Republika Zielonego Przylądka odesłała Arabię do domu i osiągnęła historyczny sukces

Dla Republiki Zielonego Przylądka i Arabii Saudyjskiej nic jeszcze nie było przed tym starciem zamknięte. Zwycięstwo dałoby jednej z tych drużyn pewny awans do fazy pucharowej. W końcu ta pierwsza miała na swoim koncie 2 punkty, więc nawet jeśli Urugwaj wygrałby w spotkaniu z Hiszpanią, to przeszłaby dalej z 2. lub 3. miejsca (w zależności od bilansu bramkowego). Z kolei druga zdobyła oczko mniej, ale i taki dorobek stanowił dobrą podstawę do ewentualnej promocji z przedostatniej w grupie pozycji.

Republika Zielonego Przylądka i Arabia Saudyjska bez pazura

Nie sposób nie nazwać tego meczu po pierwszej połowie piłkarskim męczeniem buły. Stawka związana z nim była na tyle wysoka, że obie strony zdecydowały się na myślenie najpierw o obronie. Długo starcie się nie otwierało. Standardowy schemat akcji prezentował się następująco: klepanka między defensorami, przeniesienie ciężaru gry wyżej i strata pod, co prawda agresywnym, kryciem przeciwnika. Na premierowe uderzenie na czyjąś bramkę musieliśmy czekać aż do 18. minuty, kiedy swoich sił spróbował Salem Al-Dawsari. Gwiazda bliskowschodniej reprezentacji została zablokowana.

REKLAMA

Mimo że strzał oddali Saudyjczycy, to jednak Republika Zielonego Przylądka w głównej mierze dbała o akceptowalne tempo rywalizacji. Nie miała większych problemów z omijaniem pressingu Arabii. Rzecz jasna wtedy dużo miejsca zyskiwali gracze ofensywni, którzy nie potrafili skorzystać ze sprzyjających warunków. Szybkie ataki rozgrywali dość ślamazarnie. Niestety w 33. minucie, po jednym z tych bardziej dynamicznych wyjść Kabowerdeńczyków, na noszach został zniesiony Hassan Altambakti. Środkowy obrońca źle postawił stopę, goniąc za rywalem.

Optycznie więcej inicjatywy pokazywały Niebieskie Rekiny, lecz ostatnie słowo w doliczonym czasie gry przed przerwą należało do Zielonych Sokołów. W tym czasie nastąpiło ich momentum, czego skutkiem była szansa Mohameda Kanno. Pomocnik uderzył z główki po dośrodkowaniu Abdulelaha Al-Amriego, lecz zrobił to zbyt lekko i Vozinha nie miał problemu ze złapaniem piłki.

Kabowerdeńczycy nie wykorzystali okazji bramkowych, ale i tak awansowali

Wejście w spotkanie po jego wznowieniu miała Arabia i wydawało się, że nastąpi okres jej dominacji. Kabowerdeńczycy błyskawicznie zweryfikowali tę tezę negatywnie. W 48. minucie ładną akcję zakończył zbyt lekkim strzałem kompletnie pozostawiony bez krycia w polu karnym Jamiro Monteiro. Dwie minuty później Kevin Lenini posłał bombę, ale piłka przeleciała tuż obok spojenia. Szanse mieli też zablokowany Ryan Mendes oraz Deroy Duarte.

Dalej gra była stosunkowo wyrównana, ale ponownie ze wskazaniem na Republikę Zielonego Przylądka. Nie miała ona większych problemów z rozczytywaniem intencji Saudyjczyków, którzy grali nieporadnie. Poza niezłym uderzeniem Mohammeda Abu Al-Shamata nic sobie nie tworzyli. Niebieskie Rekiny zaś poczuły krew w 74. minucie. Wychodziło jednak na to, że miały stępione zęby, bo idealnego zagrania za linię obrony nie wykorzystał Laros Duarte. Minutę później Pico wyskoczył najwyżej w polu karnym po dośrodkowaniu z kornera, ale przestrzelił.

W ostatnim kwadransie nastąpiło porządne ożywienie. Ofensywna nawałnica nadeszła nad szesnastkę Zielonych Sokołów. Afrykańska reprezentacja marnowała kolejne sytuacje. Tylko nieskuteczność pozwoliła Saudyjczykom utrzymać się w rywalizacji. Ci pod sam koniec mogli przechylić szalę na swoją korzyść, ale Abdullah Al-Hamdan uderzył w środek bramki. Na tablicy wyników po końcowym gwizdku widniał więc remis oznaczający, że Republika Zielonego Przylądka z 2. miejsca osiągnęła historyczny sukces, dostając się do fazy pucharowej. Urugwaj bowiem w równoległym meczu przegrał z Hiszpanią 0:1 i został wyprzedzony.

Republika Zielonego Przylądka – Arabia Saudyjska 0:0

SPRAWDŹ TAKŻE
Więcej
    REKLAMA
    Droga na Mundial - książka Mistrzów Polski

    48 reprezentacji. 48 historii. 300 stron autorskich analiz, felietonów i anegdot.

    Przeczytaj o naszej książce →

    MOŻE ZACIEKAWI CIĘ