Jeszcze inny Manchester City? 5 wniosków po 1. kolejce Premier League

Wróciła Premier League! W 1. kolejce nowego sezonu niektóre przewidywania ekspertów się potwierdziły, a inne – wprost przeciwnie. Nie przedłużając – zapraszamy Was do przeczytania podsumowania kolejki, w którym omawiamy 5 wybranych tematów.

Pep Guardiola znowu wszystkich zaskoczy

Manchester City w końcówce poprzedniego sezonu był bestią, której nie potrafił nikt zatrzymać. Gdy wszedł na najwyższe obroty, zdystansował Arsenal w wyścigu o mistrzostwo Anglii, zdobył Puchar Anglii i Ligę Mistrzów. Nowy system Pepa Guardioli, który w skrócie możemy opisać jako 3-2-2-3 ze Stonesem wchodzącym do drugiej linii spisywał się wybornie. Pep Guardiola nie byłby jednak sobą, gdyby znowu nas nie zaskoczył. Wraz z nowym sezonem jego zespół pokazał nieco inną twarz niż tą, którą oglądaliśmy w drodze po potrójną koronę.

REKLAMA

Ich piątkowi rywale, Burnley nie bali się wysoko pressować, więc podopieczni Pepa Guardioli położyli większy nacisk na wertykalną grę. Ederson często bezpośrednio transportował piłkę do Erlinga Haalanda, a wielu ofensywnych zawodników często wykonywało ruchy za linię obrony oczekując podań na wolne pole. Warto dodać także, że Obywatele płynnie wymieniali się pozycjami. Rodriemu zdarzało się cofać do linii defensywy tworząc trójkę obrońców, boczni defensorzy czasem zapewniali szerokość, a czasem grali bliżej środka lub zabezpieczali tyły. Bernardo Silva – jak to on – był wszędzie. Pep Guardiola wie, że jego zespół nie może spocząc na laurach, a stale ewoluować, aby nie zostać łatwo rozszyfrowanym przez konkurencję i już w pierwszym spotkaniu nowego sezonu wysyła nam sygnał, że znowu zrobi coś, czego nikt się nie spodziewa.

Manchester City 3:0 Burnley

Brak Alexisa Mac Allistera i Moisesa Caicedo to nie problem

Przed startem nowego sezonu można było zastanawiać się jak odejścia dwóch kluczowych środkowych pomocników – Mac Allisera i Caicedo (ten drugi oficjalnie jest jeszcze w klubie, ale jego sprzedaż to kwestia czasu) wpłynie na Mewy. Spotkanie 1. kolejki Premier League z Luton znowu potwierdziło tezę, że dla Brighton nie ma ludzi niezastąpionych. Mewy wygrały z beniaminkiem na własnym stadionie 4:1, oddały 27 strzałów, a ich współczynnik goli oczekiwanych (xG) wyniósł prawie 4. To był kolejny koncert ofensywny zespołu Roberto De Zerbiego.

W środku pola bardzo udany debiut zaliczył Mahmoud Dahoud. Niemiec pokazał dobry przegląd pola i szybkość w podejmowaniu decyzji, co jest ważne na tej pozycji przy stylu gry Brighton. Szczególną moc miała lewa strona Brighton z Kaoru Mitomą i Pervisem Estupinanem w rolach głównych oraz często wspomagającym ich debiutantem Joao Pedro. Współpraca pomiędzy tą trójką wyglądała bardzo obiecująco. Oczywiście, warto poczekać na trudniejsze sprawdziany, ponieważ Luton nie było wymagającym rywalem, aczkolwiek po pierwszym meczu sezonu powinniśmy zakładać, że Brighton ciągle będzie jednym z najlepiej atakujących zespołów w Premier League.

Nie na taką Aston Villę czekaliśmy

Zespół Unaia Emery’ego w oczach wielu ekspertów typowanych był na czarnego konia nadchodzącego sezonu. Drużynę, która ponownie namiesza w rejonach walki o europejskie puchary. The Villans nie stracili żadnych ważnych zawodników, a zespół zasilili trzej piłkarze łączeni także z większymi klubami – Youri Tielemans, Pau Torres i Moussa Diaby. W pierwszym meczu sezonu, przeciwko Newcastle zobaczyliśmy jednak zespół, który zupełnie nie przypominał dobrze zorganizowanej ekipy z poprzedniego sezonu. Pod wodzą Unaia Emery’ego The Villans wyróżniali się grą wysoko ustawioną linią obrony, dzięki czemu bardzo często łapali rywali na spalonym. Taki sposób bronienia jest ryzykowny, ale dotychczas przynosił im korzyści.

W meczu z Newcastle było zupełnie odwrotnie. Wysoko ustawiona linia obrony była gwoździem do trumny na St. James’ Park. Gospodarze od początku spotkania chcieli wykorzystywać przestrzeń pomiędzy obrońcami rywala, a bramkarzem. Wraz z upływającem czasem przychodziło im to z coraz większą łatwością. Dla Aston Villi dużym ciosem była kontuzja Tyrone’a Mingsa. Pau Torres, który go zastąpił nie popisał się w tym spotkaniu. Trzeba jednak zaznaczyć, że obrona często była pozostawiona sama sobie, ponieważ Newcastle zdominowało fizycznie środek pola. Unai Emery będzie miał nad czym myśleć przed następnym meczem.

