Lechia Gdańsk 2025/26. Dlaczego nie udało się utrzymać w Ekstraklasie?

Lechia Gdańsk już przed startem sezonu znalazła się w niewdzięcznej sytuacji. Komisja Odwoławcza ds. Licencji Klubowych PZPN pozwoliła klubowi grać w PKO BP Ekstraklasie, ale nałożyła karę pięciu ujemnych punktów, zakaz transferowy i rozszerzony nadzór finansowy. Gdańszczanie zaczynali rozgrywki z balastem, który od pierwszej kolejki spychał ich do walki o utrzymanie. Jednocześnie — to było tylko pięć karnych punktów. Absolutnie nie można było wówczas zakładać, że drużyna jest skazana na degradację i nie ma prawa odrobić strat.

Tym bardziej że na boisku Lechia Gdańsk potrafiła pokazywać się z dobrej strony. Była zespołem z trzecią najskuteczniejszą ofensywą ligi, ale jednocześnie jedną z najgorszych defensyw. Strzelała dużo, potrafiła grać efektownie, miała króla strzelców ligi, ale traciła zdecydowanie za łatwo. 62 zdobyte bramki to wynik lepszy niż dorobek Górnika Zabrze, Jagiellonii Białystok, Rakowa Częstochowa czy Legii Warszawa. Tyle że przy 65 straconych golach trudno było o skuteczne punktowanie, a końcówka rozgrywek wołała o pomstę do nieba.

REKLAMA

Najlepsze mecze Lechii pokazywały, że zespół ma potencjał: 5:1 z Arką Gdynia, 5:2 z Górnikiem Zabrze, 4:2 z GKS-em Katowice czy 3:0 z Motorem Lublin. Problem polegał na tym, że obok takich wyników pojawiały się mecze kompletnie niekontrolowane: 3:4 z Lechem Poznań, 3:4 z Piastem Gliwice, 1:5 z Pogonią Szczecin, 1:5 z Radomiakiem Radom. Lechia nie miała problemu z tworzeniem okazji, ale nie potrafiła przekładać tego na stabilność punktową. Kara punktowa była ważna i realnie wpłynęła na tabelę. Bez niej Lechia zostałaby w lidze. Drużyna Johna Carvera miała jednak dość jakości, żeby mimo kary się utrzymać. Nie zrobiła tego, bo zbyt często sama komplikowała sobie mecze.

Gdyby bazować na statystyce xG (goli oczekiwanych), Lechia Gdańsk „powinna” mieć aż 15 punktów więcej i „powinna” zakończyć sezon na 4. miejscu (!). Nie napiszę więc, że drużyna Carvera grała fatalne rozgrywki — przy większej dyscyplinie w defensywie i większej koncentracji w końcówce sezonu, naprawdę można było powalczyć o europejskie puchary. Gra się zgadzała, wyniki absolutnie nie.

Ocena transferów

Kara licencyjna oznaczała nie tylko minus pięć punktów, ale też ograniczenia w rejestracji nowych zawodników. To teoretycznie zawężało pole manewru, ale w praktyce z piłkarzy, którzy dołączyli do klubu, można by stworzyć nową jedenastkę. Ich wartość rynkowa przekroczyła 7 mln euro, jednak większość pomysłów okazała się chybiona. Na plus zapisać można Aleksandara Cirkovicia, który miał momenty — wiosną błyszczał na tle Górnika Zabrze czy Lecha Poznań. Nieporozumieniem okazał się Dawid Kurminowski, który kosztował spore pieniądze, a zamknął swój dorobek strzelecki na trzech trafieniach. Zdecydowana większość ruchów transferowych nie odegrała jednak znaczącej roli w grze drużyny. Były bardziej uzupełnieniem kadry lub inwestycją w przyszłość niż konkretnym wzmocnieniem na tu i teraz.

Najważniejsze było utrzymanie trzonu ofensywy, przede wszystkim Tomáša Bobčka. Słowak został w klubie mimo zainteresowania innych drużyn, a w lutym przedłużył kontrakt do 30 czerwca 2030 roku. Sportowo była to najlepsza decyzja Lechii w całym sezonie. Bobček skończył rozgrywki z 20 golami i koroną króla strzelców PKO BP Ekstraklasy. Problem w tym, że wokół skutecznego napastnika nie udało się zbudować drużyny wystarczająco zbilansowanej. Bolesne były też odejścia. Maksym Khlan trafił do Górnika Zabrze, gdzie w wielu spotkaniach był jednym z najlepszych na murawie.

