Kiedy zmagania Formuły 1 trafiają na tor Silverstone to wszyscy związani z królową motorsportu wiedzą doskonale, że będziemy mogli oglądać kawał dobrego ścigania. Rekord frekwencji przez cały weekend, sprint, ciekawe kwalifikacje aż w końcu niecodzienne wydarzenia podczas wyścigu. Działo się w Wielkiej Brytanii i czas to podsumować.
Ferrari rzuca wyzwanie Mercedesowi?
Kierowcy Ferrari mogli spokojnie z Silverstone wywieźć dublet. Oczywiście włoska stajnia jak to w jej przypadku musiała się popisać „genialną” strategią i niepotrzebnie ściągać Lewisa Hamiltona do boksów w końcówce wyścigu. Jednak nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło. Antonelli nie zdobył żadnego punktu, a Russell dojechał drugi. Leclerc się przełamał, a Hamilton dalej pokazuje w jak kapitalnej formie znajduje się w obecnym sezonie.
Ferrari traci 78 punktów do Mercedesa, co nie jest wcale dużą stratą. Trzeba wziąć pod uwagę to, że Mercedesy są dość awaryjne w tym sezonie oraz to, że w Ferrari stali się bardziej stabilni. Oczywiście dalej ich strategie kuleją, lecz obecnie tylko oni są w stanie rzucić wyzwanie zawodnikom Toto Wolffa. To na ten moment druga siła w całej stawce, która na pewno ma apetyt na jeszcze więcej. Z kronikarskiego obowiązku trzeba oddać, że zwycięstwo Leclerca w Silverstone było 250. wygranym wyścigiem Ferrari w F1.
Tak wściekłego Maxa chyba jeszcze nigdy nie było
Max Verstappen drugi weekend z rzędu kończy w bandach. Powodem jest niepełne domknięcie tylnego skrzydła – oba w szybkich zakrętach. Za dwa tygodnie GP Belgii, gdzie takich zakrętów jest kilka. Jak w Red Bullu nie będą pewni tego, że taka usterka się nie powtórzy to mogą być zmuszeni do powrotu do starego skrzydła.
Jednak Holender w wywiadzie powyścigowym dał się ewidentnie ponieść emocjom. Jeszcze chyba nigdy nie był tak wściekły na zespół i to co się działo z jego bolidem podczas jazdy. Ewidentnie widać, że w jego przypadku formuła się wypala i chce jak najszybszych zmian w swoim aucie. Chce pokazać zespołowi, że jak ich nie dostanie to może w przyszłym sezonie znaleźć się w innym zespole. Jego złość chyba przybliża go skorzystania z klauzuli odejścia.
Zgodnie z pojawiającymi się informacjami Verstappen może odejść po tym sezonie z Red Bulla, jeśli nie będzie go w TOP2 klasyfikacji w danym momencie sezonu. Media różnią się o terminie czy jest to koniec czerwca czy koniec lipca. Teraz to bez znaczenia, bo w TOP2 na pewno nie będzie. Czas oczywiście wszystko zweryfikuje, lecz na pewno w głowie Maxa tląca się myśl o odejściu po sezonie nigdy nie była tak bliska realizacji jak obecnie. Warto też dodać, że po wyścigu odbyły się rozmowy z zespołem Maxa oraz Red Bullem.
Bortoleto liderem Audi
Audi osiągnęło swój najlepszy wynik na torze Silverstone. Gabriel Bortoleto dojechał do mety na ósmym miejscu, co pozwoliło zespołowi zainkasować cztery punkty. Nico Hulkenberg znowu był zmuszony wycofać swój samochód z powodu awarii. Niemiec wciąż czeka na swoje pierwsze punkty w tym sezonie. Oczywiście 38-latek ma sporego pecha ze wspomnianymi chociażby licznymi awariami. Jednak nie zmienia to faktu, że nie jest w stanie jak na razie niczego dowieść.
Gabriel Bortoleto ma co prawda skromne sześć punktów, lecz to zawsze coś. Na ten moment chyba można zaryzykować tezę, że to właśnie Brazylijczyk jest liderem Audi i jak trzeba dowieść cenne punkty to jest to w stanie zrobić. Czas się obudzić panie Hulkenberg. Jak tak dalej pójdzie to ponownie zabraknie Niemca w stawce, a tego chyba nie każdy chce.
Alonso już naprawdę może dać sobie spokój
Aż żal trochę ponownie pastwić się nad Fernando Alonso i całym Astonem Martinem, lecz obiecuję, że będzie to ostatni raz… chyba, że nagle coś się zmieni? Wątpię i to bardzo. Hiszpan jak i cały zespół na takie żarty i pogardliwe teksty jak najbardziej po prostu zasłużyli. Zespół wygląda fatalnie i swoją konstrukcją oraz tempem przypomina Williamsa z 2019 roku. Cadilac przy nich wygląda jak doświadczony zespół, który przynajmniej wie do czego chce dążyć.
Alonso już na okrążeniu formującym miał problemy i do wyścigu musiał startować z alei serwisowej. Do mety kierowcy Astona Martina oczywiście dojechali na dwóch ostatnich miejscach. Po 44-latku ewidentnie widać, że jest już tym wszystkim zmęczony i zaczyna coraz częściej wysyłać sygnały, że to będzie jego ostatni sezon w Formule 1. Co weekend żegna się jakoś inaczej z fanami, a sytuacja zespołu sprawia, że nawet nie chce myśleć o kolejnym. Chyba, że w innym zespole tylko jakim? Może jedynie Alpine. No nic… przynajmniej Hiszpan miał masę radości na paradzie kierowców i chociaż taki wyścig wygrał. Szkoda tylko, że bolidy były złożone z klocków LEGO.

