Trzecie z niedzielnych spotkań w ramach 26. kolejki Ekstraklasy zabrało nas do Łodzi, gdzie Widzew podejmował ekipę Górnika Zabrze. Łodzianie stale zmagali się z wiszącym nad nimi od dawna widmem spadku, natomiast Zabrzanie przed tygodniem przerwali passę ligowych spotkań bez wygranej, w związku z czym z pewnością liczyli na przedłużenie nowej serii – tym razem zwycięstw.
Dosyć mozolnie wyglądały pierwsze minuty tego pojedynku. Obie drużyny operowały futbolówką głównie w okolicach połowy boiska, a o jakichkolwiek ofensywnych wypadach pod bramkę rywala nie można było mówić. Ostrożna gra i brak podejmowania jakiegokolwiek ryzyka z pewnością nie jest tym, czego pragną fanatycy piłki nożnej w naszym kraju.
Na pierwszy strzał w tym spotkaniu musieliśmy czekać do 21. minuty tego spotkania, wówczas Maksym Khlan po świetnie skonstruowanej akcji Górnika oddał celny strzał na bramkę strzeżoną przez Bartłomieja Drągowskiego. Już w pierwszej połowie Widzewiacy musieli dokonać pierwszej zmiany w tym meczu, kontuzjowanego Christophera Chenga zmienił Samuel Kozlovsky.
Świetnie w pierwszej połowie wyglądał Maksym Khlan, który umiejętnie wykorzystał niedyspozycję Kozlovsky’ego i postraszył Drągowskiego strzałem po ziemi. Górnik coraz lepiej wygląda w ofensywie i to oni prowadzą grę. Widzew bezzębny w ataku bez żadnych argumentów przeciwko dobrze zorganizowanym podopiecznym trenera Michala Gasparika. Jasno pokazują to statystyki, bowiem Łodzianie nie oddali nawet jednego strzału.
Najgorszy mecz sezonu?
Druga połowa w wykonaniu gospodarzy wyglądała nieco lepiej niż ta poprzednia. Widzew przejął inicjatywę, lecz konkretów w postaci strzałów stale brakowało. Czujność Marcela Łubika została sprawdzona dopiero w 68. minucie za sprawą nierozważnego zagrania Ivana Ikia Dimiego. Środek pola podopiecznych trenera Vukovicia ożywiło trochę wejście Lindona Selahiego, który zaliczył udane wejście za niewidocznego Lukasa Leragera.
Pierwsze uderzenie dla Łodzian miało miejsce dopiero w 76. minucie, kiedy to Andi Zeqiri dwukrotnie próbował skierować futbolówkę w stronę bramki, lecz nie prosperowały one zbyt dobrze. Do końca meczu to Czerwona Armia utrzymywała się przy piłce, lecz Górnicy mimo widocznego zmęczenia umiejętnie się bronili.
Reasumując, był to jeden z najnudniejszych meczów tego sezonu PKO BP Ekstraklasy. 2 celne uderzenia w ciągu 90 minut mogą dobrze zobrazować to, ile działo się w Sercu Łodzi. Widzew Łódź nie zażegnuje problemu okupowania miejsca w strefie spadkowej, natomiast Górnik nie zmniejsza straty do liderującego Lecha Poznań. Obie drużyny grały niezwykle ostrożnie, co zdecydowanie nie mogło podobać się oglądającym.
Graczem meczu można śmiało nazwać Patrika Hellebranda, który „dyrygował” środkiem pola Zabrzan i nieustępliwie walczył o każdą piłkę. Czech wygrał aż 12 z 14 pojedynków.
