Letnie wzmocnienia polskich drużyn – z dużej chmury… brak deszczu

Gdy kończył się sezon ligowy 2021/22, mieliśmy spore nadzieje związane z polskimi klubami. Wydawało się, że latem będziemy świadkami wielu interesujących transferów, które pomogą zapewnić polskim drużynom miejsce minimum w fazie grupowej Ligi Konferencji. Dziś wiemy już, że przebrnięcie kwalifikacji tego najmniej prestiżowego z europejskich pucharów okazało się zbyt trudne dla dwóch z czterech rodzimych reprezentantów. Czy w takim razie możemy uznać, że zrobiono wszystko, by zminimalizować ryzyko porażek? Jak rozegrano okienko transferowe w naszych topowych drużynach?

Lechia Gdańsk

Bądźmy uczciwi, dwumecz z Rapidem Wiedeń „zabiły” dwa szybkie ciosy w spotkaniu rewanżowym. Przy większej koncentracji, być może to ekipa Tomasza Kaczmarka mogłaby cieszyć się z awansu do kolejnej rundy. Gdybanie nic jednak nie zmieni, a świadomość, że Lechia nie odstawała od Austriaków, jest marnym pocieszeniem. Może sytuacja wyglądałaby lepiej, gdyby latem odpowiednio wzmocniono zespół? Zerkamy w grono sprowadzonych graczy i widzimy cztery nazwiska. Brzęk oraz Okoniewski przesunięci z rezerw, Piła z Chrobrego Głógów oraz Zjawiński z Sandecji Nowy Sącz. Wzmocnienia? Raczej uzupełnienia, bowiem tylko Piła załapał się do meczowej osiemnastki z Austriakami.

REKLAMA
źródło: twitter/PawelPaczul

Lechia nie dokonała nawet jednego transferu „pod europejskie puchary”. Długo czekano na rozstrzygnięcia związane ze zmianą właściciela (czyt. czekano na kogoś, kto wpakuje solidny pieniądz w drużynę). Potem kończył się okres przygotowawczy i zanim gdańszczanie przeprowadzili pierwszy znaczący transfer, przygoda z pucharami dobiegła końca. Bardzo dziwna polityka, tym bardziej że przez ostatnie tygodnie klub łączono z kilkoma ciekawymi nazwiskami, ale konkretów było jak na lekarstwo. Trudno oceniać wzmocnienia, skoro takowych nie było.

Lech Poznań

źródło: twitter/VIPMaxwell

Nie chcemy popadać w sinusoidy wynikowe, gdzie raz jest dobrze, a raz źle. Będziemy chcieli przeznaczyć spore środki finansowe i wzmocnić zespół.

Powyższe słowa padły z ust Piotra Rutkowskiego w programie „Ekstraklasa po godzinach” (Canal +) mniej więcej w połowie maja. Życie szybko zweryfikowała deklaracje. Lech do dziś ściągnął czterech zawodników, z czego trzech w formie wypożyczenia. Gra jedynie Artur Rudko, chociaż akurat do jego dyspozycji można mieć ogromne zastrzeżenia. Sousa oraz Tsitaishvili mają potencjał, ale w momencie gdy Kolejorz potrzebował jakości, nie byli gotowi do gry. Zaryzykuję stwierdzeniem, że Lech Poznań, zaczynając walkę o Champions League, miał gorszy personalnie skład niż kończąc sezon ligowy. Mam nieodparte przeczucie, że działacze chcieli spokojnie poczekać na dalszy rozwój wypadków, nie spodziewając się, że zespół tak szybko straci szansę na Ligę Mistrzów. Pytanie — dlaczego deklarowano spore wydatki, a potem angażowano się w wypożyczenia, pozostaje bez odpowiedzi.

Pogoń Szczecin

Nie będziemy kopać leżącego, bowiem porażka 0:4 z Brondby była efektem „odkrycia się” i próby podjęcia ryzyka przy niekorzystnym wyniku. Spoglądamy jednak na skład zespołu i okazuje się, że podstawowy skład opiera się w pełni na graczach, którzy już wcześniej reprezentowali Pogoń. Leo Borges nadal czeka na debiut, Pontus Almqvist uzbierał 115 minut — ale jego udział w grze Portowców był dotychczas niezbyt produktywny. Wydaje się, że w Szczecinie byli zadowoleni ze swojego dotychczasowego składu i postanowili nie szukać transferów „za wszelką cenę”. Jednocześnie, słyszeliśmy od wielu miesięcy, że Pogoń szuka napastnika, tymczasem Almqvist był kompletnie nieprzydatny w europejskich pucharach. Letnie okienko transferowe można było rozegrać lepiej, chociaż działacze mogliby się oczywiście bronić, że wierzyli w posiadanych wcześniej graczy i nie chcieli drastycznych zmian.

Raków Częstochowa

Stratos Svarnas dostał szansę w rewanżowym spotkaniu z Astaną i wyglądał bardzo solidnie. Swoje minuty zbiera także Fabian Piasecki, chociaż póki co nic specjalnego nie zaprezentował. Czy Raków jest mocniejszy niż pod koniec sezonu 2021/22? Ma bardzo podobny skład personalny. Przewagą Marka Papszuna jest fakt, że już wcześniej udało mu się zbudować nie tylko mocną jedenastkę, ale solidną kadrę. Przykładowo — gdy Ivi Lopez dostał szansę odpoczynku w drugim meczu z Kazachami, bardzo dobrze w roli zastępcy poradził sobie Vladyslav Kochergin. Wspomniany Papszun po starciu z Astaną sugerował, że ma nadzieję na jeszcze trzy wzmocnienia w tym okienku. Broniłbym jednak „braku pośpiechu” ze wzmocnieniami, bowiem Raków ma prawdopodobnie najszerszą kadrę spośród wszystkich polskich klubów i systematycznie ją wzmacnia. Co równie ważne — ostatnio przedłużył kontrakty z kilkoma ważnymi graczami. Zwróćmy też uwagę, że obecna kadra w sporym stopniu opiera się na zawodnikach, którzy już przed rokiem walczyli w europejskich pucharach.

Szeroka kadra – marzenie, które dla wielu jest niedostępne

Od wielu lat trenerzy powtarzają, że potrzebują dwóch równorzędnych jedenastek, by rotować graczami mając przed sobą występy w lidze oraz europejskich pucharach. Wydawało się, że konieczność bojów w Europie skusi kluby do większych inwestycji. Tak się jednak nie stało. Miało być odważnie i konkretnie, tymczasem okazało się, że rodzime kluby nie mają na tyle szerokiego składu, by grać co 3-4 dni i średnio działają, by poprawić tę sytuację. Dla porównania — Rapid Wiedeń oraz Brondby latem wydały na wzmocnienia dokładnie po 2.2 miliona euro. Takiego wydatku nie ponieśli wszyscy nasi pucharowicze razem wzięci.

SPRAWDŹ TAKŻE
Więcej
    REKLAMA
    108,220FaniLubię

    MOŻE ZACIEKAWI CIĘ