Łukasz Tomczyk został wsadzony do bolidu z zadaniem walki o zwycięstwo w Grand Prix. Była połowa wyścigu, a jego poprzednik jechał w czołówce stawki. Tomczyk co prawda wcześniej kierował głównie autem osobowym na zakupy po mieście, ale radził sobie nieźle, więc dostał życiową szansę i… nie podołał. Oczywiście, analiza wsteczna jest zawsze skuteczna, co zresztą uskutecznia już wielu rodzimych „ekspertów”, którzy przekonują, że misja zastąpienia Marka Papszuna trenerem sprowadzonym z Polonii Bytom nie miała sensu. Ważniejsze jest jednak pytanie, dlaczego podjęto takie ryzyko? Czy niepowodzenie z Dawidem Szwargą nie było wystarczającą lekcją dla Michała Świerczewskiego? Jak wielką odpowiedzialność ponosi Tomczyk i czy przypadkiem nie okazał się jedynie kozłem ofiarnym?
Szachy 4D Marka Papszuna
Na przestrzeni ostatniej dekady Raków Częstochowa był prowadzony przez trzech trenerów. Marek Papszun rozpoczął swoją pracę w kwietniu 2016 roku i kontynuował ją do czerwca 2023 r. Później wrócił po rocznej przerwie i odszedł w grudniu 2025 r. W międzyczasie zespół prowadził Dawid Szwarga, który przy odrobinie szczęścia mógł wprowadzić drużynę do Ligi Mistrzów. Po wyrównanym dwumeczu z Kopenhagą to duński zespół awansował do Champions League. Początek był niezwykle obiecujący, ale im dalej w las, tym więcej gruzu. Częstochowianie nie potrafili łączyć gry w europejskich pucharach z ligą — zdobyli cztery punkty w sześciu spotkaniach Ligi Europy, polegli w 1/4 Pucharu Polski, a w Ekstraklasie finiszowali dopiero na 7. miejscu. To było zdecydowanie zbyt mało jak na obrońcę tytułu mistrzowskiego.
Szwarga nie sprostał oczekiwaniom, więc na białym koniu do Częstochowy powrócił Papszun. Jakkolwiek to zabrzmi – życie napisało dla niego idealny scenariusz. Nie musiał martwić się europejskimi pucharami, bowiem Raków do takowych wówczas nie awansował. Biorąc pod uwagę porażkę już w 1. rundzie Pucharu Polski (3:4 z Miedzią Legnica), częstochowianie musieli tylko (i aż) skoncentrować się na lidze. Wicemistrzostwo było sporym sukcesem, szczególnie że styl gry często poddawano krytyce. Sezon 2023/24 był zadyszką po wcześniejszym sukcesie, ale odpowiedzialność spadła nie na Papszuna, a na Szwargę. Ten pierwszy wrócił i, zaczynając z niższego pułapu, znów był bohaterem.
Początek sezonu 2025/26 to jednak sporo sygnałów ostrzegawczych. Po siedmiu spotkaniach drużyna miała ledwie siedem punktów, a nawoływania do zwolnienia Papszuna stawały się coraz głośniejsze. Doniesienia o konfliktach z zawodnikami, słynna plotka o torcie Brunesa — wiele wskazywało na to, że uznany szkoleniowiec jest bliski zwolnienia. Jesienią 2025 r. Raków przegrał z Wisłą Płock, Radomiakiem Radom, Maccabi Haifa, Pogonią Szczecin, Górnikiem Zabrze, Cracovią, Piastem Gliwice oraz Zagłębiem Lubin. Ligowi rywale również gubili jednak punkty, a 14/18 punktów w Lidze Konferencji „zmazało” wiele plam. Papszun rozstawał się z Rakowem w niezbyt przyjemnych relacjach, wcześniej naciskając na zgodę na odejście do Legii Warszawa. Swój cel osiągnął.
Raków Tomczyka fatalny, Legia Papszuna coraz lepsza?
Dochodzimy do 3 maja 2026 roku. Po przegranym finale STS Pucharu Polski podjęto decyzję – a raczej Michał Świerczewski ją podjął – o zwolnieniu Tomczyka. Wyniki się nie zgadzały, styl był rozczarowujący, były opiekun Polonii Bytom nie dźwignął tematu. Nie ma sensu zakłamywać rzeczywistości, to on ponosi sporą winę za złe wyniki z ostatnich tygodni. 17 punktów w 12 ligowych spotkaniach brzmi mocno niekorzystnie. Tymczasem Papszun odbił Legię od dna ligowej tabeli. Utrzymanie wydaje się coraz bardziej prawdopodobne. Jak to wygląda punktowo? 21 „oczek” w 13 kolejkach. Biorąc pod uwagę, że Medaliki z Tomczykiem na ławce rozegrały jedno spotkanie mniej, bilans jest podobny.
Brutalna prawda jest dość oczywista — Papszun kierował bolidem, który miał wysokie miejsce w stawce, ale w którym szwankowały skrzynia biegów i silnik, a na dodatek brakowało paliwa. Odszedł w miejsce, w którym paradoksalnie ma zdecydowanie większy margines błędu ze względu na gorszą pozycję startową. Raków miał problemy widoczne już jesienią, ale mocniej wypłynęły one po odejściu Papszuna. To nie była praca, w której miał jedynie kontynuować to, co udawało się poprzednikowi. Jednocześnie – jak widać – Tomczyk nie dostał pełnego zaufania. Osobiście uważam za niesprawiedliwe budowanie teorii, że za poprzednika było kolorowo, a teraz nic już nie funkcjonuje. Tym bardziej że przy Łazienkowskiej też szału póki co nie ma.
Czas się odciąć od Papszuna
Raków Częstochowa potrzebuje konkretnego trenera, który ułoży zespół po swojemu. Nad Szwargą unosił się „duch Papszuna”. Nad Tomczykiem podobnie. Teraz podobno zespół poprowadzi Dawid Kroczek — tak wskazuje Kamil Głębocki. Mimo dużej sympatii do byłego opiekuna Cracovii, to kolejny szkoleniowiec, który pewnie nie wytrwa w momencie kryzysu. Nie wygra rywalizacji z kimś, kto będzie niedoścignionym wzorem. Raków szuka nowego Papszuna, jednocześnie stawiając na osoby, które od początku znajdują się w jego cieniu. W świat idzie sugestia: za niego się udawało, teraz już nie. To jednak nieprawda. W grudniu pisałem, że Papszun przenosząc się do Legii, „uciekł do przodu”, zostawiając problemy następcy. Tomczyk sobie z nimi nie poradził. Nie poradzi sobie żaden trener, który nie dostanie czasu i wyraźnego kredytu zaufania. Nie chciałbym być złym prorokiem, ale wygląda to trochę tak, jakby w Częstochowie chcieli przeczekać, aż Papszun znów będzie dostępny. To droga do nikąd.
