Watford – czy nieregularność zapewni im utrzymanie?

W siedmiu z 12 meczów tego sezonu Premier League nie zdobyli bramki, równie słabo pod tym względem wypada jedynie Norwich. Mimo to, mają już na koncie 16 goli, częściej do siatki trafiało jedynie 6 zespołów. Watford to jedna z największych zagadek trwającej kampanii. Zdarzają im się mecze, w których nie wychodzi im kompletnie nic. Nie kreują sytuacji, nie strzelają bramek i wyglądają jak główny kandydat do spadku. Jednak, jeżeli złapią rytm, wtedy są naprawdę groźni. W czterech meczach w obecnym sezonie strzelili przynajmniej trzy gole. Jeżeli zespół z Vicarage Road ma dobry dzień, wtedy naprawdę ciężko ich zatrzymać. A po każdym zwycięstwie kibice znów nabierają nadziei, że w tym roku uda się utrzymać.

Watford gra bez kompromisów

W strzelaniu bramek Watford jest w tym sezonie bezkompromisowy. Albo nie trafiają do siatki ani razu albo wbijają przeciwnikom co najmniej trzy gole. Wyjątkiem potwierdzającym regułę był mecz z Newcastle zremisowany 1:1. Tak absurdalne wyniki można tłumaczyć po prostu szczęściem czy pechem w danym meczu. Jednak w przypadku zespołu Claudio Ranierego coś podobnego nie ma miejsca. W każdym spotkaniu, w którym Szerszenie nie strzelały bramki ich wskaźnik xG (oczekiwanych goli) wynosił mniej niż 1. Podobnie było we wspomnianym spotkaniu z Newcastle. Z kolei w pozostałych starciach jedynie w pierwszej kolejce z Aston Villą xG było mniejsze niż 2 (1,35).

Wszystkie wygrane Watfordu – oprócz świetnej dyspozycji strzeleckiej – mają jeszcze jeden wspólny mianownik. Szerszenie po prostu mogły wykorzystać swoją najgroźniejszą broń – grę z kontry. Gdy podopieczni Ranierego są w odpowiedniej dyspozycji i zostawi im się sporo wolnej przestrzeni, potrafią to wykorzystać bez żadnych skrupułów. W pierwszej kolejce zaskoczyli tak Aston Villę. Ograli w ten sposób również Norwich, które od powrotu do elity ma ogromne problemy z organizacją po stracie piłki. Evertonowi, który po stracie bramki na 2:2 za bardzo się otworzył, kolejne trzy gole wbili po 13 minutach. Natomiast z mającym sporo kłopotów z grą defensywną Manchesterem United od początku narzucili swój styl gry i na przerwę schodzili z dwoma golami w dorobku (choć mogło być nawet więcej, gdyż karnego nie wykorzystał Ismaila Sarr).

Piłkarze tacy jak Emmanuel Dennis, Joshua King, Ismaila Sarr czy wchodzący zazwyczaj z ławki rezerwowych Joao Pedro już niejednokrotnie pokazali, że bardzo dobrze czują się w grze z kontry. Gdy mają sporo miejsca i mogą się rozpędzić, wtedy są naprawdę groźni, a obrońcy często nie dają im rady. W ofensywie zespołu z Vicarage Road drzemie naprawdę spory potencjał, ale jak dotąd udaje się go obudzić jedynie w niektórych meczach.

Watford częściej pokazuje to drugie oblicze

Jednak – na nieszczęście dla fanów – Szerszenie w obecnych rozgrywkach częściej pokazują tę drugą twarz. W ośmiu z 12 meczów tego sezonu ofensywa Watfordu wyglądała bardzo słabo. Zespół Ranierego, a wcześniej Xisco, ma spore problemy w kreowaniu sytuacji w ataku pozycyjnym. W trwającym sezonie tylko raz potrafił urwać punkty z pozycji przegrywającego – przeciwko Evertonowi. Ponadto w meczach, w których, nawet pomimo prowadzenia, to rywal dominował (Liverpool, Brighton) bądź długo utrzymywał się bezbramkowy remis (z Arsenalem) i to Szerszenie mogły grać z kontry, często nie potrafiły tego wykorzystać. Po odebraniu piłki nie potrafili się przy niej dłużej utrzymać, a zawodnicy ofensywni często byli osamotnieni.

