Piłka nożna jest przewrotna. Wnioski po meczu Znicz – Górnik

Znicz Pruszków i Górnik Łęczna walczą o utrzymanie w Betclic 1 Lidze, a w piątkowy wieczór walczyły między sobą również o 3 punkty. Rywalizacja zakończyła się obustronnie niesatysfakcjonującym remisem 2:2, ale jedna ze stron może mieć sobie wyraźnie więcej do zarzucenia. Nasze pomeczowe wnioski i obserwacje koncentrują się na tym, jakie były atuty i słabości obu ekip. Skupiają się również na różnych odsłonach tego meczu, który był złożony z bardzo różnych, całkowicie odmiennych fragmentów.

1. Kontrataki słabą stroną Znicza

Znicz Pruszków wyglądał w tym meczu naprawdę dobrze i grał lepiej od swoich rywali. Nie chodzi tu tylko o najlepszą okazję, jaką wykreował, a po której piłka trafiła w dłoń bramkarza i w słupek. Poza tym generalnie wykazywał się większą dokładnością, kulturą gry i determinacją w pressingu. Był też bardzo zdyscyplinowany w obronie. Wymienność pozycji, wzajemna asekuracja i sprawne porozumiewanie się ze sobą zapewniały tam gospodarzom bezpieczeństwo i komfort. Nie jest jednak tak, że Znicz nie miał żadnych słabych stron. Największą z nich były kontrataki, które zupełnie nie wychodziły graczom z Mazowsza. Były one nieprzygotowane, a pośpiech wiązał się również ze sporą niechlujnością i bezmyślnością.

REKLAMA

Znicz nie zamierzał jednak się z tego powodu załamywać, zamiast tego szukając swoich szans na inne sposoby. Wtedy było już zdecydowanie łatwiej, co w 28. minucie się opłaciło i przyniosło otwarcie wyniku. Pruszkowian na prowadzenie wyprowadził Bartłomiej Ciepiela, który wszedł w pole karne z okolic lewej chorągiewki, by następnie zwieńczyć efektowny drybling precyzyjnym uderzeniem. Ta sytuacja pokazała umiejętność przełamywania swoich słabości i elastyczność podopiecznych Łukasza Smolarowa. Zamiast wciąż wyprowadzać szybkie (i szybko kończące się niepowodzeniem) ataki, narzucili korzystniejsze dla siebie warunki, a na nagrodę nie trzeba było długo czekać.

2. Tak trzeba reagować na strzeloną bramkę!

Po golu Znicz nie zamierzał cofać się, bronić wyniku czy osiadać na laurach. Było zupełnie inaczej – trafienie tylko nakręciło podwarszawską ekipę, która od tego momentu grała jakby na skrzydłach. Nareszcie zaczęły im wychodzić nawet kontry, a po jednej z nich, w 34. minucie, defensywa Górnika była zupełnie bezradna. Do swoich kolegów dostosowali się również piłkarze odpowiedzialni za działania z przodu, którzy nie robili wiele, by zmniejszyć dysproporcję bramkową między rywalizującymi klubami. Efekt był zatem taki, że Znicz nie tylko szybko wypracował sobie korzystny rezultat, lecz także kontrolował wydarzenia boiskowe.

3. Piłka nożna jest przewrotna

Piłka nożna jest jednak grą, w której pojedyncze momenty mogą mieć kluczowe znaczenie, a nawet na dobre odmieniać losy meczów. Tak skrajny przypadek w Pruszkowie nie miał miejsca, natomiast i tak jedna krótka chwila dała Górnikowi z Łęcznej dużo nadziei. Chodzi o rzut wolny z 43. minuty starcia, po którym Mateusz Hołownia strzelił gola kontaktowego dla przyjezdnych. Można zastanawiać się, czy tak po ludzku było to wydarzenie sprawiedliwe lub zasłużone. Na końcu takie rozważania nie mają żadnego znaczenia. Ważne jest wyłącznie to, że grający bardzo kiepską połowę Górnik mógł spokojnie schodzić do przerwy z wynikiem 0:3. Wszystko potoczyło się jednak zupełnie inaczej, dzięki czemu gracze gości mieli jeszcze spore szanse na powalczenie o punkty w drugiej połowie.

4. Górnik próbował… unikać strzałów celnych?

Gra goniących wynik po przerwie wyglądała właśnie tak, jak wskazuje na to powyższy nagłówek. Wreszcie poprawili oni zgranie, rzadziej tracili piłkę za darmo i widać było, że zależy im na wyrównaniu. Mimo wszystko, nawet gdy tworzyli naprawdę dobre okazje sprzyjające realizacji tego celu, finalizacja nigdy nie dawała oczekiwanych rezultatów. Łęcznianie wielokrotnie byli po prostu niezwykle nieskuteczni, omijając obramowanie bramki niemal ze wszystkich stron. Zawsze robili to jednak tak, że ich strzały wylatywały poza boisko, zamiast dać radość ze zmiany wyniku. Kilkadziesiąt minut takiej gry można było jednak uznać za niemającą wpływu na rzeczywistość część historii, gdy w 79. minucie wreszcie udało się doprowadzić do wyrównania. Stało się tak dzięki główce Pawła Jaroszyńskiego, który okazał się przydatny w ataku, a nie tylko pod własną bramką. Mecz zakończył się więc wynikiem 2:2, a gracze Znicza mogą czuć spore rozczarowanie, gdyż naprawdę było ich stać na znacznie więcej.

Taki rezultat sprawia jednak, że arówno w Łęcznej, jak i w Pruszkowie kwestia ostatecznego miejsca w ligowej stawce pozostaje sprawą otwartą. Przynajmniej przez jedną dobę, do meczu Stali Mielec ze Śląskiem Wrocław, ich strata do bezpiecznego miejsca wynosi odpowiednio 2 i 4 „oczka”. Czasu na jej odrabianie nie pozostało dużo, ale wszystko jest jeszcze możliwe. W tym meczu nie wyłoniono zespołu lepszego, więc utrzymany został niekorzystny dla obu stron status quo. Jeśli jednak w 4 ostatnich kolejkach Znicz lub Górnik będą wygrywać zamiast remisować, być może nie będą to ich ostatnie występy na tym poziomie rozgrywkowym.

Znicz Pruszków 2:2 Górnik Łęczna (Bartłomiej Ciepiela 28′, Daniel Bąk 34′ – Mateusz Hołownia 43′, Paweł Jaroszyński 79′)

SPRAWDŹ TAKŻE
Więcej
    REKLAMA
    146,271FaniLubię

    MOŻE ZACIEKAWI CIĘ