Lechia straciła wygraną z Piastem w końcówce

Lechia Gdańsk i Piast Gliwice podzieliły się punktami. W meczu pomiędzy tymi zespołami padł remis 1:1. Mimo że Gdańszczanie grali przez większość spotkania w przewadze jednego zawodnika i objęli prowadzenie, to w końcówce wypuścili je z rąk. Jedno oczko zespołowi trenera Daniela Myśliwca zagwarantował z rzutu karnego Patryk Dziczek.

Mecz układał się jak typowe poniedziałkowe starcie, które jest trochę wypchnięte poza czas najbardziej sprzyjający oglądaniu go. Brakowało widowiskowości, za to pachniało koneserstwem. W środku pola od początku trwała walka o dominację. Obserwowaliśmy sporo bezpośredniej gry, ale nie skutkowała ona w ciekawe rezultaty, bo defensorzy zachowywali się właściwie. I jedni, i drudzy dobrze się organizowali, przez co niełatwo dawali się zaskoczyć.

REKLAMA

Wkrótce jednak doszło do zwrotu akcji.

Czerwona kartka dla Piasta nadała dramaturgii

Ema Twumasi pokazał, co się dzieje, gdy ambicja góruje nad odpowiednią kalkulacją. Defensor brzydko przystemplował stopę Ivana Zhelizki. Tak brzydko, że na powtórce nieprzyjemnie patrzyło się na podkręcony staw skokowy Ukraińca. Temu na szczęście nic się nie stało, ale Twumasi otrzymał kartkę. Najpierw żółtą, ale po interwencji VAR-u sędzia zmienił decyzję i wyrzucił go z boiska.

Oczywistym jest, że gra w dziesięciu to nie jest łatwa rzecz, więc sytuacja Gliwiczan automatycznie się pogorszyła. Ich rywale dostali dość silny, mogący napędzić podmuch w żagle. Faktycznie, niedługo później Aleksandar Ćirković przetestował czujność Dominika Holca.

Ale na tym się skończyło. Przyjezdny zespół radził sobie w osłabieniu. Ustawiał się tak, że gospodarze nie mogli znaleźć przestrzeni w formacji, którą chcieli sforsować. Piastunki prezentowały wysoki poziom przygotowania fizycznego. Za tym w parze szła odpowiedzialność. Najważniejsze bronie Lechii, Tomáš Bobček oraz Camilo Mena, były skrupulatnie kryte. W ataku Piast też regularnie dawał sygnały ostrzegawcze. Serce mogło zabić mocniej, kiedy z dystansu niecelnie strzelił Jakub Lewicki, ale prawdziwych palpitacji przysporzył Jorge Felix. Hiszpan odnalazł się na dogodnej pozycji i tylko sam wie, jakim cudem chybił.

Lechia przycisnęła po przerwie, ale to nie wystarczyło

Podopieczni Johna Carvera potrzebowali przerwy na reorganizację, aby odnaleźć się w korzystnych, ale nowych warunkach. Po niej pod bramką gości robiło się coraz goręcej. Świetną szansę miał Mena, ale po podaniu Ćirkovicia, zgranym przez Mateja Rodina, nie zdołał ani przyjąć piłki, ani jej uderzyć. Chwilę później Holec musiał bronić główkę Bobčka. Z tym strzałem sobie poradził, ale z petardą Zhelizki już nie miał szans. Pomocnik klatką piersiową zgasił wybicie Juande Rivasa i uderzył tak, jak to ma w zwyczaju – piekielnie mocno oraz precyzyjnie.

Po objęciu prowadzenia Gdańszczanie wyhamowali, ale nadal kontrolowali spotkanie. Nie mieli większych problemów z zatrzymywaniem podrygów przyjezdnych. Piastunki były śmiałe w swoich próbach, lecz nie potrafili wypracować sobie czystej pozycji do zagrożenia Alexowi Paulsenowi.

Jednak za niezamknięcie rywalizacji drugim golem Lechia zapłaciła najwyższą cenę. Po jednym z wrzutów z autu Jakub Czerwiński ucierpiał w polu karnym podczas pojedynku z Rodinem. Środkowy obrońca potraktował go z łokcia. Sędzia ponownie został wezwany przed monitor i odgwizdał rzut karny. Do jedenastki podszedł Patryk Dziczek, który się nie pomylił.

Lechia Gdańsk – Piast Gliwice 1:1 (Zhelizko 63′ Dziczek 85′)

SPRAWDŹ TAKŻE
Więcej
    REKLAMA
    146,245FaniLubię

    MOŻE ZACIEKAWI CIĘ