Za nami męski Wimbledon 2026. Na trawiastych kortach w Londynie ponownie triumfował Jannik Sinner. Włoch tym samym zdobył swój piąty tytuł wielkoszlemowy. Nie było na niego mocnych, chociaż trzeba przyznać, że po drodze miał przeciwników z najwyższej półki. Dodatkowo Brytyjczycy odkryli nowego Murraya, a Polacy zobaczyli chociaż przez chwilę starego, dobrego Huberta Hurkacza. Ta przeklęta kontuzja… Czas to podsumować i wyłonić tych, którzy mogą ten turniej uznać za udany czy też nie.
WYGRANI:
Jannik Sinner
Jak już wspomniałem we wstępie, włoski gigant nie miał na siebie po raz kolejny mocnych. Do półfinału doszedł bez najmniejszego problemu. Rozpędzał się z meczu na mecz, a po porażce w drugiej rundzie Rolanda Garrosa nie było nawet śladu. W drodze do finału z Alexandrem Zverevem stracił zaledwie dwie partie i to w spotkaniu pierwszej rundy. W półfinale Novaka Djokovica odprawił w trzech setach.
Znakomita forma włoskiego giganta, który tylko potwierdza, że pod nieobecność Carlosa Alcaraza to on i tylko on jest obecnie najlepszym tenisistą na świecie. Obronić tytuł na Wimbledonie są w stanie tylko najwięksi. Włoch z pewnością już dawno do takich należy.
Alexander Zverev
Na pochwałę również zasługuje po raz kolejny postawa Alexandra Zvereva. Niemiec bardzo dobrze wykorzystuje swoje pięć minut. Najpierw pod nieobecność Jannika Sinnera i Carlosa Alcaraza w drugiej części turnieju na francuskiej mączce – dokonał tego czego od niego dawno wymagano. Sprawił sobie przyjemność i w końcu dopiął swego, wygrywając pierwszy tytuł wielkoszlemowy w karierze. Na Wimbledonie udowodnił swoją jakość. Dotarł do finału pod nieobecność tym razem zaledwie tylko Hiszpana. Zagrał świetny turniej i awansował na drugie miejsce w rankingu ATP.
Novak Djokovic
Serb dalej próbuje dokonać niemal niemożliwego i zdobyć upragniony 25. tytuł wielkoszlemowy. Czy mu się to uda? Pozwolę sobie zaryzykować tezę, że nie, lecz Nole niejednokrotnie pokazywał w przeszłości, że nie można ani przez moment go skreślać. Jednak 39-latek zdaje sobie sprawę ze swoich limitów wiekowych i tego, że przyszli młodsi i lepsi. Walczy, stara się, lecz to wszystko jest za mało. Przychodzi moment najważniejszego starcia czy to z Carlosem Alcarazem czy Jannikiem Sinnerem i brakuje pary w rękach. W kluczowych momentach brakuje świeżości, a doświadczeniem nie da się wszystkiego nadrobić. Tym bardziej, że ci młodsi też nie są już nowicjuszami.
Djokovic to wielki mistrz i nic tylko się cieszyć, że pomimo upływu lat ma dalej siłę grać na tak wysokim poziomie. Trzeba oddać, że osiągnięcie półfinału wielkoszlemowego w takim wieku nie przychodzi mu z jakąś bardzo dużą trudnością. A sam zainteresowany nie określa się jeszcze co do jednoznacznego zawieszenia rakiety na kołku. Widać także, że cała gra w tenisa sprawia mu teraz tyle radości co jeszcze nigdy wcześniej w karierze. Oby tak dalej i jak najdłużej.
Arthur Fery
Czy Arthur Fery jest nowym Andym Murrayem? Oczywiście, że nie. Jednak swoim występem na Wimbledonie sprawił, że Wielka Brytania znów może w przyszłości mieć idola na lata. Pragnę przypomnieć, że 25-latek przed turniejem otrzymał dziką kartę. Jest zatem pierwszym tenisistą, któremu udało się osiągnąć półfinał turnieju wielkoszlemowego po tym jak startował do całego turnieju po otrzymaniu dzikiej karty.
Brytyjczyk dał nadzieje swoim fanom i stał się kimś kogo Wielka Brytania potrzebowała. Pod nieobecność wiecznie kontuzjowanego Jacka Drapera, słabej formie Camerona Noorie, obecność Fery’ego jest czymś dającym nadzieję na lepsze jutro. 25-latek dzięki swojemu występowi awansował na 36. miejsce w rankingu ATP, z miejsca stając się pierwszą rakietą swojego kraju. Nic tylko doceniać i się cieszyć. Oby nie był to jednorazowy wyskok, ale coś na dłużej.
Grigor Dimitrov
Bułgar swoją postawą na turnieju udowodnił, że stać go jeszcze na dobre granie, które jest nie tylko przyjemne dla oka, ale też skuteczne. 35-latek swoim rankingiem, który plasuje go daleko poza pierwszą setką pokazuje od dawna, że najlepsze lata kariery są już dawno za nim. Jedną z przyczyn są liczne kontuzje i nagminne wycofywanie się z różnych turniejów.
