Co to było za pasjonujące starcie! Choć Cracovia dwukrotnie wychodziła na prowadzenie, a na 8. minut do ostatniego gwizdka sędziego wygrywała 3:1, to Motor Lublin zdołał jej wyszarpać punkt, strzelając dwie bramki. Zawodnicy trenera Mateusza Stolarskiego wrócili z dalekiej podróży, a ich rywale zbyt szybko dopisali sobie zwycięstwo do bilansu.
Był to kolejny w trwającej serii gier mecz o wysokiej stawce. Cracovia znajdowała się na musiku w obliczu kruchej, dwupunktowej przewagi nad strefą spadkową. Z kolei Lublinianie mogli na swoją sytuację narzekać trochę mniej, natomiast jeśli w kolejnej kolejce chcieli grać o „pietruszkę”, to musieli przynajmniej zremisować. To udało się im w dramatycznych okolicznościach.
Motor początkowo jakby nieobecny
Trema udzieliła się bardziej tym drugim, bo trudno inaczej określić ich stan w obliczu tego, co prezentowali w pierwszych minutach rywalizacji. Poza szansą Karola Czubaka gospodarze spisywali się mizernie. Grali ślamazarnie, a także brakowało im płynności oraz dokładności. W taki sposób zblokowani nie byli Krakowianie. W poczynaniach przyjezdnych widzieliśmy sporo werwy i pozytywnego zacięcia. Dzięki dobrej organizacji skutecznie powstrzymywali oni Motorowców, a także sprawnie przenosili się do strefy ataku. W rezultacie Mateusz Klich strzelił swojego pierwszego gola od powrotu do Cracovii. Jakże ślicznego gola.
Zawodnicy trenera Mateusza Stolarskiego przebudzać zaczęli się od 25. minuty. Zagrania za linię obrony gości oraz kontrataki przyniosły okazje dla Jacquesa Ndiaye’a i Pawła Stolarskiego. Wyrównanie przyszło jednak po rzucie rożnym. Po dobrej centrze Bartosza Wolskiego piłkę lekko musnął Karol Czubak. To wystarczyło, aby skierował ją do bramki Mateusza Madejskiego.
Rywalizacja rozkręciła się. Do przerwy obie strony miały jeszcze po jednej dogodnej sytuacji. Najpierw przekombinował Bradly Van Hoeven, a chwilę później uderzenie Mauro Perkovicia zatrzymał Gabriel Tratnik.
Cracovia kontratakuje, Motor też
Po przerwie tempo nie opadło. Choć piłkarze Motoru częściej utrzymywali się przy piłce, to Cracovia nieźle prezentowała się w aspekcie faz przejściowych. Jedni i drudzy potrafili z kolei właściwie zachowywać się bez piłki, co skutkowało małą liczbą strzałów. Od 60. minuty rozszczelniać zaczęli się gospodarze, z czego skorzystała drużyna trenera Bartosza Grzelaka. Centra Karola Knapa, zgranie Gabriela Charpentiera, a potem wykończenie Amira Al-Ammariego i przyjezdni znów objęli prowadzenie.
Żółto-biało-niebiescy nie mogli znaleźć sposobu na odpowiednie ustawianie się przeciwnika, gdy ten bronił nisko. Dużo było nabijania posiadania piłki, ale mało efektów. Każdy z zawodników małopolskiego zespołu angażował się w zabezpieczanie przestrzeni w polu karnym oraz przed nim. Nie umożliwiali już lubelskiej ekipie na zagrania za linię obrony, po których w pierwszej części meczu spotykało ich największe zagrożenie.
W końcówce doczekaliśmy się jeszcze pasjonującej wymiany ciosów. Najpierw Charpentier dołożył do asysty trafienie. Nieudane odkopnięcie piłki Herve’a Matthysa przejął Ajdin Hasić. Futbolówka mocno odskoczyła Bośniakowi, ale skorzystać mógł z tego właśnie Amerykanin. Druga strona odpowiedziała golem kontaktowym na dwie minuty przed końcem regulaminowego czasu gry. Centrę Filipa Wójcika sięgnął Czubak, który znów pokonał bramkarza po strzale głową.
Koniec starcia? Nic z tych rzeczy. Rzutem na taśmę Motor zdołał wyrównać. Kolejne dośrodkowanie, tym razem na głowę Kacpra Karaska, pozwolił zespołowi wyszarpać jeden, dający upragnione utrzymanie w Ekstraklasie, punkt.

