„Taka jest piłka”. Niels Frederiksen pod coraz większą presją

Gdyby w polskiej piłce istniała komisja śledcza od spraw „niewytłumaczalnych”, pierwsze posiedzenie powinno odbyć się po występie Lecha w Gliwicach. Bo trudno zrozumieć, jak drużyna z taką jakością piłkarską potrafi wyglądać na boisku tak fatalnie. Lechici weszli w mecz ospale, długo szukali własnego rytmu, a kiedy wreszcie zaczęli grać cokolwiek sensownego, zawodziła skuteczność. Piast nie musiał grać koncertu. Wystarczyło, że był konsekwentny, prosty i cierpliwy – a w kluczowym momencie okazał się bardziej konkretny.

Niels Frederiksen pod presją? Problem jest głębiej

Pytanie o notowania Nielsa Frederiksena wraca jak bumerang. Czy Duńczyk „może się pakować”? Po mistrzostwie jego pozycja nie jest już tak mocna, bo Lech coraz mocniej osuwa się w przeciętność. Tyle że trudno mieć pretensje wyłącznie do trenera, jeśli ofensywny zawodnicy grają znacznie poniżej swoich możliwości. Po końcowym gwizdku Frederiksen uderzył w to samo miejsce, które w Gliwicach było dla Kolejorza najbardziej bolesne – w ostatnią tercję i defensywny błąd przy straconej bramce.

REKLAMA

W takich meczach, jak dzisiaj, kiedy kreujemy sobie okazje do strzelenia gola, to trzeba wykorzystać chociaż jedną z tych sytuacji. Zabrakło nam jakości w ostatniej tercji, przy finalizacji akcji i w rezultacie przegrywamy po trafieniu, przy którym powinniśmy lepiej się zachować, bo chodzi tutaj i o doskok, i o obronę we własnym polu karnym. Jest 0:1, druga porażka z rzędu, a to nie zdarza nam się często. Taka jest jednak piłka i musimy wrócić na właściwe tory” – powiedział Niels Frederiksen.

Lech dostał kolejny sygnał, że samo „bycie lepszym na papierze” niczego nie gwarantuje. Emocjonalnie podsumował to Wojciech Mońka, który po meczu nie próbował zrzucać odpowiedzialności na kogokolwiek. „Ta porażka to wina całego zespołu. Do pewnego momentu gra obrony wyglądała dobrze, ale nie jest to najlepszy powrót, który mogę zaliczyć. Musimy jednak patrzeć wprzód. Byliśmy bardzo zmotywowani i chcieliśmy wygrać ten mecz. Chcieliśmy wrócić na odpowiednie tory, zacząć punktować, ale niestety tym razem się nie udało. Mamy nadzieję, że w następnym meczu wygramy, bo takie mamy ambicje. Takie wyniki są dla nas nieakceptowalne”.

Daniel Myśliwiec: prostsza piłka, „magic touch” i wielkie podziękowania

Piast Daniela Myśliwca to dziś zespół, który zamiast bawić się w rozgrywanie dla samego rozgrywania, szuka najprostszych dróg do goli. Uderzeń z dystansu, wrzutek, stałych fragmentów. Taki plan ma sens – zwłaszcza zimą. Problem w tym, że nawet proste sytuacje trzeba wykorzystywać, bo lepszy rywal od Lecha nie będzie aż tak pobłażliwy.

Bardzo często komplementuję moich piłkarzy, zresztą mam do tego dużo powodów. Dzisiaj również, choć obiektywnie uważam, że stać nas na jeszcze lepszą grę i lepszą kontrolę meczu. Dzisiaj nie można mieć takiej obiektywnej kontroli. Miałem przeczucie, że z Ferem w takiej formie, to my bramki nie stracimy. To, że ktoś strzeli… nasza magiczna 83 minuta i wierzymy. Ja też wierzyłem” – powiedział szkoleniowiec Piasta Gliwice.

Bardzo, bardzo serdeczne podziękowania dla Adriana Magiery i jego ekipy greenkeaperów, bo to jakie są warunki, to kiedy została nasza trawa położona, to jak oni o nią dbają, jak pracują ze sprzętem, który bardzo trzeba przenosić, to ile oni wysiłku wkładali i to jak bardzo im zepsuliśmy slot pracy, gdy weszliśmy na boisku przed meczem i dostając od nich błogosławieństwo, to wszystko ja wierzę, że robi ogromną różnicę w naszym klubie. Każdy chce pomóc, każdy wierzy, że jest w stanie, choć w małym stopniu pomóc tej drużynie. Stąd moje podziękowania. Chciałbym, żeby wszyscy mieli takie nastawienie bez względu na to, jaki jest finał” – dodał Daniel Myśliwiec. „Powinniśmy lepiej kontrolować mecz i być jeszcze bardziej konsekwentni w naszych poczynaniach. Z tego wynikałaby kontrola i to głównie chodzi o posiadanie piłki. (…) Fajnie, że w kluczowym momencie ktoś jest w stanie dostarczyć piłkę w idealnym timeingu. (…) To też jest piękna historia i warto wymienić nazwisko Andreasa Katsantonisa, ale jego nazwisko padnie tak często w przestrzeni publicznej, że nie ma sensu tego powtarzać. (…) Lech stworzył więcej okazji bramkowych. Mamy jeszcze jedną potyczkę niebawem i o tym będziemy myśleć po meczu z Wisłą Płock„,

Piast ma już na koncie skalpy Legii (dwukrotnie), Rakowa i Lecha, a za dwa tygodnie jedzie do Poznania. Jeśli Kolejorz nie zacznie zamieniać „jakości” na gole, to scenariusz z Gliwic może się powtórzyć szybciej, niż w wielopolskim klubie ktokolwiek by chciał.

SPRAWDŹ TAKŻE
Więcej
    REKLAMA
    144,190FaniLubię

    MOŻE ZACIEKAWI CIĘ