Oczywiście, ciężko wymagać, aby Watford w meczach z Liverpoolem czy Arsenalem strzelał zawsze po trzy gole. Jednak, w bezpośrednich rywalizacjach z drużynami potencjalnie walczącymi o utrzymanie na koniec sezonu, Szerszenie również nie radzą sobie najlepiej. W czterech takich spotkaniach (Norwich, Newcastle, Leeds, Southampton) uzbierali tylko cztery punkty. We wszystkich tych starciach – nie licząc meczu z Norwich – byli po prostu o wiele słabsi od przeciwnika.

Dwóch różnych trenerów, ta sama drużyna

Mimo wszystko, na każde dwa słabe mecze przypada jeden taki jak z Manchesterem United. Pomimo, że po każdym kiepskim występie Szerszeni liczymy, ile przewagi zostało im nad strefą spadkową, to oni cały czas utrzymują się na powierzchni. I takimi starciami jak z Czerwonymi Diabłami pokazują, że mogą w tej elicie pozostać na przyszły sezon. Claudio Ranieri znakomicie przygotował swój zespół na to spotkanie. Watford nie przestraszył się mocniejszego na papierze przeciwnika. Zamiast tego chciał wykorzystać ich kiepską formę i od początku narzucił swoje warunki gry, zakładając pressing już pod polem karnym rywala i nie dając czasu na spokojne rozgrywanie piłki. Tym meczem Ranieri udowodnił, że jest trenerem, który zna się na rzeczy, a jego doświadczenie może być kluczowe w walce o utrzymanie.

Niemniej jednak, porównując zespół Włocha z ekipą Xisco ciężko powiedzieć, aby pod wodzą Ranierego Watford zanotował wyraźny progres. Obecny menadżer obejmował drużynę mającą cztery punkty przewagi nad strefą spadkową, tyle samo co obecnie. Xisco w siedmiu meczach uzbierał siedem punktów, Ranieri w pięciu spotkaniach sześć oczek. Wyniki są więc bardzo podobne, a regularności jak nie było, tak dalej nie ma. Oczywiście, pracę Ranierego na Vicarage Road będziemy mogli ocenić dopiero po sezonie (o ile w ogóle dotrwa, a nie jest to wcale takie oczywiste), jednak biorąc pod uwagę ten krótki okres wiele się nie zmieniło.

Nieregularność zapewni im utrzymanie?

Zarówno za kadencji Xisco, jak i Ranierego Szerszenie grają bardzo nieregularnie. Brakuje im stabilizacji i pozytywnej przewidywalności. Watford gra tak, jak jest zarządzany – chaotycznie, a kibice nigdy nie wiedzą, co przyniesie przyszłość. To, co dzieje się w gabinecie prezesa, przeniosło się również na boisko. Jednak, właśnie taka nieregularność może okazać się atutem w walce o utrzymanie. Pomimo, że więcej spotkań w trwającej kampanii przegrało jedynie Norwich, to drużyna z Vicarage Road wciąż pozostaje nad strefą spadkową. Szerszenie po prostu wygrywają mecze, w których są lepsze od przeciwnika. Takie, które powinny wygrać. W walce o utrzymanie umiejętność zwyciężania często okazuje się kluczowa. Jednak, aby nie drżeć o nie do samego końca, Ranieri musi sprawić, aby jego zespół częściej choć w połowie grał tak dobrze jak w sobotę.

REKLAMA
PODOBNE
REKLAMA
101,854FaniLubię
10,659ObserwującyObserwuj
576ObserwującyObserwuj

MOŻE ZACIEKAWI CIĘ