Roland Garros: Sensacyjna porażka Sinnera, wygrana Chwalińskiej i przegrana pięciosetówka Hurkacza

Po trzydziestu wygranych meczach z rzędu niespodziewanie dobiegła końca niesamowita seria Jannika Sinnera. Przegrał on dzisiaj zarówno z rywalem jak i z własnym ciałem i na drugiej rundzie zakończył swoje tegoroczne zmagania w Paryżu kompletnie zaskakując cały tenisowy świat. W jego ślady poszedł później Hubert Hurkacz, który po prawie pięciogodzinnym pojedynku musiał uznać wyższość Francesa Tiafoe. Zwycięstwo natomiast zaliczyła dziś nasza reprezentantka – Maja Chwalińska.

Zaczęło się zgodnie z planem, ale w trzecim secie, przy prowadzeniu 5:1, w grze Sinnera coś nagle pękło. Jak sam przyznał w rozmowie z dziennikarzami, nie był to efekt trudnych warunków atmosferycznych, a problemów z własnym organizmem, które odczuwał już od przebudzenia.

REKLAMA

Zawroty głowy i „odcięcie prądu”

Włoch nie szukał wymówek w paryskiej pogodzie. Zaznaczył, że temperatura była znośna, a główną przeszkodą okazało się nagłe osłabienie.

– Zacząłem odczuwać silne zawroty głowy. Bardzo niski poziom energii – tłumaczył Sinner. – Obudziłem się dziś rano i od razu nie czułem się najlepiej, dlatego od początku próbowałem maksymalnie skracać wymiany. Na początku uderzałem bardzo czysto i dobrze, ale z czasem po prostu zderzyłem się ze ścianą i tyle.

Tenisista podkreślił, że kryzys przyszedł w połowie trzeciej partii, a on sam nie miał z czego czerpać sił na dalszą rywalizację. – Nie pamiętam, kiedy ostatnio czułem się aż tak słaby. Próbowałem walczyć na korcie wszystkim, co we mnie zostało, ale to było dziś moje absolutne maksimum.

Świadome odpuszczenie czwartego seta

Najciekawszym fragmentem konferencji było przyznanie się do celowego oddania inicjatywy w czwartej odsłonie meczu. Czując, że nie ma sił na walkę, Sinner zdecydował się na drastyczny krok.

W czwartym secie trochę odpuściłem, próbując zachować resztki energii na piątą partię – wyznał szczerze. – W czwartym i w pewnych momentach piątego seta byłem jednak w naprawdę fatalnym stanie – nie miałem energii, całe moje ciało było kompletnie „puste”.

Plan się nie powiódł, ponieważ już w pierwszym gemie decydującego seta Włoch stracił podanie, po czym – jak sam ujął – „wszystko poszło już po równi pochyłej”. Mimo wszystko nie rozważał poddania spotkania i wolał dograć mecz do końca.

Brak żalu o morderczy kalendarz

Podczas pomeczowej konferencji prasowej dziennikarze dopytywali, czy wyczerpanie nie jest efektem zbyt intensywnego kalendarza startów przed wielkim szlemem. Sinner triumfował wcześniej w trzech turniejach z rzędu na kortach ziemnych. Włoch podszedł jednak do sprawy bardzo trzeźwo:

– Nawet gdybym zrezygnował z Madrytu czy Rzymu, to i tak mógłbym przyjechać tutaj i wylosować taki właśnie dzień, w którym czuję się chory. Z perspektywy czasu zawsze łatwo oceniać.

REKLAMA

Sinner przypomniał, że jego ostatnia seria na mączce była niezwykle udana i to naturalne, że w końcu musiał przydarzyć się gorszy dzień.

Pełny reset przed Wimbledonem

Po bolesnej porażce w Paryżu reprezentant Włoch zamierza całkowicie odpocząć od tenisa przed rozpoczęciem rywalizacji na kortach trawiastych.

