AC Milan – dlaczego obecny sezon może mieć słodko-gorzki smak?

AC Milian, a więc aktualny mistrz Włoch, stanął przed bardzo trudnym zadaniem na początku tego sezonu. Zdobywcy scudetto musieli pokazać, że mistrzostwo które zdobyli w zeszłym sezonie nie wzięło się z przypadku. Celem numer jeden było potwierdzenie swojej wartości na krajowym podwórku, a misją poboczną przywrócenie tradycji gry w fazie pucharowej Champions League. O ile zadanie numer dwa zostało wykonane bardzo dobrze, bo „Rossoneri” dotarli do pierwszego ćwierćfinału od jedenastu lat, to rozgrywki ligowe wymykają się nieubłaganie spod kontroli.

Obrony mistrzostwa Włoch nie będzie, może też nie być ligowego podium, a nawet miejsca dającego przepustkę do udziału w kolejnej edycji wspomnianej Ligi Mistrzów. Z taką grą jaką ostatnio prezentuje drużyna Stefano Piolego wszystko wskazuje na to, że sezon 2022/2023 będzie miał słodko-gorzki smak. Co jest tego przyczyną? Stefano Pioli, zarząd, piłkarze, a może wszyscy po trochu są winni temu, co aktualnie dzieje się w Mediolanie? W poniższym tekście spróbujemy poszukać na ten temat odpowiedzi.

REKLAMA

Ćwierćfinał pocieszenia

Awans do 1/4 finału Champions League nie może przykrywać tego, jak przeciętny pod wieloma względami sezon rozgrywa drużyna Stefano Piolego. Z resztą sama gra w pucharach również nie powalała jak dotąd na kolana i ten awans do najlepszej ósemki niekoniecznie został wywalczony lepszą grą od swoich rywali. Łatwo nie było już na poziomie grupowym. Przede wszystkim przyszły dwie wstydliwe porażki z Chelsea. Włoska drużyna musiała uznać wyższość rywali z Anglii. Widać było przepaść jeśli chodzi o klasę zawodników i sposób prowadzenia meczów. Dwa pewne zwycięstwa Londyńczyków. Mimo to z grupy wyjść się udało i przyszła rywalizacja z Tottenhamem. Kolejny klub z Londynu na rozkładzie i po naprawdę apatycznej, bezbarwnej grze udało się „przepchnąć” ten dwumecz. Nie lubię tego słowa, ale tak to wyglądało.

Może „Rossoneri” byli lepsi, ale tylko dlatego, że gra „Kogutów” była niewiarygodnie słaba, wręcz beznadziejna. Skoro nie potrafili w meczu rewanżowym przez 90 minut oddać celnego strzału, to z taką grą nie ma co liczyć na awans do ćwierćfinału. Milan może bez dwóch zdań cieszyć się z tego awansu i traktować to jako niemałe osiągnięcie. Lecz nie jest to radość taka, jaką chociażby prezentuje dziecko, gdy dostanie na święta swoją wymarzoną zabawkę. To nie tylko kwestia stylu omawianego awansu, ale przede wszystkim spadek poziomu prezentowanego w Serie A.

Liderzy pilnie poszukiwani

Brak osoby, która weźmie na siebie odpowiedzialność w grze, przejmie kontrolę, pokieruje swoich kolegów i zrobi coś w pojedynkę, gdy innym nie idzie. Takiego człowieka brakuje Milanowi w obecnym sezonie. O ile w zeszłej kampanii takich osób nie brakowało, to aktualnie ewidentnie brakuje jednostek tego pokroju. Wcześniej byli to przede wszystkim Rafael Leao, Sandro Tonali, Fikayo Tomori, czy Mike Maignan. Jak łatwo zauważyć, każda z formacji – począwszy od bramki do ataku – miała swoich liderów. Obecnie żaden z tych zawodników, nie licząc francuskiego golkipera, prezentuje wyraźnie słabszy poziom piłkarski oraz mentalny. Najbardziej widać to po Portugalczyku Leao, który sprawia wrażenie człowieka, któremu się nie chce – więcej na ten temat będzie później.

Nie ma też w kadrze Milanu kreatorów. Wszystkie akcje wyglądają na bardzo stateczne i przewidywalne. Belg Charles De Ketelaere, który właśnie dlatego był ściągany, czyli aby poprawić kreatywność i dawać wiele w ofensywie – zawodzi po całej linii. Nie odnalazł się w realiach ligi i na ten moment nie zanosi się na to, żeby to miało się zmienić. Brahim Diaz pewnego poziomu nie przeskoczy, a sam Ismael Bennacer wiecznie żył w środku pola nie będzie, poza tym niekoniecznie do takich rzeczy jest stworzony. Większość akcji odbywa się wręcz na stojąco, bez wielkiej chęci „ugryzienia” przeciwnika. Patrzenie się na siebie nawzajem, który kolega z drużyny zrobi wręcz cokolwiek, przy równoczesnym graniu w piłka parzy. Z taką grą nie da się obronić mistrzostwa, a tym bardziej walczyć o wysokie cele.

Piłkarze, których poziom nie przystoi renomie klubu

Wielu piłkarzy już nie przeskoczy swojego poziomu. Bardzo to widać. Potrzeba zmian personalnych i bardziej przemyślanych transferów. Divock Origi takim z pewnością nie jest i takich piłkarzy jak na San Siro powinno unikać się jak ognia. Stefano Pioli z większości piłkarzy których ma, wyciągnął maksimum możliwości, o ile nawet nie 120%. Drużyna przeszła wspaniały okres pod wodzą Włocha, lecz czas na zmiany i niekoniecznie na ławce szkoleniowej. A pieniędzy w klubie będzie co raz więcej, z racji awansu do ćwierćfinału Champions League i zmiany właściciela klubu.