Jednak podczas Wimbledonu bułgarski zawodnik był w stanie wyeliminować chociażby Jakuba Mensika czy Mateo Berettiniego. W pięciosetowym pojedynku o awans do ćwierćfinału musiał uznać wyższość wychwalanego wcześniej Arthura Fery’ego. Niemniej Dimitrov swoją postawą zasłużył na pochwałę i oby takich występów jak najwięcej. 35-latek to przez wiele lat jeden z najładniej grających tenisistów, a gdy jest w formie to potrafi pokonać każdego. Szkoda to kończyć…
PRZEGRANI:
Hubert Hurkacz
Już było dobrze i znowu się zepsuło… Hubert Hurkacz prowadził 2:0 w meczu o ćwierćfinał Wimbledonu i miał wszystko w swoich rękach i nogach by zmierzyć się z Jannikiem Sinnerem. Swoją drogą z taką formą, Polak nie byłby wcale bez żadnych szans z włoskim mistrzem. Jednak to już tylko gdybanie, który w tym momencie nie ma największego sensu.
Polak prezentował się w końcu na tym turnieju tak jak powinien. Pewnie serwował i nie dawał swoim przeciwnikom zbyt wielu szans na przełamanie. Do czwartej rundy awansował, tracąc po drodze tylko jednego seta. Było widać, że z Huberta zeszło ciśnienie i na swojej ulubionej nawierzchni grał swój najlepszy turniej od dawien dawna. Aż tu nagle przytrafiła się kontuzja mięśni brzucha. Oby to był przedsmak powrotu Hurkacza takiego jakiego polscy fani lubią i oczekują. Wrocławianin awansował w najnowszym rankingu ATP na 68. miejsce.
Kamil Majchrzak
Kamil Majchrzak znakomicie spisywał się na trawie w turnieju poprzedzającym zmagania na kortach Wimbledonu. Polak wygrał swój pierwszy tytuł w głównym cyklu ATP w 's-Hertogenbosch. Doczekał się tego w wieku 30 lat. Dało mu to wtedy debiut w czołowej 50. rankingu. Jednak miłe złego początki. Majchrzak nie wykorzystał momentum i z turnieju wielkoszlemowego odpadł już na etapie drugiej rundy. Jakby tego było mało to spadł w obecnym rankingu ATP aż o 21. pozycji. Zatem jest tylko dwa miejsca wyżej lokowany od Huberta Hurkacza. Miano najlepszej męskiej rakiety w Polsce chyba jest obecnie marnym pocieszeniem.
Joao Fonseca
19-letni drugi turniej z rzędu miał szansę zmierzyć się z Novakiem Djokovicem. Wystarczyło tylko w trzeciej rundzie pokonać Romana Safiullina, jednak to było dla młodego Brazylijczyka zdecydowanie za wiele. Poległ z rosyjskim tenisistą w trzech setach i nie sprawił sobie przyjemności jaką jest ponowne zmierzenie się z serbskim mistrzem. A szkoda… bo wydawało się, że Roland Garros jest tym turniejem, który wprowadzi w poczynania brazylijskiego talentu więcej regularności i swobody w wygrywaniu z tymi słabszymi od siebie przede wszystkim na papierze. Jak widać są to za wysokie wymagania na ten moment. Trzeba jeszcze poczekać.
Danił Miedwiediew
Rosjanin wydawało się, że od dłuższego czasu prezentuje coraz to lepsze granie i wraca na odpowiedni, konkurencyjny dla siebie poziom. Nic bardziej mylnego. W czasie Wimbledonu znowu pojawiły się demony, które sprawiają, że Danił nie potrafi przekroczyć pewnego etapu w turnieju wielkoszlemowym. Tym razem padło na dość wstydliwą porażkę w trzech setach z Janem-Lennardem Struffem w trzeciej rundzie.
Złośliwi powiedzą, że Rosjanin przestraszył się potencjalnego meczu z Hubertem Hurkaczem, lecz Miedwiediew od dłuższego czasu prezentuje tenis, który nie zasługuje na lokowanie go w czołowej dziesiątce rankingu. Na jego szczęście inni wcale nie grają lepiej i obecnie 30-latek zajmuje 8. miejsce w najnowszym notowaniu.
Ben Shelton
Ben Shelton po raz kolejny skompromitował się w turnieju wielkoszlemowym. Z Rolanda Garrosa odpadł na etapie drugiej rundy. Nie zamierzał podczas Wimbledonu osiągnąć więcej. Ba… nawet „pobił” swój wynik i postanowił nie przejść pierwszego przeciwnika. A z całym szacunkiem, lecz nie należał on do najtrudniejszych. Amerykanin poległ w pięciu setach z notowanym przed meczem na 126. miejscu w rankingu ATP Finem Otto Virtanenem.
Shelton to zdecydowanie jedna z największych gwiazd, a zarazem nadziei amerykańskiego tenisa. Jednak gdy przychodzi do ważniejszych starć, to 23-latek zawodzi i nie krótko mówiąc nie dowozi. Nie tylko formy, ale też wyników. Nie spełnia oczekiwań jakie w nim się pokłada, a 6. miejsce jakie obecnie zajmuje w rankingu jest zdecydowanie grubą przesadą i nieśmiesznym żartem. Jak tak dalej pójdzie to po US Open, Shelton pożegna się z gronem tych topowych tenisistów.

