Na kilka tygodni przed startem mistrzostw świata można było się zastanawiać, który napastnik będzie pierwszoplanową postacią w kadrze Juliana Nagelsmanna. Selekcjoner reprezentacji Niemiec dość wyraźnie wskazał jednak na Kaia Havertza, a Nicka Woltemade i Deniza Undava zostawił w roli zmienników. Przed meczem z Curaçao temat wrócił w nieco innej formie. Jürgen Klopp i Thomas Müller zasugerowali w MagentaTV, że Undav mógłby wyjść od początku kosztem Jamala Musiali. Pomysł był prosty — napastnik VfB Stuttgart miałby dać konkret od pierwszej minuty, a gwiazdor Bayernu Monachium wejść później na zmęczonego rywala.
Nagelsmann zrobił po swojemu
Wystawił Musialę, zostawił Undava na ławce i utrzymał Havertza na szpicy. Po zwycięstwie 7:1 trudno powiedzieć, że selekcjoner się pomylił, chociaż zdania i w tym kontekście są podzielone. Kai Havertz, moim zdaniem, nie rozegrał aż tak udanego meczu przeciwko Curaçao, jak mogą sugerować liczby. W pierwszej połowie wykorzystał rzut karny, w końcówce po podaniu Undava zamknął wynik efektownym wykończeniem. Niemieckie media generalnie oceniły go pozytywnie. Sportschau pisała o sporej ruchliwości i o tym, że często schodził niżej, robił miejsce i łączył sektory. Umówmy się jednak — Havertz nigdy nie był i nie będzie typową dziewiątką od wykańczania akcji oraz rozbijania defensyw. Mimo że reprezentacja Niemiec statystycznie zdominowała rywala, jej napastnik stosunkowo rzadko dostawał piłkę. Nagelsmann ma jednak taki pomysł na ofensywę i z pewnością szybko go nie zmieni.
Inaczej wygląda przypadek Musiali. Nagelsmann jeszcze przed pierwszym gwizdkiem jasno dał do zrozumienia, że pomocnik Bayernu zagra od początku, bo Niemcy potrzebują jego rytmu i pewności siebie. To nie była decyzja wyłącznie sportowa. Po poważnym urazie Musiala nadal nie jest w najlepszej wersji, ale posadzenie go na ławce już w pierwszym meczu turnieju mogłoby uruchomić lawinę pytań. Selekcjoner wybrał teoretycznie bezpieczniejszą opcję. Musiala odpłacił golem na 4:1, na co niemieckie media zareagowały w większości pozytywnymi recenzjami. Mecz przeciwko słabszemu rywalowi miał być okazją, by uwierzył w siebie, co po strzelonym golu mogło mieć miejsce.
Undav strzela, ale pierwszy skład nie dla niego
Problem „stworzył” Deniz Undav, który w 64. minucie zmienił właśnie Musialę. Chwilę później miał udział przy golu Nathanaiela Browna, potem sam trafił na 6:1, a w końcówce wyłożył piłkę Havertzowi przy bramce na 7:1. Gol i dwie asysty po wejściu z ławki. Trudno o bardziej konkretną odpowiedź na debatę sprzed meczu. Undav od dawna daje argumenty, by częściej korzystać z jego usług i rzeczywiście — trudno się do niego o cokolwiek przyczepić. Nagelsmann preferuje jednak koncepcję z wymiennością pozycji i bliską współpracą Musiali, Wirtza oraz Havertza. Moim zdaniem w meczu z Curaçao nie wyglądała ona aż tak dobrze, jak sugerowałby końcowy wynik. Grając z wykorzystaniem typowego napastnika, akcenty w ofensywie rozkładają się zupełnie inaczej.
Jürgen Klopp po spotkaniu przyznał jednak: „Zdałem sobie sprawę, że pojutrze skończę 59 lat i nadal jestem idiotą. Jesteśmy całkowicie po twojej [Nagelsmanna] stronie, cokolwiek zrobisz. Nie zrobilibyśmy nic, co miałoby zakłócić twoją pracę”. Narracja stała się więc wygodna dla wszystkich. Były szkoleniowiec Liverpoolu wycofał się z tonu, który mógł zostać odebrany jako podważanie decyzji młodszego kolegi. Wiele wskazuje więc na to, że selekcjoner Niemców nie zmieni hierarchii. Musiala pozostanie ważną częścią jego planu, Havertz nadal będzie pierwszym wyborem na szpicy, a Undav — przynajmniej na razie — luksusowym jokerem z ławki. Tyle że po takim wejściu jego rola nie będzie już wyglądała jak nagroda pocieszenia. Bardziej jak realna alternatywa, po którą Nagelsmann prędzej czy później może być zmuszony sięgnąć od pierwszej minuty.

