Manchester City pod wodzą Pepa Guardioli na przestrzeni całego sezonu nie prezentuje się na miarę zespołu, który zasługuje na mistrzostwo Anglii. Po 25 kolejkach mają 50 punktów, a więc zdobywają średnio dokładnie 2 punkty na mecz. To średnia, która w większości sezonów jest bardzo dobra, jeśli twoim celem jest zakwalifikowanie się do Ligi Mistrzów, natomiast niewystarczająca do walki o tytuł mistrza kraju. Jesteśmy więc świadomi, że Pep Guardiola musi znaleźć rozwiązanie, aby jego drużyna zaczęła lepiej punktować. I w ostatnich kolejkach widzimy nowy system The Citizens.
Wiosna jest najważniejsza
Przez lata, w których Pep Guardiola prowadzi Manchester City mieliśmy już czas przyzwyczaić się, że dla Katalończyka najważniejsza jest wiosna. To wtedy, gdy sezon wchodzi w decydującą fazę, rozpoczyna się faza pucharowa Ligi Mistrzów, a w lidze każdy stracony punkt wydaje się ważyć więcej, Obywatele mają osiągnąć szczyt formy. Oczywiście, dobrze gdy na wcześniejszych etapach sezonu zespół jest już w optymalnej dyspozycji, ale nie w każdym sezonie jest to możliwe. Guardiola często więc na bieżąco dostosowuje sposób gry zespołu do atutów piłkarzy, szuka najlepszego zestawienia oraz stara się skontrować trendy panujące w Premier League. A do znalezienia idealnej koncepcji potrzebuje czasu.
Najbardziej dobitnym przykładem jest sezon 2022/23, w którym Manchester City do okolic lutego/marca nie przekonywał – jak na swoje standardy – a w czerwcu świętował zdobycie potrójnej korony. Wtedy Pep Guardiola wpadł na zaskakujący pomysł, aby John Stones, środkowy obrońca w fazie gry bez piłki, w momencie posiadania futbolówki wchodził do drugiej linii i tworzył przewagę w środkowej strefie boiska, gdzie mieli jednego zawodnika mniej niż we wcześniejszych sezonach ze względu na sprowadzenie Erlinga Haalanda, który nie pasował do gry jako fałszywa „9-tka”, ale zapewniał niezwykle cenne atuty w postaci goli. Rok później Manchester City obronił mistrzowski tytuł, a o triumfie znów zadecydowała druga połowa sezonu. Guardiola nie dokonał wówczas żadnej odkrywczej zmiany w systemie gry zespołu, ale choćby poszerzenie roli Mateo Kovacicia jeszcze bardziej zwiększyło kontrolę drużyny nad meczami i pomogło w seryjnym zwyciężaniu.
Manchester City w ustawieniu 4-2-2-2
W dwóch ostatnich sezonach Premier League poszła bardzo mocno w stronę intensywności, pressingu i szybkich ataków. Uogólniając do jednego terminu – w stronę bezpośredniej gry. Pep Guardiola, trener najbardziej nastawiony na kontrolowanie meczu poprzez posiadanie piłki, zaczął mieć z tym większe problemy niż zazwyczaj. Już od ponad roku obserwujemy różne oblicza Manchesteru City, włączając w to bardziej bezpośrednią grę, mniejszy nacisk na posiadanie piłki i dłuższe momenty gry w obronie niskiej. Najnowszym pomysłem trenera The Citizens jest zmiana ustawienia na nietypowe i rzadko spotykane we współczesnym futbolu 4-2-2-2 w fazie posiadania piłki (bronią w 4-4-2, przy czym podczas wysokiego pressingu czwórka pomocników tworzy diament).
Szerokość w fazie ataku pozycyjnego zapewniają boczni obrońcy, ale kluczowe dla Pepa Guardioli jest obecnie to co dzieje się w środkowej strefie boiska, gdzie chcą tworzyć przewagę liczebną. Dwójkę najniżej ustawionych pomocników tworzą najczęściej Rodri oraz Bernardo Silva, natomiast Portugalczyk ma większą swobodę w poruszaniu się i zdarza się, że widzimy ustawionego go wyżej, za linią pomocy przeciwnika. W tej strefie wyjściowo operuje dwóch ofensywnych pomocników. We wszystkich trzech meczach, w których The Citizens rozegrali w nowym ustawieniu jedną z „10-tek” był Nico O’Reilly, a w dwóch spotkaniach w wyjściowym składzie wyszedł Rayan Cherki. Najwyżej ustawionymi zawodnikami jest dwójka napastników, którą najczęściej tworzą Erling Haaland i Antoine Semenyo. Mają oni za zadanie grać też dość szeroko, aby wyciągać środkowych obrońców przeciwnika ze światła bramki.
