W piątek rano rozlosowano turniejowe drabinki do tegorocznego szlema w Londynie. I trzeba uczciwie przyznać, że poza Mają Chwalińską nikt z naszych reprezentantów nie będzie miał w pierwszej rundzie łatwej przeprawy. Hurkacz trafił na początek na trzykrotnego finalistę imprez wielkoszlemowych, Linette na mistrzynię zakończonego niedawno Roland Garros, a broniąca tytułu Iga Świątek zacznie swoją drogę od starcia z deblową triumfatorką paryskiego szlema – Taylor Townsend.
Zacznijmy właśnie od Igi. Polka przyjechała na tegoroczny Wimbledon w roli obrończyni tytułu, co już samo w sobie narzuca na nią dużą presję. Jako rozstawiona z “trójką” Świątek mogła trafić w meczu otwarcia lepiej niż Townsend, która znana jest ze świetnej gry deblowej. Amerykanka zajmuje przecież obecnie zaszczytne drugie miejsce w światowym rankingu deblistek, a kilka tygodni temu triumfowała w wielkoszlemowym French Open.
Z kolei na trawie podobnie jak Iga, Taylor wystąpiła tylko w jednym turnieju – Bad Homburg. Wygrała tam jedno spotkanie, pokonując w dwóch szybkich setach Włoszkę – Martinę Trevisan, ale dzień później w trzech partiach przegrała z Eleną Gabrielą Ruse.
Nasza tenisistka zaś w niemieckim turnieju poległa już w pierwszym meczu, po porażce 1-2 z Emmą Navarro, więc trudno mówić dużo o jej tegorocznej formie na trawie. Wiemy natomiast, że mimo ostatnich wyników z racji zeszłorocznego zwycięstwa oraz zajmowanej pozycji rankingowej Polka będzie w starciu z Amerykanką faworytką. Czy jednak będzie to dla niej łatwy i przyjemny mecz? Moim zdaniem absolutnie nie.
Z kim zagrają inni nasi reprezentanci?
Nasz najlepszy tenisista: Kamil Majchrzak będzie miał w Londynie okazję do rewanżu nad Alejandro Tabilo, z którym to dokładnie miesiąc temu przegrał w pierwszej rundzie Roland Garros. Wtedy nie zdołał wygrać ani jednego seta, ale zmiana nawierzchni z pewnością pomoże Polakowi, który nie tak dawno triumfował w imprezie w s’Hertogenbosch, pokonując po drodze takich zawodników jak: Alex De Minaur, Danil Medvedev czy Felix Auger-Aliassime.
Przez bukmacherów stawiany jest w roli faworyta i miejmy nadzieję, że przechyli szalę zwycięstwa na swoją stronę i po raz pierwszy w karierze pokona Chilijczyka. Obecnie ich bilans starć bezpośrednich wynosi bowiem 1-2. A jako ciekawostkę można dodać, że oba ich poprzednie pojedynki miały miejsce w Wielkim Szlemie (wspomniany mecz z tegorocznego Roland Garros oraz starcie z pierwszej rundy US Open 2022).
Maja Chwalińska natomiast zmierzy się na początek z tajską kwalifikantką – Mananchayą Sawangkaew. Jako rozstawiona z “dwudziestką” Polka w kolejnej rundzie może potencjalnie zagrać z Alycią Parks lub grającą z “dziką kartą” – Alicią Dudeney. W trzeciej rundzie czekać ją może z kolei mecz z Karoliną Muchovą, a w 1/8 finału spotkać się może z Mirrą Andreevą, z którą to przegrała przecież w niedawnym finale French Open.
Maja na trawie nie zagrała w tym roku jeszcze żadnego oficjalnego pojedynku, zatem trudno mówić o jej formie na tejże nawierzchni. Patrząc jednak na to, co Polka prezentowała na kortach ziemnych, wydaje się, że nie powinna mieć w pierwszej rundzie większych problemów i bez kłopotów zamelduje się w kolejnej fazie turnieju.
Jeśli chodzi o pozostałe reprezentantki Polski, przed nimi niezwykle wymagające zadania już na samym starcie turnieju. Magdalena Fręch w meczu pierwszej rundy powalczy o awans z Anną Kalinskayą. Z kolei Magdę Linette w pojedynku otwarcia czeka trudna przeprawa, ponieważ jej przeciwniczką będzie Mirra Andreeva, będąca ostatnio w niebywałej dyspozycji.
Hurkacz kontra Ruud
Polak trafił na bardzo wymagające nazwisko, bo już na inaugurację zmierzy się z Casperem Ruudem. Norweg to aktualnie 12. zawodnik rankingu ATP, finalista US Open z 2022 roku oraz Roland Garros 2022 i 2023, a bilans ich bezpośrednich spotkań wynosi 3-1 na jego korzyść.
Paradoksalnie jednak, to prawdopodobnie najlepszy rywal, na jakiego wrocławianin mógł trafić z grona rozstawionych tenisistów. Hurkacz doskonale wie, jak grać na londyńskiej trawie, co udowodnił w 2021 roku, docierając aż do półfinału. Z kolei Ruud zwyczajowo na niej nie błyszczy, a w samym Wimbledonie nigdy w karierze nie zdołał jeszcze przebrnąć przez drugą rundę.
Jak widać, tegoroczny turniej zapowiada się dla Biało-Czerwonych naprawdę ciekawie. Choć losowanie Polaków zdecydowanie nie oszczędziło i przed większością naszych reprezentantów od razu stają bardzo trudne wyzwania, to nasi tenisiści nieraz udowadniali, że potrafią radzić sobie z presją.
Zwycięstwa tam, gdzie jesteśmy faworytami, to “obowiązek”, ale w pozostałych starciach po cichu liczymy na to, że Polacy pokrzyżują plany wyżej notowanym rywalom. Pozostaje uzbroić się w cierpliwość – początek zmagań na londyńskiej trawie już w najbliższy poniedziałek.

