Wimbledon: Jannik Sinner obronił tytuł

Znamy mistrza tegorocznego Wimbledonu. Lider światowego rankingu – Jannik Sinner w czterech setach okazał się lepszy od mistrza Roland Garros – Alexandra Zvereva i po raz pierwszy od roku sięgnął po wielkoszlemowy tytuł.

Wszystko zaczęło się jednak od seta wygranego przez Niemca, który po ponad godzinie gry i obronionej piłce setowej przechylił szalę zwycięstwa na swoją stronę. Wynikiem 9:7 zakończył tie-breaka i zbliżył się do londyńskiego triumfu.

Zarówno on, jak i Włoch prezentowali naprawdę wysoki poziom i szczególnie we własnych gemach serwisowych nie byli zagrożeni ani przez moment. Zverev wydawał się kompletnie innym tenisistą niż ten, którego mogliśmy obserwować przez ostatnie dziesięć lat. Wygrana w Paryżu jakby dodała mu pewności siebie, co przekładało się na agresywną grę i znacznie szybsze kończenie wymian. Zamiast czekać na błędy Włocha głęboko za linią końcową, Niemiec sam przejmował inicjatywę i odważnie szedł po punkty.

Wszystko to trwało natomiast tylko do pewnego momentu, a mianowicie do tie-breaka seta drugiego, kiedy to magia ofensywy Zvereva nagle prysła. W decydującym gemie Niemiec szybko stracił serwis i po chwili przegrywał już 0:4. Od tej chwili zdołał wygrać już tylko dwa punkty i gładko przegrał całą partię wynikiem 6:7(2).

Jannik Sinner widocznie podniósł poziom i powoli zaczął wywierać presję na Zverevie. Sascha zaś w dwóch kolejnych setach popełnił ten sam błąd – stracił serwis, a to z kolei oznaczało jedno: porażkę w całym meczu.

Włoch za to był stuprocentowo skuteczny we własnych gemach serwisowych, a najlepszym na to dowodem może być to, że w trzecim i czwartym secie dał rywalowi zaledwie jedną szansę na przełamanie. Przypominało to trochę półfinałowe spotkanie z Novakiem Djokovicem, kiedy to Sinner przy podaniu był absolutnie poza zasięgiem i nie dawał rywalowi najmniejszych szans na nawiązanie walki.

Dzisiejszy triumf nad Zverevem to dla Włocha już dziesiąte z rzędu zwycięstwo w ich bezpośrednich starciach, do czego w humorystyczny sposób Sascha odniósł się podczas pomeczowej ceremonii:

Zverev o nowej taktyce i bolesnym upadku

Na pomeczowej konferencji prasowej Niemiec potwierdził to, co doskonale było widać na korcie – z premedytacją porzucił dawną, pasywną grę na rzecz potężnego forhendu i ofensywy.

Od początku roku powtarzałem, że właśnie taki tenis chcę teraz grać. Momentami było mi z tym trudno, ale trzymałem się planu. Skoro wygrałem w Paryżu swój pierwszy wielkoszlemowy tytuł, a teraz pierwszy raz dotarłem do finału tutaj, to coś musi działać. Zmierzamy w dobrym kierunku – zauważył z dumą Zverev.

Niemiec odniósł się też do kluczowych momentów spotkania i zdradził, co wybiło go z rytmu i osłabiło jego podanie w decydujących fazach meczu.

Przez pierwsze dwa sety obaj graliśmy na bardzo, bardzo podobnym, niezwykle wysokim poziomie. Niestety, upadek nie pomógł mi w trzeciej partii. Znowu przeprostowałem kolano, podobnie jak dwa lata temu. Miałem przez to problemy z wybiciem do serwisu i straciłem na prędkości podania. Reszta, jak poruszanie się czy gra z głębi kortu, funkcjonowała dobrze, ale serwis mocno ucierpiał – zdradził 29-latek.

Na koniec finalista docenił klasę triumfatora, zarysowując przed sobą jasny cel na resztę sezonu. – Sinner to w tej chwili wciąż najlepszy tenisista na świecie. Wierzę, że jest tylko dwóch, może trzech gości – wliczając w to Novaka – którzy mogą rzucić mu wyzwanie. Myślę, że dziś to zrobiłem. Oczywiście niewystarczająco, bo siedzę tu jako przegrany, ale wielkie turnieje wciąż przed nami i będę nad tym pracował.

Trudna droga do obrony tytułu

Po analitycznej konferencji Niemca, przyszedł czas na refleksje ze strony triumfatora, który z powodzeniem obronił londyńskie trofeum. Lider rankingu nie ukrywał, że ten sukces kosztował go mnóstwo wyrzeczeń.

Obrona tytułu to dla mnie niesamowite osiągnięcie. Ten triumf znaczy dla mnie bardzo wiele – wyznał szczerze Włoch. – Za tym sukcesem stoją nieskończone godziny ciężkiej pracy i długie dni treningów w Monako. Poświęciłem mnóstwo czasu, by znów znaleźć się w tym miejscu, więc dzisiejszy dzień jest dla mnie absolutnie wyjątkowy.

Zapytany o to, jak radzi sobie z potężną presją w finałach, Sinner zaprezentował niezwykle dojrzałe podejście, udowadniając, jak mocną ma psychikę.

Nauczyłem się, że w tenisie nie ma czegoś takiego jak porażka, jeśli każdego dnia dajesz z siebie maksimum. Wielkoszlemowe finały to rzadkość. Nawet gdybym dziś przegrał, to i tak uważałbym, że to był wspaniały dzień. Nigdy nie biorę takich chwil za pewnik, tylko po prostu staram się nimi w pełni cieszyć – podkreślił lider rankingu.

Na koniec Włoch odniósł się do samych trudów wielkiego finału, w którym oprócz świetnie dysponowanego rywala, musiał walczyć z wymagającą pogodą.

Warunki na korcie nie były łatwe. Było dość ciepło, mocno wiało, a z czasem, gdy słońce zaszło, gorzej widzieliśmy piłkę. Nie da się grać perfekcyjnie przez cztery czy pięć godzin. Kluczem była dziś po prostu odpowiednia postawa, akceptacja trudnych momentów i pełne skupienie na tu i teraz – podsumował triumfator imprezy.

Warto również zaznaczyć, że dzisiejsza wygrana na korcie centralnym Wimbledonu to dla Sinnera nie tylko kolejny puchar do kolekcji, ale też piękny jubileusz. Triumf nad Zverevem był bowiem jego dokładnie setnym wygranym meczem w turniejach rangi Wielkiego Szlema. Trudno o lepsze zwieńczenie tak magicznych dwóch tygodni w Londynie.

Podobne

spot_img
spot_imgspot_img