Bezpośredniość i gra przez środek
W erze, gdy Premier League stała się bardziej bezpośrednia Pep Guardiola nie chce zostać w tyle i jego zespół również szuka okazji do szybkich ataków, najczęściej nie po odbiorach na własnej połowie, a próbując ominąć wysoki pressing przeciwnika. Bardzo dobrze wychodziło to Obywatelom w rewanżowym półfinale Carabao Cup przeciwko Newcastle, gdy w pierwszej połowie zdobyli 3 gole. Newcastle chcąc odrobić dwubramkową stratę z pierwszego spotkania podjęło ryzyko idąc do pressingu jeden na jednego, a The Citizens potrafili to wykorzystać często korzystając z dalekich podań w stronę dwójki napastników, którzy mieli naprzeciwko dwóch obrońców i sporo przestrzeni do wykorzystania. System 4-2-2-2 potrafi sprawiać trudności rywalom w ustawieniu krycia. Przeciwko Liverpoolowi na „10-tce” zagrał Antoine Semenyo, a za niego odpowiadał lewy obrońca rywali, Milos Kerkez, przez co bardzo często podążał za Ghańczykiem do środkowej strefy boiska.
Nowe ustawienie pozwala Manchesterowi City zagęścić centralny pas boiska. Pep Guardiola wyszedł z założenia, że jeśli kontrolujesz środek to kontrolujesz cały mecz. W całym sezonie średnia proporcja ataków środkiem boiska Manchesteru City w Premier League w porównaniu do wszystkich ataków (z podziałem na prawe skrzydło, lewe skrzydło i środek) wynosi 27% (według statystyk dostępnych na portalu Whoscored). W każdym z trzech ostatnich meczów, w których zespół grał w ustawieniu 4-2-2-2 współczynnik ten był wyższy (28% z Liverpoolem, 31% z Newcastle i aż 39% z Tottenhamem). Pep Guardiola wszystkich graczy z największym potencjałem w ofensywie ustawia w szerokości pola karnego, co pokazuje bardzo mocne nastawienie na zdobywanie przestrzeni przez środkowy pas boiska.
Czy Manchester City pozostanie przy takim systemie?
Dotychczas Manchester City rozegrał w systemie 4-2-2-2 dopiero trzy spotkania, więc odpowiedź na pytanie czy to jest ten pomysł Pepa Guardioli, który sprawi, że na finiszu sezonu staną się znów nie do zatrzymania jest trudna. Na pewno na przestrzeni tych 270 minut było sporo aspektów, które wciąż wymagają poprawy. Przecież z Tottenhamem tylko zremisowali (2:2), rozgrywając bardzo słabą drugą połowę, gdy nie radzili sobie z bezpośrednią grą rywali, wieloma dalekimi podaniami i okazywali się słabsi w zbieraniu drugich piłek. Podobne problemy mieli w drugiej połowie spotkania z Liverpoolem (do momentu straty bramki), gdy podopieczni Arne Slota również często korzystali z dalekich podań i byli przygotowani na zbieranie drugich piłek. Przeciwko Newcastle druga połowa również pozostawiała wiele do życzenia, ponieważ rywale łatwo zagrywali podania za linię obrony (choć można akurat na to przymknąć oko, ponieważ wówczas w dwumeczu było już 5:0).
Sama zmiana ustawienia nie zamaskowała nagle najsłabszych punktów Manchesteru City w obecnym sezonie w postaci braku fizyczności w środku, problemów z utrzymaniem intensywności do końca spotkania i ogólnej gry bez piłki, przez co pozwalają rywalom na tworzenie większej liczby sytuacji niż powinien to robić zespół walczący o mistrzostwo Anglii. Jeśli The Citizens chcą dogonić Arsenal, Pep Guardiola musi znaleźć złoty środek na rozwiązanie tych problemów. Zegar jednak nieubłaganie tyka i czasu pozostaje coraz mniej.
