Pogoń Szczecin pokonała w 31. kolejce Ekstraklasy Wisłę Płock aż 3:0. Decydującym graczem spotkania był Filip Cuić. Napastnik strzelił swoje pierwsze bramki w zespole, znajdując się dwukrotnie w odpowiednim miejscu w akcjach po stałych fragmentach gry. Takiej skuteczności zabrakło Płoczczanom, którzy mieli swoje szanse przed przerwą. Po niej bardziej się otworzyli, co okazało się zgubne.
Gol na 1:0 dla Pogoni padł dość nieoczekiwanie. Co prawda Szczecinianie mieli przewagę optyczną w pierwszej połowie, ale okazji tworzyli sobie prawie w ogóle. Przez 31 minut nie oddali ani jednego strzału, a pierwsze celne uderzenie zaliczyli dokładnie w 45. minucie. Z prób dryblingu Paula Mukairu i Madsa Aggera oraz ataków pozycyjnych nie wynikało zbyt wiele, bo ani po centrach z gry, ani po stałych fragmentach nie udawało się sforsować defensywy rywala.
Jeśli ktoś był bliżej otwarcia wyniku, to Wisła, która początkowo kreowała obiecujące akcje. Raz tylko refleks Valentina Cojocaru powstrzymał ją od objęcia prowadzenia, gdy bramkarz skierował poza światło bramki piłkę wstrzeloną przez Diona Gallapeniego i zrykoszetowaną przez Danijela Loncara. Dobry okres gości trwał jednak krótko i potem głównie koncentrowali się oni na defensywie. Defensywie, którą sforsował tuż przed przerwą po kolejnym dośrodkowaniu z rzutu rożnego Filip Cuić.
Pogoń rozsądnie rozegrała drugą połowę
Po przerwie obraz spotkania kompletnie się odmienił. Inicjatywę przejęli Nafciarze. Zdominowali posiadanie piłki, dążąc do wyrównania. Natomiast gospodarze umiejętnie zarządzali rywalizacją. Wyrównanie niezbyt wisiało w powietrzu, poza szansą Marcina Kamińskiego. Często starcie toczyło się z dala od pola karnego Cojocaru. Obrońcy ze Szczecina byli też czujni.
Gdy Pogoń otrzymała ostrzeżenie po nieprzepisowo zdobytym i oczywiście nieuznanym golu Giannisa Niarchosa (napastnik dotykał piłki ręką, a asystujący mu Łukasz Sekulski faulował rywala), to potrafiła odpowiednio zareagować. Po zamieszaniu po wrzucie z autu ponownie świetnie odnalazł się Cuić, który po raz drugi z najbliższej odległości pokonał Rafała Leszczyńskiego.
Płoczczanie nie odnaleźli się w roli goniącego wynik. Nie mogli w 100% zdominować przeciwnika. Dobrych okresów nie przekuwali odpowiednio w konkrety. W samej końcówce raz jeszcze dali się zaskoczyć. Po kilkunastometrowym rajdzie Hussein Ali wykończył kontratak i ostatecznie zamknął mecz.
