Salah wraca do formy, a Liverpool znów błyszczy!

Tego roku kalendarzowego Mo Salah nie mógł zaliczyć do udanych. Porażka w finale Pucharu Narodów Afryki po kilku dogrywkach, brak awansu na Mundial, problemy z sytuacją kontraktową w klubie. Liverpool i Egipcjanin wciąż nie mogą znaleźć porozumienia w kwestii wynagrodzenia. Na dodatek, problemy ze strzelaniem z gry długo ciążyły za Salahem. Teraz Faraon w końcu odzyskał swój blask, a ofensywa The Reds znów wygląda jak dobrze naoliwiona maszyna. Efekt? Liverpool jeden krok od finału Ligi Mistrzów i wciąż w grze o mistrzostwo Anglii.

REKLAMA

W dwumeczach z Juventusem i Realem defensywa Villarealu prezentowała się nadspodziewanie dobrze. Przez 360 minut stracili tylko 2 bramki, czyli tyle samo, ile w jednym spotkaniu z Liverpoolem. Jednak nikogo nie mogło to zdziwić, nawet mimo autobusu, ustawionego przez Emery’ego we własnym polu karnym. Na Anfield gospodarze nadali im zwyczajnie zbyt wysoki poziom.

Salah w formie

Do końca marca 29-latek strzelił z gry w 2022 roku tylko dwie bramki w lidze, dorzucając do nich 3 trafienia z karnych. Mo wciąż potrafił pokazać się w polu karnym, oddawał strzały, gromadził xG, ale brakowało najważniejszego. Piłka nie chciała wpadać do siatki. Niepowodzenia w reprezentacji, sytuacja kontraktowa i kolejne pudła nie pomagały. Problemem wydawały się więc nie umiejętności czy chęci Salaha, lecz jego mental. Co sprawiło, że w głowie Mo wszystko znów zaczęło stykać? Wydaje mi się, że druga połowa Bitwy o Anglię z City. Liverpool do przerwy przegrywał 2-1, co oznaczało wypadnięcie z gry o mistrzostwo. Gwiazda The Reds snuła się po boisku jak duch i nic nie wskazywało na odmianę. A jednak, po wyjściu z szatni Faraon całkowicie odmienił losy meczu. Szybko popisał się piękną asystą do Mane, a później znów pokazywał poziom, do którego zdążył nas przyzwyczaić. Może nie strzelił bramki, ale znów był kluczowy, pokazując dużo więcej, niż irytację po zmarnowanych setkach.

Od tego momentu w jego grze coś drgnęło. Dublet i asysta z United. Kolejna asysta z Evertonem, która przełamała defensywę The Toffees. I w końcu dzisiejszy występ, który Faraon zakończył z kolejnym ostatnim podaniem. Egipcjanin miał jeszcze okazję w pierwszej połowie po pięknej akcji kolegów. Jednak podanie Trenta nie było wcale tak proste do wykończenia więc 29-latek zakończył ten mecz z samą asystą – o dziwo, pierwszej w tej edycji Champions League.

Nowa rola Mane

Warto jeszcze zwrócić uwagę na to, jak dobre spotkania rozgrywa ostatnio Sadio Mane. Senegalczyk musiał ostatnio odnaleźć się w całkiem nowej roli – środkowego napastnika. Dotychczas grali tam jedynie Diogo Jota i i Firmino. Jednak wraz z transferem Luisa Diaza, na lewym skrzydle zrobiło się mniej miejsca. Dlatego w obliczu kontuzji Brazylijczyka Jurgen Klopp zdecydował się wypróbować Mane na nowej pozycji, co okazało się strzałem w dziesiątkę! Nominalny skrzydłowy ma świetny zmysł trzymania się linii obrony, uciekając jej na moment przed samym podaniem, dzięki czemu łatwo dochodzi do dużych okazji. Tym sposobem, 30-latek strzelił już 4 bramki w 3 meczach na nowej pozycji, pokazując, że nie tylko Salahem stoi ofensywa The Reds. Z całej sytuacji nie może narzekać żaden sympatyk Liverpoolu – no może poza Diogo Jotą.

Liverpool jest już jedną nogą w finale Ligi Mistrzów, wciąż nie powiedział ostatniego słowa w Premier League i nadal ma szansę sięgnąć po poczwórną koronę. Na drodze Jurgena Kloppa i jego niesamowitej ofensywy może jeszcze stanąć Manchester City, psując marzenia o sławie i chwale. Jedno jest pewne – na brak emocji w końcówce sezonu nie powinniśmy narzekać.

SPRAWDŹ TAKŻE
Więcej
    REKLAMA
    107,520FaniLubię

    MOŻE ZACIEKAWI CIĘ