Francja rozpoczęła Mistrzostwa Świata od wygrania 3:1 z Senegalem, choć po pierwszej połowie nic nie zapowiadało, że Les Bleus będą w stanie w tym spotkaniu zdobyć trzy gole. Zespół Didiera Deschampsa we wtorkowy wieczór zaprezentował dwie twarze – drużyny, która nie potrafi znaleźć właściwego balansu w ofensywie oraz ekipy posiadającej niezwykłą jakość indywidualną z przodu.
Francja, czyli Real Madryt futbolu reprezentacyjnego
Gdyby chcieć w reprezentacjach poszukać ich odpowiedników w zespołach klubowych, kadrę Francji śmiało można porównać do Realu Madryt. Królewscy w ostatnich latach przyzwyczaili, że są zespołem momentów. Bardzo często gra może im się nie kleić, mogą wyglądać na drużynę, która nie ma pomysłu i jest fatalnie poukładana pod kątem taktycznym, ale jeśli złapią swój moment sprzyjający to nie ma defensywy, która byłaby w stanie ich zatrzymać. Mają tyle jakości indywidualnej z przodu, że nigdy nie można ich skreślać. Nie ma tak beznadziejnej sytuacji, z której nie byliby w stanie wyjść. Francuzi taką ekipą są na wielkich turniejach reprezentacyjnych. Potrafili podnieść się w finale MŚ 2022 i doprowadzić do serii rzutów karnych. Na EURO 2024 przepychali mecze świetną defensywą i tym sposobem doszli do półfinału. Mundial w 2018 roku również wygrali nie grając futbolu nastawionego na dominację.
Na obecny mundial reprezentacja Francji przyjechała z jeszcze większą pulą talentu niż miała na poprzednich turniejach. Kylian Mbappe jest największą gwiazdą Les Bleus już prawie od dekady, natomiast w kadrze są także Michael Olise, Desire Doue, Rayan Cherki, znajdujący się w życiowej formie Ousmane Dembele czy Bradley Barcola. Każdy z nich gra w klubie, który co najmniej zdobył wicemistrzostwo jednej z pięciu czołowych lig europejskich. Wydaje się, że aż takiego nagromadzenia talentu w ofensywie reprezentacji Francji w ostatnich latach nie było.
Brak balansu w atakach pozycyjnych
Posiadanie gwiazd w ofensywie – co regularnie pokazuje przykład zespołów Kyliana Mbappe (obecnego Realu oraz PSG, gdy grał tam z Messim i Neymarem – to oczywiście ogromny przywilej, ale też ból głowy i pewien kłopot. W pierwszej połowie reprezentacja Francji wyglądała bardzo słabo. Na przerwę do szatni schodzili z jednym strzałem Ousmane’a Dembele zza pola karnego, który został zablokowany. Francja nie tylko nie potrafiła tworzyć sytuacji, ale nawet wchodzić w pole karne (tylko 3 kontakty z piłką) oraz przejąć kontroli nad meczem. Reprezentacja Senegalu potrafiła wykorzystać fizyczność, grała bardzo agresywnie w środkowej strefie boiska i w ten sposób potrafili ograniczyć ofensywę złożoną z Mbappe, Olise, Doue oraz Dembele.
Oglądając reprezentację Francji można było postawić wiele znaków zapytania w kontekście ich ustawienia w fazie posiadania piłki. Didier Deschamps wszystkich najgroźniejszych zawodników ofensywnych chciał mieć w szerokości pola karnego, natomiast Senegal dobrze zamknął środek i zmusił Francję do gry po obwodzie. Michael Olise w pierwszej połowie często cofał się po piłkę na wysokość środkowych obrońców, Ousmane Dembele był zagubiony, a Kylian Mbappe odcięty od gry. Francja nie potrafiła przenieść piłki w ostatnią tercję boiska przez środek, mijając drugą linię Senegalu. Aurelien Tchouameni w rozegraniu często stawał się trzecim stoperem, ale nie przyniosło to pozytywnych skutków w progresji piłki.
Zawodnikiem, który trzymał szerokość po prawej stronie był natomiast Jules Kounde, posiadający niewiele atutów w ostatniej tercji boiska. Ustawienie go na pozycji przeznaczonej dla skrzydłowego w fazie ataków pozycyjnych zakrawało wręcz o sabotaż ze strony Didiera Deschampsa, skoro wśród opcji do tej roli miał też Michaela Olise, Rayana Cherkiego, Ousmane’a Dembele, Desire Doue czy Bradleya Barcolę.
Na fajerwerki trzeba było czekać
Na drugą połowę wyszedł jakby inny zespół. Reprezentacja Francji – według raportu pomeczowego Fotmob – oddała aż 8 celnych strzałów i stworzyła 4 dogodne okazje bramkowe, zakwalifikowane jako big chances (duże okazje), a ich współczynnik goli oczekiwanych (xG) wyniósł blisko 2. Didier Deschamps widział, że gra zespołu się nie układa i dokonał pewnych korekt taktycznych. Kluczowe było przesunięcie Michaela Olise na ofensywnego pomocnika, który zamienił się pozycjami z Ousmanem Dembele. Piłkarz Bayernu Monachium stał się liderem ofensywy reprezentacji Francji i mózgiem całego zespołu, który napędzał akcje. Francja zagrała także bardziej odważnie w pressingu, a więc na boisku pojawiło się więcej przestrzeni, było więcej faz przejściowych i Olise zrobił kluczową różnicę. Jego asysta do Kyliana Mbappe przy golu na 1:0 była absolutnie zjawiskowa, a to nie było pierwsze takie zagranie, gdzie obsłużył napastnika idealnie w tempo.
Gdy Senegal się otworzył w poszukiwaniu wyrównania, ofensywa Francuzów się rozkręciła. Przy bardziej otwartym meczu, o wiele łatwiej bylo im o wprowadzanie piłki w pole karne, zagrywanie podań za linię obrony oraz tworzenie sytuacji. Druga połowa przeciwko Senegalczykom pokazała ogromną siłę reprezentacji Francji. Drużyna Didiera Deschampsa pierwszą połowę przespała, ale wystarczyło im 45 minut, aby strzelić trzy gole przeciwko jednemu z najlepszych zespołów w Afryce. Francuzi zawsze mieli dużą jakość indywidualną z przodu, natomiast do Meksyku, Kanady i Stanów Zjednoczonych przyjechali naszym zdaniem z jeszcze lepszą kadrą niż na ostatnie turnieje. Obecny mundial rysuje się jako sprawdzian dla Didiera Deschampsa czy będzie w stanie wykorzystać potencjał, który ma, bo przecież dotychczas zbyt pragmatyczne nastawienie było głównym punktem krytyki pod adresem selekcjonera.

