Krzysztof Ratajski ponownie triumfuje w cyklu European Tour. W finale European Darts Open w Leverkusen Polak pokonał Jermaine’a Wattimenę 8:6, chociaż w pewnym momencie przegrywał już 4:6. Dla Polskiego Orła był to trzeci finał turnieju tej rangi i zarazem trzecie zwycięstwo. Wcześniej Ratajski wygrywał Gibraltar Darts Trophy w 2019 roku oraz German Darts Open cztery lata później. Na kolejny sukces w European Tourze musiał więc czekać blisko trzy lata. W Leverkusen nie był głównym faworytem, ale z każdym kolejnym meczem radził sobie coraz lepiej. W decydującym dniu pokonał Giana van Veena, Nathana Aspinalla, Sebastiana Białeckiego oraz Wattimenę.
Historyczny półfinał Polaków
Niedziela rozpoczęła się dla Ratajskiego od zwycięstwa 6:3 nad Gianem van Veenem. W ćwierćfinale poprzeczka została zawieszona jeszcze wyżej. Nathan Aspinall bronił tytułu zdobytego rok wcześniej, ale przegrał z Polakiem 4:6.
W tym samym czasie przez turniejową drabinkę przedzierał się Sebastian Białecki. 22-latek pokonał Kevina Doetsa 6:4, a następnie nie dał większych szans Jamesowi Wade’owi. Zwycięstwo 6:2 oznaczało, że po raz pierwszy w historii dwóch Polaków zagra przeciwko sobie w półfinale zawodów European Touru. Białecki znakomicie rozpoczął to spotkanie i prowadził 3:0. Ratajski odpowiedział jednak w sposób, który najlepiej pokazywał jego dyspozycję tego wieczoru. Najpierw zamknął 110 punktów, a następnie popisał się checkoutem ze 170, najwyższym możliwym zakończeniem lega. Odrobił straty i ostatecznie wygrał 7:5, uzyskując średnią 100,40 punktu.
Białecki zakończył turniej na półfinale, ale trudno traktować ten rezultat jako rozczarowanie. Po drodze pokonał Williama O’Connora, Danny’ego Nopperta, Kevina Doetsa i Jamesa Wade’a. Nie była to więc korzystna drabinka zakończona jednym niespodziewanym wynikiem, lecz seria czterech zwycięstw nad zawodnikami z doświadczeniem na najwyższym poziomie.
Ratajski prowadził, ale finał zaczął mu uciekać
Jermaine Wattimena po raz pierwszy w karierze dotarł do finału European Touru. W ćwierćfinale pokonał Luke’a Woodhouse’a 6:5, a następnie wygrał z Damonem Hetą 7:3. Holender dobrze czuł się w Leverkusen, ale początek decydującego spotkania należał do Ratajskiego.
Polak wygrał trzy pierwsze legi i szybko zbudował bezpiecznie wyglądającą przewagę. Wattimena odpowiedział pierwszym punktem, lecz Ratajski natychmiast odskoczył na 4:1. W tym momencie finał znajdował się pod jego kontrolą. Sytuacja zmieniła się w kolejnych minutach. Wattimena poprawił punktację, a Ratajski zaczął zostawiać rywalowi szanse na podwójnych. Holender wygrał pięć legów z rzędu. Przy stanie 4:4 po raz pierwszy doprowadził do remisu, następnie zamknął 84 punkty przez środek tarczy, a po kolejnych pudłach Polaka odskoczył na 6:4. Wattimena był wówczas o dwa legi od pierwszego tytułu European Touru. Miał nawet lotkę na prowadzenie 7:4, ale nie trafił podwójnej dwudziestki. Ratajski zatrzymał serię przeciwnika, a w następnym legu odrobił przełamanie.
Przy wyniku 6:6 finał zaczynał się właściwie od nowa, ale jego przebieg ponownie zmienił się na korzyść Polaka. Ratajski utrzymał własne rozpoczęcie i po raz pierwszy od stanu 4:3 odzyskał prowadzenie. Wattimena miał jeszcze szansę doprowadzić do decydującego lega, lecz nie zamknął 58 punktów. Polski Orzeł wykorzystał podejście ze 56 i zakończył spotkanie na podwójnej dziesiątce.
Średnia nie opowiada całej historii
Ratajski zakończył finał ze średnią 92,43 punktu. Wattimena uzyskał 86,73. Nie były to liczby, które same w sobie zapowiadałyby jeden z najważniejszych sukcesów w karierze Polaka. Znacznie więcej o tym meczu mówi jego przebieg.
Ratajski najpierw stracił przewagę 4:1, później przegrał pięć kolejnych legów, a następnie wygrał cztery ostatnie. Nie zdominował finału od początku do końca. W kluczowym momencie szybciej niż przeciwnik opanował problemy na podwójnych i wykorzystał okazję, której Wattimena nie potrafił zamienić na decydującego lega.
To również kolejny przykład, że Ratajski wyjątkowo dobrze radzi sobie w finałach European Touru. W trzech występach w decydującym meczu tego cyklu za każdym razem zdobywał tytuł. W 2019 roku rozbił Dave’a Chisnalla 8:2, w 2023 roku pokonał Stephena Buntinga 8:3, a teraz odwrócił losy spotkania z Wattimeną. Za triumf w Leverkusen otrzymał 35 tysięcy funtów. Pieniądze zdobywane w European Tourze są zaliczane do światowego rankingu, a zwycięstwo pozwoliło Ratajskiemu przesunąć się z 23. na 20. miejsce PDC Order of Merit.
Sukces przyszedł także w dobrym momencie. Już 19 lipca Polak rozpocznie rywalizację w World Matchplay, jednym z najważniejszych turniejów sezonu. W pierwszej rundzie ponownie zmierzy się z Gianem van Veenem, którego w Leverkusen pokonał 6:3. European Darts Open był również ważnym turniejem dla Sebastiana Białeckiego. Sam półfinał nie oznacza jeszcze, że Polak na stałe wszedł do światowej czołówki, ale sposób, w jaki dotarł do najlepszej czwórki, trudno zlekceważyć. Zwycięstwa z Noppertem i Wade’em są kolejnymi argumentami, że potrafi już nie tylko postawić się bardziej znanym rywalom, lecz także regularnie ich pokonywać.
Leverkusen przyniosło więc dwa istotne wyniki. Białecki rozegrał najlepszy turniej w swojej dotychczasowej karierze w European Tourze, a Ratajski po raz trzeci udowodnił, że gdy dociera do finału tego cyklu, potrafi zakończyć weekend z trofeum.

