dodatku nie rozgrywali dobrego spotkania nie mieli argumentów z przodu. Do przerwy oddali tylko 1 strzał i zanotowali 4 kontakty z piłką w polu karnym.
Na drugą połowę Rosenior wprowadził Alejandro Garnacho za Wesleya Fofanę, wracając do ustawienia z czwórką defensorów, ale niewiele to zmieniło. Oczywiście, Chelsea przystąpiła do tego meczu z problemami kadrowymi. Brakowało:
- Najlepszego piłkarza zespołu na przestrzeni trzech ostatnich sezonów (Cole’a Palmera);
- Najlepszego środkowego obrońcy w ubiegłych rozgrywkach (Levi Colwilla);
- Najlepszego strzelca zespołu w trwającym sezonie, zarówno w Premier League, jak i sumując wszystkie rozgrywki (Joao Pedro);
- Jedynego piłkarza, który był już w kadrze zespolu tuż po zmianie właścicielskiej i okazał się na tyle dobry, że nawet BlueCo nigdy nie chciało wyrzucić go z zespołu; naszym zdaniem najlepszego gracza Chelsea w tym sezonie (Reece’a Jamesa).
Niemniej jednak, cztery nieobecności nie mogą tłumaczyć tak beznadziejnego występu. Chelsea miała na boisku dwóch graczy sprowadzonych do klubu za ponad 100 mln euro (Enzo Fernandeza i Caicedo) oraz czterech sprowadzonych za ponad 50 mln euro (Fofana, Cucurella, Neto, Lavia).
Chelsea ma ciągle te same problemy
Problemy natury taktycznej zespołu to jedno, natomiast w piłce nożnej nie da się osiągać sukcesów bez odpowiedniego nastawienia mentalnego, a z tym Chelsea ma ogromny problem. Można odnieść wrażenie, że do wielu spotkań nie podchodzą z należytą koncentracją, a wystarczy, że coś nie pójdzie nie po ich myśli i cały zespół gubi pewność siebie. Po pierwszym kwadransie meczu z Brighton można było mieć poczucie, że Chelsea się już nie podniesie. Nie było żadnego zawodnika, który swoją postawą boiskową wysłałby sygnał zespolowi, że ten mecz jest jeszcze do odwrócenia. Sposób budowania Chelsea oparty na niedoświadczonych piłkarzach sprawił, ze w zespole nie ma liderów. Nie ma kogoś, kto w trudnych momentach dźwignąłby zespół czy przejąłby na siebie odpowiedzialność za kolegę, który ma gorszy dzień. Być może Enzo Fernandez stara się wchodzić w taką rolę, ale jego impulsywność oraz gorąca głowa często bardziej zespołowi przeszkadza niż pomaga.
W podobny sposób porażkę z Brighton diagnozował trener Chelsea. – Dzisiaj nie chodziło o taktykę, lecz chęci, zespołowość, odwagę, a ja nie widziałem tego wystarczająco dużo dzisiejszego wieczoru – mówił Rosenior. Dodał też, że trzem lub czterem graczom z wyjściowej jedenastki brakowało determinacji czy wskazał, że nie byli na odpowiednim poziomie profesjonalizmu w tym meczu. Wielokrotnie podkreślał, że wiele rzeczy w tym występie było nieakceptowalnych. 41-latek uderzył w populistyczne tony, ale miał ku temu powody. Piłkarze Chelsea w tym meczu przebiegli ponad 7 kilometrów mniej od swoich rywali z Brighton. W obecnym sezonie Premier League Chelsea pokonywała mniejszy dystans od swoich przeciwników w każdym spotkaniu. Tak słabe statystyki można wytłumaczyć sposobem gry, ponieważ The Blues długo utrzymują się przy piłce, natomiast na The Amex to gospodarze mieli wyższe posiadanie futbolówki (53%), więc różnica siedmiu kilometrów jest spora.
Czerwona flaga dla BlueCo
Strategia budowania zespołu przez konsorcjum BlueCo od początku przynosiła kontrowersje, natomiast wszelkie najczarniejsze scenariusze kreślone przez kibiców były podbudowane zbyt dużym pesymizmem. Chelsea w poprzednim sezonie wywalczyła powrót do Ligi Mistrzów, a po sezonie zostali Klubowymi Mistrzami Świata. Zdawało się, że projekt z Enzo Mareską zmierza w dobrym kierunku, natomiast pół roku później został on zakończony ze względu na rozbieżną wizję trenera oraz właścicieli na rozwój zespołu.
Obecny sezon jest już czwartym pelnym pod wodzą nowych właścicieli. Zespół, który zbudowali jest już w stu procentach ich autorskim pomysłem. Przebudowali niemal całą kadrę. Z 27 zawodników, którzy w tym sezonie zagrali jakiekolwiek minuty 24 zostało sprowadzonych przez BlueCo (wyjątek stanowią Reece James, Trevoh Chalobah oraz Josh Acheampong). Nie można tłumaczyć się już, że projekt potrzebuje czasu, bo za niedługo miną 4 lata od zmiany właścicielskiej, a poprzedni sezon pokazal, że polityka transferowa oparta na sprowadzaniu młodych zawodników może już przynosić pozytywne rezultaty. W obecnym sezonie Chelsea punktuje ze średnią 1,41 pkt/mecz. Najprawdopodobniej będzie walczyć o utrzymanie miejsca w europejskich pucharach (mogą to zrobić nie tylko poprzez ligę, ale także wygrywając Puchar Anglii). W najlepszym wypadku zakończą sezon z dorobkiem 60 punktów, co będzie wynikiem gorszym nie tylko od poprzednich rozgrywek (69 pkt), ale także drugiego pełnego sezonu BlueCo, gdy zespół prowadził Mauricio Pochettino (63 pkt).
Strategia właścicieli Chelsea nie przynosi efektów, które powinny być przy tak dużych zainwestowanych środkach. Pięć porażek ligowych z rzędu, zwieńczone fatalnym występem z Brighton to wystarczający sygnał, aby skorygować model funkcjonowania klubu.