Bardzo trudno to zaakceptować, zwłaszcza biorąc pod uwagę pozycję, w której się znajdowałem podczas meczu (…). Najprawdopodobniej nie zagram w żadnych mniejszych turniejach na trawie. Potrzebuję po prostu czasu wolnego, aby w pełni zregenerować się – również psychicznie – i być gotowym na Wimbledon – A tam Włoch przecież broni tytułu.

Batalia Hurkacza

Spotkanie Huberta Hurkacza z Francesem Tiafoe od samego początku przerodziło się w wyniszczający maraton. Dwie pierwsze partie były niezwykle zacięte, grane gem za gem, i obie kończyły się tie-breakami – w pierwszym, po świetnej końcówce, górą był Polak, z kolei w drugim identycznym wynikiem zrewanżował się Amerykanin. W trzeciej odsłonie o wygranej Tiafoe zadecydowało zaledwie jedno przełamanie zdobyte w piątym gemie, co mocno przybliżyło go do końcowego triumfu.

Prawdziwy dreszczowiec rozegrał się jednak w czwartym secie. Gdy Amerykanin przy stanie 5:4 serwował po zwycięstwo w całym meczu, wrocławianin pokazał ogromny charakter i zdołał go rzutem na taśmę przełamać. Chwilę później Polak rozegrał koncertowego tie-breaka, w niezwykle ofensywnym stylu deklasując rywala aż 7:1 i w wielkim stylu doprowadzając do decydującej, piątej odsłony.

W finałowym secie obaj tenisiści wrócili do niezwykle solidnej gry i bardzo pewnie pilnowali własnego podania. Szli łeb w łeb i wszystko wskazywało na to, że o losach awansu zadecyduje super tie-break.

Niestety dla polskich kibiców, przy prowadzeniu 5:4 Amerykanin niespodziewanie zaatakował na returnie, a Hubert przestrzelił dwa bekhendy. Tym samym Tiafoe zdołał przełamać Hurkacza w najgorszym możliwym momencie, wyrzucając polskiego tenisistę z tegorocznego turnieju po 4 godzinach i 47 minutach morderczej walki.

Najlepszy wynik wielkoszlemowy Chwalińskiej

Promyk nadziei i ogromna radość dla polskich kibiców nadeszła za to ze strony Mai Chwalińskiej. Nasza tenisistka sprawiła w Paryżu sporą niespodziankę, eliminując z turnieju rozstawioną z „19” Elise Mertens. Polka zagrała fenomenalnie pod względem taktycznym, wygrywając to spotkanie niezwykle pewnie 6:4, 6:0.

Jej znakomite czucie piłki i charakterystyczny dla niej tenisowy spryt kompletnie wybiły z uderzenia faworyzowaną Belgijkę, która w drugiej partii była wręcz bezradna.

Co ciekawe, Chwalińska odniosła to zwycięstwo w równie imponującym i dominującym stylu, co w pierwszej rundzie, w której wyrzuciła z turnieju aktualną mistrzynię olimpijską – Qinwen Zheng. To bez wątpienia jedno z największych pozytywnych zaskoczeń tegorocznej edycji Roland Garros, idealnie osładzające polskim kibicom wcześniejsze rozczarowania.

Jannik Sinner – Juan Manuel Cerundolo – 6:3, 6:2, 5:7, 1:6, 1:6

Frances Tiafoe – Hubert Hurkacz – 6:7(5), 7:6(5), 6:4, 6:7(1), 6:4

Maja Chwalińska – Elise Mertens – 6:4, 6:0

SPRAWDŹ TAKŻE
Więcej
    REKLAMA
    Droga na Mundial - książka Mistrzów Polski

    48 reprezentacji. 48 historii. 300 stron autorskich analiz, felietonów i anegdot.

    Przeczytaj o naszej książce →

    MOŻE ZACIEKAWI CIĘ