Maja Chwalińska po powrocie do kraju – „To do mnie nie dochodziło”

Maja Chwalińska wróciła do Polski po wyczerpującym maratonie na kortach Roland Garros w zupełnie nowej roli. Podczas pierwszej konferencji prasowej w kraju, zmagając się z potężnym zmęczeniem, z uśmiechem i pokorą dziękowała wszystkim, którzy pomogli jej znaleźć się w tym miejscu. Jak sama przyznała na wstępie, stwierdzenie, że się tego nie spodziewała, „to jak nic nie powiedzieć”.

Zderzenie z polską rzeczywistością i nagłym zainteresowaniem było dla tenisistki wręcz przytłaczające. Zamknięta w turniejowej bańce w ogóle nie zdawała sobie sprawy z tego, co działo się w kraju, a niespodziewane powitanie na lotnisku mocno ją zaskoczyło.

REKLAMA

Z właściwym sobie dystansem usprawiedliwiała się przed dziennikarzami ze swojego wyglądu i zmęczenia: „Szczerze mówiąc, będąc w Paryżu, nie czułam skali tego wszystkiego, co dzieje się w Polsce. Byłam w ciężkim szoku. Zdjęcia, które zrobiliście na lotnisku, na pewno nie były zbyt korzystne, bo za dużo nie spałam. Tutaj pani makijażystka musiała wykonać dobrą robotę, żeby zasłonić moje zmęczenie”.

foto: Ksawery Styka

Mimo nagłego szumu, zawodniczka twardo stąpa po ziemi. Podkreśliła, że ma pełną świadomość nadciągającej presji, ale nie zamierza zmieniać swojego podejścia: „Presji ze strony mediów na razie jeszcze nie poczułam, ale jestem przekonana, że w niedalekiej przyszłości to nastąpi. U mnie jednak nic się nie zmienia. Zamierzam po prostu dalej pracować nad sobą i nad tym, by być coraz lepszą tenisistką”.

Paryska magia

Pytana o to, co magicznego wydarzyło się w Paryżu, że to właśnie tam nastąpił tak gigantyczny przełom, Chwalińska szybko sprowadziła wszystkich na ziemię. W jej ocenie nie było w tym żadnego przypadku: „Myślę, że po prostu przysłowiowo coś kliknęło. To efekt osiemnastu lat gry w tenisa, ciężkiej pracy i dawania z siebie wszystkiego każdego dnia. Tak się złożyło, że zaprocentowało to akurat w tym momencie, na co absolutnie nie narzekam. To był doskonały czas, żeby wszystko złożyło się w jedną całość”.

Co ciekawe, w trakcie morderczego marszu przez drabinkę wcale nie czuła, że dotyka historii: „Chyba aż do końca turnieju to do mnie nie dochodziło. Skupiałam się na każdym kolejnym meczu. Grałam z najlepszymi zawodniczkami na świecie, więc wiedziałam, że muszę wznieść się na swoje wyżyny, żeby z nimi wygrywać. Nie było chyba jednego konkretnego momentu, w którym uświadomiłabym sobie, co dokładnie osiągnęłam”.

foto: Ksawery Styka

Kryzysy, nadzieja na Wimbledon i piękne wspomnienia

Mimo turniejowego transu Polka potrafiła bezbłędnie wskazać momenty, w których jej paryski sen wisiał na włosku: „Najtrudniej było w meczu drugiej rundy, kiedy ciało odmawiało mi już posłuszeństwa, a także w starciu z Marią Sakkari. Gra kompletnie mi się nie układała, miałam gorszy dzień, ale cieszę się, że potrafiłam walczyć i zdołałam odbudować się na korcie”.

Zapytana o zbliżający się Wimbledon i ewentualną dziką kartę do turnieju głównego, która uchroniłaby ją przed kolejnymi kwalifikacjami, Maja nie ukrywała, jak wielkie by to miało dla niej znaczenie.