Oczywiście wszystkie problemy Milanu to nie tylko brak kreatywności. Obrona grała słabo, ponieważ nie miała przez sporą część sezonu bramkarza z prawdziwego zdarzenia – Mike’a Maignana. Z całym szacunkiem, ale takim bramkarzem nie jest Ciprian Tatarusanu. Odkąd „Magic Mike” wrócił do bramki „Rossonerich” zapewnia spokój w bramce i sprawia, że drużyna Stefano Piolego traci mniej bramek niż powinna. Robi co może w bramce, jest prawdziwym liderem tej drużyny. Milan już się przekonał jak bez francuskiego golkipera ciężko o dobre wyniki. Z taką grą, wpływem na mentalność swoich kolegów, Francuz zgłasza poważne aspiracje do bycia w przyszłości kapitanem ekipy z Mediolanu.

Rafel Leao znudził się grą w Milanie?

Portugalczyk w tym sezonie może i liczby ma całkiem przyzwoite, lecz względem zeszłego sezonu jego gra wygląda mizernie. W tamtym sezonie strzelił w 34. meczach 11. bramek i 10. asyst. W obecnej kampanii ma odpowiednio 8. goli i 6. asyst w 25. spotkaniach. Na papierze wygląda to zatem przyzwoicie – Portugalczyk może jeszcze poprawić zeszłoroczne osiągnięcie. Jednak w rzeczywistości jego gra diametralnie się pogorszyła, czego liczby w tym przypadku nie pokazują. Nie jest już tym liderem jakim był, nie jest już tym piłkarzem, który potrafi wziąć ciężar gry na siebie i zrobić coś nadzwyczajnego. Przesadą byłoby gdybym powiedział, że jest cieniem samego siebie. Natomiast forma Leao nie powala i zaczyna wzbudzać coraz więcej wątpliwości w kwestii jego dalszej przyszłości na San Siro.

Skrzydłowy „Rossonerich” wygląda na człowieka, który jest znudzony grą w Milanie. Tak jakby przeszedł grę i nie widzi sensu, aby drugi raz w nią grać. Coś się wypaliło, widać to także po przedłużających się i nie zmierzających zbytnio do finiszu rozmów na temat nowego kontraktu Portugalczyka. Gdyby chciał zostać, wiedziałby to już dawno cały świat i włodarze klubu. A tak wszyscy coraz bardziej skłaniają się ku tezie, że piłkarz nie bardzo widzi się w dalszej przygodzie z aktualnym mistrzem Włoch. Z kolei Milan chciałby go sprzedać za jak najlepszą cenę, póki to jest jeszcze możliwe.

REKLAMA

Odejście gwiazdy bardzo prawdopodobne

Chodziły słuchy o możliwości sprzedaży do Chelsea, lecz trudno wierzyć, że będzie to jedyny potencjalny kupiec. Po Portugalczyka w razie nie przedłużenia umowy z obecnym pracodawcą z pewnością zgłosi się pół Europy. Czy to będzie lepsza oferta? Z pewnością tak. Czy z lepszego klubu? Niekoniecznie, lecz jest pewne także, że Rafael Leao swoją grą w obecnym sezonie nie przekonuje włodarzy klubu, aby za wszelką cenę negocjować z nim przedłużenie kontraktu. Jak już mówiłem potrzeba zmian w Milanie i może początkiem tych zmian będzie sprzedaż Portugalczyka. Dał już wiele, lecz wygląda na to, że nie jest w stanie dać jeszcze więcej. Szkoda, jednak współczesny futbol pokazuje, że coraz częściej nie ma miejsca na sentymenty, a pierwsze skrzypce grają pieniądze.

Światełko nadziei wciąż pali się w tunelu

Nie ma jednak powodów do dramatyzowania. Jest ćwierćfinał Ligi Mistrzów, gdzie można spróbować powalczyć z Napoli. Będzie ciężko, ale Milan nie ma zbyt wiele do stracenia. Są w stanie powalczyć z maszyną Luciano Spallettiego, co już pokazali w tym sezonie. Liderzy są i zawsze będą, tylko muszą w końcu przebudzić się z zimowego snu. Są też tacy zawodnicy jak Alexis Saelmaekers czy Brahim Diaz, którzy pewnie już pewnego poziomu nie przeskoczą. To wszyscy wiemy. Mają jednak dar strzelania bramek w ważnych meczach, szczególnie ten drugi.

Jeśli Milan myśli poważnie o zadomowieniu się w ligowym top 4 i zapewnieniu sobie gry w przyszłym sezonie w Champions League, to liderzy pokroju Theo Hernandeza, Rafaela Leao, Oliviera Giroud czy Mike’a Maignana muszą wskoczyć na swój najwyższy poziom. Są w stanie to zrobić – wie to na pewno Stefano Pioli, kibice „Rossonerich”, jak i sami piłkarze. Kto jak nie oni będą w stanie pociągnąć drużynę za sobą? Milan jeszcze w tym sezonie wiele nie przegrał, a może jeszcze tylko zyskać, aby zapisać ten sezon jako udany mimo wielu zawirowań wewnątrz klubu.

aut. Mateusz Topolski

SPRAWDŹ TAKŻE
Więcej
    REKLAMA
    108,010FaniLubię

    MOŻE ZACIEKAWI CIĘ