Newcastle 5:1 Aston Villa

Nie skreślajmy Chelsea z walki o TOP 4 Premier League

11. miejsce w poprzednim sezonie, po którym w klubie przeszła ogromna rewolucja. Patrząc przez ten pryzmat nic dziwnego, że wiele osób szanse The Blues na pierwszą czwórkę wyceniało na bliskie zeru. Mecz 1. kolejki ligowej z Liverpoolem pokazał jednak, ze w tej drużynie drzemie duży potencjał, a Mauricio Pochettino wie co robi i w takich okolicznościach musimy na poważnie brać Chelsea w walce o TOP 4. Po ciężkim wejściu w mecz Chelsea przejęła kontrole nad wydarzeniami boiskowymi. To oni byli zdecydowanie blizej zwycięstwa niż Liverpool.

REKLAMA

Nowy trener The Blues zastosował ciekawe taktyczne rozegranie. W fazie defensywy zespół bronił w systemie z czwórką obrońców – Levi Colwill stawał się lewym obrońcą (aby ograniczyć możliwości Salaha), a Ben Chilwell lewym pomocnikiem – natomiast w posiadaniu piłki było to ustawienie 3-4-3. Bardzo dobrze wyglądała współpraca Reece’a Jamesa z Raheemem Sterlingiem na prawej stronie, a także druga linia. Enzo Fernandez był fantastyczny – niemal w pojedynkę przejął kontrolę nad środkiem pola, dyktował tempo, zmieniał ciężar gry i był niesamowice dokładny w swoich zagraniach. Conor Gallagher natomiast wyróżniał się ogromną pracą w defensywie. Do zamknięcia okienka transferowego zostało jeszcze trochę czasu, więc możemy spodziewać się, że pewne braki zostaną uzupełnione. Wówczas Chelsea śmiało będzie mogła mierzyć w TOP 4.

Chelsea 1:1 Liverpool

Po odejściu Rubena Nevesa istnieje życie w środku pola Wolves

Szukając drużyny, która w 1. kolejce Premier League zrobiła największe zaskoczenie na plus nasz wzrok kieruje się na Wolverhampton. Kiedy kilka dni przed startem sezonu klub rozstał się z Julenem Lopeteguim, który otwarcie domagał się wzmocnień wszyscy zgodnie przewidywaliśmy, że to będzie bardzo trudny sezon dla Wolves. W wielu przewidywaniach widzieliśmy Wilki typowane do spadku. Na rozpoczęcie sezonu Wilki wprawdzie przegrały na Old Trafford, ale jeśli któryś zespół mamy chwalić po wczorajszym spotkaniu to powinno to właśnie być Wolverhampton. Zespół Gary’ego O’Neila zaprezentował się naprawdę dobrze i może mówić o pechu, że wrócili do domu z niczym. W grze szwankował tak naprawdę tylko jeden element – skuteczność. Bolączka, z którą Wilki zmagają się od bardzo długiego czasu.

W meczu z Manchesterem United dobrze funkcjonował środek pola. Wygląda na to, że po odejściu Rubena Nevesa będzie istniało życie w tej strefie. Druga linia złożona z Mario Leminy, Joao Gomesa oraz Matheusa Nunesa bardzo dobrze funkcjonowała w destrukcji. Grała na dużej intensywności, dobrze odbudowywała ustawienie i była trudna do przełamania, a po odbiorze piłki napędzała kontrataki. Po odejściu Rubena Nevesa środek pola może mieć mniej atutów w fazie posiadania piłki, we fragmentach, w których będzie trzeba prowadzić grę, jednak zespół Gary’ego O’Neila może być jeszcze mocniejszy w fazach przejściowych.

Co jeszcze wydarzyło się w 1. kolejce Premier League?

  • Beniaminkowie zderzyli się ze ścianą i cała trójka na inaugurację ligi musiała uznać wyższość rywali. Burnley przegrało 0:3 z Manchesterem City, Luton 1:4 z Brighton, a Sheffield United – 0:1 z Crystal Palace.
  • W meczu z Chelsea (1:1) potwierdziły się problemy Liverpoolu. Mimo dobrego startu w drugiej połowie The Reds zostali zdominowani. Spotkanie przypomniało włodarzom z Anfield, że potrzebne są wzmocnienia środka pola.
  • Od zwycięstwa sezon rozpoczął Arsenal (2:1 z Nottingham Forest). Kanonierzy do kontaktowej bramki rywali w pełni dominowali na Emirates Stadium, ale nie przekładało się to na wiele dogodnych sytuacji strzeleckich.
  • Ange Postecoglou rozpoczął pracę w Tottenhamie od remisu z Brentford (2:2). W pierwszym meczu nowego trenera było już jednak widać jak ma grać zespół – ofensywnie, pressingiem, utrzymując futbolówkę w posiadaniu.
  • Na koniec polski kącik i tu nie mamy dobrych informacji. Między słupkami West Hamu w meczu z Bournemouth (1:1) stanął Alphonse Areola spychając Łukasza Fabiańskiego na ławkę rezerwowych.

***

Po więcej informacji o Premier League zapraszamy na grupę Kick & Rush – wszystko o lidze angielskiej

SPRAWDŹ TAKŻE
Więcej
    REKLAMA
    108,010FaniLubię

    MOŻE ZACIEKAWI CIĘ