Na twarzach kibiców Lecha pojawia się uśmiech, gdy o nim myślą. Był jedną z głównych postaci mistrzowskiego Kolejorza z 2015 roku (sporą rolę odegrał też w wygraniu Ekstraklasy w 2010 roku). W ogóle zespolił się z tym klubem, bo w jego barwach wystąpił aż 210 razy. Jednak do Ekstraklasy wracał jako ciekawostka. Jako doraźne rozwiązanie Zagłębia Lubin na uzupełnienie luki. O dziwo Jasmin Burić pozostał w nim dłużej i obecnie przeżywa wspaniały okres.
Musiały minąć cztery lata, żeby Zagłębie zorientowało się, że najlepszego bramkarza miało przez ten cały czas w swojej kadrze. To oczywiście uproszczenie, które stosujemy z przymrużeniem oka, bo Jasmin Burić aż do tego sezonu nie przejawiał oznak kozaka, a poza tym były okresy, gdy Dominika Hładuna (jeszcze przed czasami Legii) czy Sokratisa Dioudisa można było przydzielić do ligowej czołówki.
Wcześniej piąte koło u wozu?
Nie zmienia to faktu, że w pewnym okresie pobytu 39-letniego golkipera na Dolnym Śląsku kwestionowano słuszność trzymania go w kadrze. Przychodził zimą 2022 roku jako ktoś, kto miał doraźnie uzupełnić lukę po Hładunie. W rozgrywkach 2020/2021 zagrał zaledwie 7 razy w Hapoelu Hajfa – między innymi przez uraz uda. Po tej kampanii ligowej rozstał się z izraelskim zespołem i przez pół roku był bezrobotny. Takie przestoje w zaawansowanym wieku każą podawać w wątpliwość przydatność.
Tymczasem upływały kolejne sezony, a z trzykrotnym reprezentantem Bośni i Hercegowiny ciągle przedłużano współpracę. Miewał przebłyski, ale przed startem sezonu 2024/2025 Dawid Dobrasz, dziennikarz portalu Meczyki.pl, wypowiadał się o nim niezbyt pochlebnie.
– Jasmin Burić to jest dla mnie bramkarz bardzo przeciętny. Dziwię się, że jest jeszcze brany pod uwagę – dzielił się swoją opinią.
Trzeba natomiast zaznaczyć, że aż do połowy października zeszłego roku zachowywał rolę rezerwowego, występując w pierwszym zespole w maksymalnie siedmiu meczach na sezon. Z jednej strony świadczy to o tym, że nie potrafił na dłużej wywalczyć miejsca w składzie. Z drugiej – Lubinianie zawsze woleli postawić na młodszych bramkarzy (młodszych, nie znaczy młodzieżowców, bo Dioudis też miał około 30 lat).
Można było podważać sens uwzględniania bośniackiego zawodnika o tyle, że symbolizował on stagnację Zagłębiaków. Klub chwalący się prężnie działającą akademią zamiast dawać szansę młodszym na przebicie się trzymał w zespole piłkarza doświadczonego, ale – wydawało się – będącego po drugiej stronie rzeki.
Jasmin Burić jak wino
Aż do jesiennej rywalizacji z Legią Warszawa to Hładun był pierwszym wyborem trenera Leszka Ojrzyńskiego. Tylko uraz 30-latka w tym meczu sprawił, że w jego miejsce musiał wskoczyć Bośniak.
No i z tego zła wyszło dobro. Już pod koniec rundy jesiennej były bramkarz Lecha Poznań dał się zapamiętać z niezłej strony. Zanotował kilka ważnych, imponujących interwencji, cztery spotkania zakończył z czystym kontem, a w ogóle w ośmiu występach stracił siedem bramek (w tym pięć w jednym meczu z Pogonią Szczecin).
Szczyt jego formy przypadł jednak na teraz. Między innymi obrony doświadczonego golkipera pozwoliły Miedziowym odwinąć się po porażce 0:2 z GKS-em Katowice na inaugurację rundy wiosennej. Z kolejnych czterech spotkań trzy razy wychodził z czystym kontem. Razem z zespołem pokonali Koronę Kielce (2:1, Burić utrzymał w grze kolegów, którzy w końcówce mogli odwrócić wynik), Lechię Gdańsk oraz Wisłę Płock (w obu 2:0), a także zremisowali bezbramkowo z Rakowem Częstochowa. Tak dobra seria sprawiła, że Lubinianie wskoczyli na 2. miejsce w tabeli.
I jeszcze jedno – Burić sprawił, że powiało nostalgią. W końcu jak na dzisiejsze czasy jest on typem staromodnym. Tym nienajlepiej grającym nogami. Takie braki, przy tak wysokiej formie, można mu wybaczyć.
Do kadry pewnie już nie wróci. Nie zmienia to faktu, że legenda Lecha przeżywa obecnie drugą młodość. Z nim między słupkami defensorzy Zagłębia mogą czuć się pewnie. Jeśli popełnią błąd, to zawsze na posterunku mają bramkarza, który wyratuje sytuację.