Choć oficjalnie jeszcze jej nie otrzymała, liczy na to, że paryski sukces pomoże jej w uniknięciu eliminacji: „Dzika karta na pewno miałaby dla mnie ogromne znaczenie, bo to wielka różnica, czy zaczyna się od eliminacji, czy od razu od turnieju głównego. Zyskanie takiego psychicznego odblokowania to naprawdę wielka rzecz”.

foto: Ksawery Styka

Zamiast jednak wybiegać za daleko w przyszłość i zachłystywać się awansem do światowej elity, Polka chłodno analizuje swoje braki. Równocześnie zachowuje w pamięci najpiękniejsze chwile z legendami tenisa: „Mam przed sobą jeszcze mnóstwo pracy i ogromną przestrzeń do poprawy. (…) Z Paryża na pewno zapamiętam wywiad z Andre Agassim i Johnem McEnroe, bo było to wspaniałe doświadczenie. Niezapomniana zostanie też ceremonia i samo wejście na finał. Czułam wtedy na trybunach ogromne wsparcie i wielką życzliwość ze strony kibiców”.

REKLAMA

Unikalny styl i nagła popularność

To właśnie legendy, eksperci i kibice na całym świecie zachwycają się dziś jej nieszablonowym, opartym na geometrii stylem. Maja nie kryje dumy z tego faktu: „Bardzo się cieszę, że ten styl podoba się kibicom. Taka gra to w dużym stopniu po prostu część mnie. Zależy mi na tym, by mój tenis sprawiał ludziom radość z oglądania”.

O popularności w sieci, odcięta od mediów Polka nie miała zielonego pojęcia: „Szczerze? Kompletnie o tym nie wiedziałam. (…) Nie dało się tego w żaden sposób przewidzieć i zupełnie nie spodziewałam się, że moje nazwisko wywoła takie poruszenie”.

foto: Ksawery Styka

Sukces Mai nie umknął również uwadze najlepszej polskiej zawodniczce. Dziennikarze dopytywali, czy w trakcie paryskich zmagań Iga Świątek służyła jej radą. Chwalińska skromnie ucięła jednak ten wątek: „W trakcie turnieju, a także po nim, otrzymywałam od Igi gratulacje i miłe słowa. I to było w zasadzie wszystko”.

Najwięcej uśmiechu wywołała jej szczera reakcja na pytania o rzekome gratulacje od polityków i znanych osób po wielkim finale: „Nie odbieram nieznajomych numerów, więc z nikim jeszcze nie rozmawiałam” – zdementowała krótko Maja z uśmiechem.

Podobnie chłodno i racjonalnie tenisistka podchodzi do wysypu ofert reklamowych i kontraktów, które naturalnie pojawiają się po tak wielkim sukcesie.

Maja nie zamierza jednak na razie zaprzątać sobie tym głowy: „To zostawiam menadżerowi, z którym będziemy to ustalać. Na razie w ogóle nie myślę o kontraktach, pomyślę o tym w odpowiednim czasie”.

foto: Ksawery Styka

Trawa i nowe cele

Teraz przed nową gwiazdą polskiego sportu czas na kilkudniowy odpoczynek, a po nim wyczekiwane przejście na trawę, na której jej firmowe zagrania powinny idealnie się sprawdzić: „Bardzo lubię grać na trawie i uważam, że mój tenis świetnie tam pasuje. Będę mogła w pełni wykorzystać tam swoje atuty, takie jak slajsy i skróty”.

Zanim jednak Maja rozpocznie kolejne zmagania, zamierza na spokojnie ustalić plan na resztę sezonu. Gigantyczny awans do pierwszej setki, a w zasadzie aż na 21. miejsce w rankingu WTA to dla niej dopiero początek drogi: „Ten cel już zrealizowałam, ale na pewno postawię sobie następny. Nastąpi to, kiedy będę miała chwilkę czasu na analizę, żeby po prostu odetchnąć i to wszystko przetrawić. Wtedy na pewno pojawi się nowy cel”.

SPRAWDŹ TAKŻE
Więcej
    REKLAMA
    Droga na Mundial - książka Mistrzów Polski

    48 reprezentacji. 48 historii. 300 stron autorskich analiz, felietonów i anegdot.

    Przeczytaj o naszej książce →

    MOŻE ZACIEKAWI CIĘ