Okładka książki Droga na Mundial
AUTOREKLAMA
Napisaliśmy własną książkę!
48 reprezentacji, 48 historii i futbol w stylu Mistrzów Polski.

Bohater sezonu

Tutaj nie ma większej dyskusji. Bohaterem sezonu Lechii Gdańsk był Tomáš Bobček. Słowak zdobył 20 bramek i został królem strzelców Ekstraklasy. W zespole, który spadł z ligi, to wynik wręcz absurdalny. Lechia miała najlepszego napastnika rozgrywek, a mimo to nie utrzymała się w elicie. Bobček był dla Lechii tym, kim dla wielu drużyn walczących o utrzymanie jest napastnik marzeń. Dawał gole, potrafił utrzymywać zespół przy życiu i przez długi czas maskował problemy drużyny. Bez niego Lechia pewnie dużo wcześniej byłaby pogodzona ze spadkiem. Z nim walczyła do końca, a gdyby w ostatniej kolejce wykorzystał jedenastkę, być może udałoby się jej wyszarpać utrzymanie. Wydawało się, że Lechia Gdańsk ma piłkarza wysokiej klasy, o czym świadczyły zresztą sugestie, że oferty poniżej 10 mln euro będą z miejsca odrzucane.

Rozczarowanie sezonu

Największym rozczarowaniem była defensywa. 65 straconych bramek to wynik nie do obrony. Lechia mogła strzelać po dwa, trzy gole, ale zbyt często potrzebowała ich jeszcze więcej, żeby zdobywać punkty. Taka drużyna jest atrakcyjna dla postronnego widza, ale trudna do utrzymania w lidze.

Rozczarowaniem jest też praca Johna Carvera w kontekście całego sezonu. Nie można mu zabrać tego, że Lechia do końca walczyła o utrzymanie mimo kary punktowej. Ostatecznie drużyna spadła, a największych problemów nie udało się naprawić. Po sezonie Carver sam poinformował, że to był jego ostatni mecz w roli trenera Lechii. Nie chcę tutaj pisać wyświechtanych haseł o charakterze, ale jest coś dziwnego w tym, że na początku kwietnia celujesz w walkę o europejskie puchary, a potem w kolejnych siedmiu spotkaniach zdobywasz jeden punkt i wyglądasz, jakby ktoś nagle odciął drużynie prąd. To był moment, w którym trener powinien pobudzić zespół, zmienić to, co nie działa, dać nowy impuls. Carver widział, że okręt tonie, ale niewiele na to zaradził. Nie miał planu B. Potrafił jak wybitny strateg wygrać jedną spektakularną batalię, by za chwilę z kretesem przegrać trzy inne.

Co dalej z drużyną?

Lechia Gdańsk wraca do Betclic 1. Ligi i czeka ją bardzo trudne lato. Pierwsza sprawa to trener. John Carver odszedł po spadku, więc klub musi znaleźć nowego szkoleniowca. W pierwszej lidze gdańszczanie pewnie znów będą jedną z najmocniejszych drużyn kadrowo, ale jeśli nie poprawią defensywy, po ewentualnym awansie problem wróci. Druga sprawa to Bobček. Jeśli zostanie, Lechia będzie miała ogromny argument w walce o szybki powrót. Jeśli odejdzie, klub będzie musiał znaleźć napastnika, który przynajmniej częściowo zasypie wyrwę po królu strzelców. Trzecia sprawa to finanse i organizacja. Kara pięciu punktów nie wzięła się znikąd. Lechia może mieć pretensje do decyzji PZPN, ale przede wszystkim musi zrobić porządek u siebie.

SPRAWDŹ TAKŻE
Więcej
    REKLAMA
    Droga na Mundial - książka Mistrzów Polski

    48 reprezentacji. 48 historii. 300 stron autorskich analiz, felietonów i anegdot.

    Przeczytaj o naszej książce →

    MOŻE ZACIEKAWI CIĘ