Isak i Gyokeres rozszarpali Tunezję. Szwecja inkasuje trzy punkty

Graham Potter zasłużył na słowa uznania. Z absolutnie fatalnej w ostatnim czasie Szwecji zrobił dobrze naoliwioną maszynę. Zwycięstwo 5:1 z Tunezją Blågult osiągnęli w stylu bardzo oszałamiającym. Bramki strzelili po, jakże mogłoby być inaczej, kontrach. W fazach przejściowych byli nie do zatrzymania – szczególnie tyczy się to pary Alexander Isak – Viktor Gyokeres.

Ale to wszystko począkowo dynamicznie chodziło, używając eufemizmu, bo mem spod znaku Ferdka Kiepskiego idealnie by się tu nadawał. Można było pomyśleć, że obie drużyny umówiły się na rywalizację w dwa ognie. Ataki najpierw szły w jedną stronę, a nim się zdążyło obejrzeć za siebie, już kierunek się odwracał.

REKLAMA

Błyskawiczne ciosy Szwecji. Tunezja nie wiedziała, co się dzieje

Znacznie więcej korzyści wyciągnęli z tego Szwedzi. W 5. minucie Viktor Gyokeres zwieńczył samotny rajd zejściem na prawą nogę i uderzeniem mocno nad bramką. 2 minuty później kolejny atak udało się już zamienić na bramkę. Długim podaniem uruchomiony został Alexander Isak, lecz napastnik nie zdołał zdążyć przed golkiperem, który oddalił zagrożenie. Zrobił to jednak pechowo, bo piłka trafiła pod nogi Gyokeresa. Jego druga próba była celna, ale strzał zdołał zablokować Montassar Talbi. Futbolówka raz jeszcze odbiła się idealnie do szwedzkiego piłkarza, tym razem Yasina Ayarego. Pomocnik huknął w okienko, nie dając rywalom szans.

W kolejnych fragmentach Skandynawowie mieli pewną kontrolę nad wydarzeniami boiskowymi. Dłużej utrzymywali się przy piłce i swobodnie rozgrywali od linii obrony, również dzięki temu, że linia nacisku Tunezji była ustawiona niżej. Zespół z Afryki z kolei bardzo szybko tracił posiadanie, co wynikało z wyższego pressingu jego rywala. Starał się je wykorzystać, aby zaskoczyć go po kontrataku. Raz udało się im tak zagrozić za sprawą Anisa Bena Slimane, ale ostatecznie w tej akcji i tak był spalony. Odnotujmy jeszcze próbę Eliasa Saada, który również przeniósł piłkę nad bramką.

Piłkarze trenera Pottera oddali na chwilę inicjatywę na krótko po przerwie na nawodnienie i wykorzystali to w najlepszy możliwy sposób. Szybką kontrę rozpoczął zgraniem do Isaka Gyokeres. Następnie napastnik Liverpoolu popędził pod pole karne przeciwnika, ściął do środka, a na koniec pokonał golkipera mocnym strzałem po ziemi.

Kiedy wydawało się, że Szwecja spokojnie dowiezie dwubramkowe prowadzenie do końca pierwszej połowy, Tunezja zaskoczyła. Na dwie minuty przed końcem regulaminowego czasu gry Hannibal Mejbri ponowił dośrodkowanie po wcześniejszym wrzucie z autu jego kolegi z drużyny. Dograł wprost na głowę Karima Rekika, który zespołowi dał kontakt. Jeśli coś dobrego w tej części gry miało wyniknąć z gry któregoś z Orłów Kartaginy, to właśnie z poczynań Mejbriego. Pomocnik wcielał się w głównego kreatora ataków.

Tunezja sama pozbawiła siebie nadziei

Tunezyjczycy, zachęceni złapaniem kontaktu, wyszli na drugą połowę z większą werwą. Teraz to oni częściej grali piłką. Ich rywale nastawili się na to, co przyniosło im wcześniej najwięcej pożytku, czyli kontry. Widać było, że to niezły pomysł, bo regularnie udawało się Trzem Koronom łapać wiatr w żagle w fazach przejściowych. Zatrzymywał ich tylko brutalnie gwizdek sędziego, bo nie mogli unikać spalonych.

Tak samo brutalnie nadziei na szybsze odrobienie strat pozbawiła się ekipa trenera Sabri’ego Lamouchi’ego. Abdelmouhib Chamakh krótko wznowił grę do Ellyesa Skhirego. Pomocnik wziął się za wyprowadzenie, ale łatwo dał sobie odebrać piłkę Isakowi – tuż pod własną szesnastką. Tą znakomitą szansę wykorzystał natomiast Gyokeres. Była 60 minuta spotkania i z Orłów Kartaginy zaczęło schodzić powietrze. Szwedzi rozhulali się, regularnie kontratakując.

Tunezja nie potrafiła wrócić do rywalizacji. Jej starania rozbijały się o szczelny blok defensywy rywala. Co gorsza, różnica bramkowa jeszcze się powiększyła. W 84. minucie Mattias Svanberg wolejem skutecznie wykończył wrzutkę z rzutu wolnego. Początkowo odgwizdano spalonego, ale po chwili okazało się, że piłkę w międzyczasie nieznacznie dotknął Isak, co sprawiło, że strzelec znalazł się w dozwolonej pozycji. Powinno być nawet 5:1, ale świetną okazję zmarnował Lucas Bergvall, który po prostu kopnął w kosmos. Ostatecznie jednak skończyło się na tym rezultacie. Czego nie zrobił zawodnik Tottenhamu, to poprawił Ayari po drugim w tym meczu pięknym uderzeniu.

Szwecja – Tunezja 5:1 (Ayari 7′, 90′+4, Isak 30′, Gyokeres 60′, Svanberg 84′ – Rekik 43′)

SPRAWDŹ TAKŻE
Więcej
    REKLAMA
    Droga na Mundial - książka Mistrzów Polski

    48 reprezentacji. 48 historii. 300 stron autorskich analiz, felietonów i anegdot.

    Przeczytaj o naszej książce →

    MOŻE ZACIEKAWI CIĘ