Znamy mistrza tegorocznego Wimbledonu. Lider światowego rankingu – Jannik Sinner w czterech setach okazał się lepszy od mistrza Roland Garros – Alexandra Zvereva i po raz pierwszy od roku sięgnął po wielkoszlemowy tytuł.
Wszystko zaczęło się jednak od seta wygranego przez Niemca, który po ponad godzinie gry i obronionej piłce setowej przechylił szalę zwycięstwa na swoją stronę. Wynikiem 9:7 zakończył tie-breaka i zbliżył się do londyńskiego triumfu.
Zarówno on, jak i Włoch prezentowali naprawdę wysoki poziom i szczególnie we własnych gemach serwisowych nie byli zagrożeni ani przez moment. Zverev wydawał się kompletnie innym tenisistą niż ten, którego mogliśmy obserwować przez ostatnie dziesięć lat. Wygrana w Paryżu jakby dodała mu pewności siebie, co przekładało się na agresywną grę i znacznie szybsze kończenie wymian. Zamiast czekać na błędy Włocha głęboko za linią końcową, Niemiec sam przejmował inicjatywę i odważnie szedł po punkty.
Wszystko to trwało natomiast tylko do pewnego momentu, a mianowicie do tie-breaka seta drugiego, kiedy to magia ofensywy Zvereva nagle prysła. W decydującym gemie Niemiec szybko stracił serwis i po chwili przegrywał już 0:4. Od tej chwili zdołał wygrać już tylko dwa punkty i gładko przegrał całą partię wynikiem 6:7(2).
Jannik Sinner widocznie podniósł poziom i powoli zaczął wywierać presję na Zverevie. Sascha zaś w dwóch kolejnych setach popełnił ten sam błąd – stracił serwis, a to z kolei oznaczało jedno: porażkę w całym meczu.
Defence complete.
— Wimbledon (@Wimbledon) July 12, 2026
Jannik Sinner defeats Alexander Zverev 6-7(7), 7-6(2), 6-3, 6-4 to win his second Wimbledon trophy. #Wimbledon pic.twitter.com/TejFI5DdbW
Włoch za to był stuprocentowo skuteczny we własnych gemach serwisowych, a najlepszym na to dowodem może być to, że w trzecim i czwartym secie dał rywalowi zaledwie jedną szansę na przełamanie. Przypominało to trochę półfinałowe spotkanie z Novakiem Djokovicem, kiedy to Sinner przy podaniu był absolutnie poza zasięgiem i nie dawał rywalowi najmniejszych szans na nawiązanie walki.
Dzisiejszy triumf nad Zverevem to dla Włocha już dziesiąte z rzędu zwycięstwo w ich bezpośrednich starciach, do czego w humorystyczny sposób Sascha odniósł się podczas pomeczowej ceremonii:
"Jannik, I don't really like you anymore" 😅 #Wimbledon pic.twitter.com/FSo0JuDQh0
— Wimbledon (@Wimbledon) July 12, 2026
Szokujące wyznanie Zvereva
O ile na korcie Niemiec uśmiechał się i rzucał żartami, tak na konferencji prasowej po meczu zrzucił maskę. Zverev zapytany o powody porażki nie szukał wymówek w tenisie, ale zdobył się na niezwykle szczere, wręcz dramatyczne wyznanie dotyczące swojego zdrowia psychicznego i braku motywacji.
– Uważam, że ogólnie rozegrałem fantastyczny mecz. Miałem to na rakiecie, ale wypuściłem to spotkanie z rąk. Powiedziałbym, że zawiodła głowa. Od dłuższego czasu zmagam się ze sobą mentalnie – rozpoczął Niemiec.
Z każdym kolejnym zdaniem słowa finalisty Wimbledonu brzmiały coraz bardziej niepokojąco.
– Obecnie trudno mi znaleźć radość poza kortem tenisowym. Nie sądzę, żeby to tenis był teraz moim problemem, po prostu muszę odnaleźć coś w sobie. Szczerze mówiąc, czuję się w życiu bardzo samotny. Przeszedłem przez wiele trudności, także tych medialnych, ale nigdy wcześniej nie czułem takiej pustki – przyznał wprost Zverev, sugerując nawet, że po raz pierwszy w życiu rozważa skorzystanie z pomocy psychologa.
Niemiec jasno dał do zrozumienia, że przed kolejnymi startami musi przede wszystkim poukładać swoje życie poza kortem.
– Brakuje mi radości we wszystkim, co robię. Idziesz spać i nie masz żadnej motywacji na kolejny dzień. Każdy czasem tak ma w swojej pracy, ale u sportowca to od razu odbija się na wynikach. Mam miesiąc do turnieju w Kanadzie i zobaczymy, co się wydarzy. Ale coś musi się zmienić, i to wcale nie dotyczy mojego forhendu czy bekhendu – podsumował wyraźnie przybity 29-latek.
Trudna droga mistrza
Po tak wstrząsającej konferencji Niemca, przyszedł czas na nieco bardziej sportowe refleksje ze strony triumfatora. Lider rankingu również nie ukrywał, że ten sukces kosztował go mnóstwo sił i to nie tylko tych fizycznych.
– Zawsze marzyłem po prostu o starcie w tym turnieju, a teraz siedzę tu jako mistrz. Kosztuje mnie to mnóstwo emocji, choć może nie potrafię ich okazać przez łzy – stwierdził Włoch. – Tylko moi najbliżsi wiedzą, z czym mierzyliśmy się w ostatnim czasie na korcie i w życiu prywatnym. Lekko na pewno nie było.
Sinner podkreślił również, jak kluczowa była umiejętność odcięcia się od presji i problemów.
– Czasami bywało ciężko pod względem mentalnym, szczególnie podczas treningów. Czułem jednak, że kiedy wychodzę na mecz, potrafię się po prostu wyłączyć i skupić wyłącznie na grze. Wierzę, że to bardzo mi pomogło. Dzielenie tego momentu z całym moim zespołem to najwspanialsza rzecz, jaka mogła mnie spotkać. Z tego jestem najbardziej dumny – podkreślił lider rankingu.
Na koniec Włoch odniósł się do samej specyfiki londyńskich kortów, udowadniając, że jego sukces na trawie nie jest dziełem przypadku.
– Wiadomo, że moją ulubioną nawierzchnią są korty twarde, to tam zdobyłem większość tytułów. Ale z tyłu głowy zawsze wiedziałem, że stać mnie na dobrą grę także na trawie. Moje uderzenia z głębi kortu są dość płaskie, piłka ma odpowiednie odejście. Jednak zwycięstwo właśnie tutaj, na Wimbledonie, to coś najbardziej wyjątkowego, czego możesz doświadczyć w tenisie – podsumował triumfator imprezy.
Jannik comes out to the balcony 🙌#Wimbledon pic.twitter.com/be6mcO8xL0
— Wimbledon (@Wimbledon) July 12, 2026
Warto również zaznaczyć, że dzisiejsza wygrana na korcie centralnym Wimbledonu to dla Sinnera nie tylko kolejny puchar do kolekcji, ale też piękny jubileusz. Triumf nad Zverevem był bowiem jego dokładnie setnym wygranym meczem w turniejach rangi Wielkiego Szlema. Trudno o lepsze zwieńczenie tak magicznych dwóch tygodni w Londynie.

