Do zakończenia ligi i wyłonienia mistrza Anglii oraz zespołów, które pożegnają się z Premier League już coraz bliżej. Po 36. kolejce standardowo omawiamy szerzej 5 wybranych tematów, a są to: powrót Colwilla po kontuzji, spektakularna forma Jeremy’ego Doku, typowy pomocnik Evertonu, zmiany Mikela Artety oraz przemiana Roberto De Zerbiego.
Powrót Levi Colwilla to ogromny zysk dla Chelsea
Chelsea w obecnym sezonie była mocno osłabiona w defensywie kontuzją Levi Colwilla, który tuż przed startem rozgrywek ligowych zerwał więzadła krzyżowe. Na przestrzeni całego sezonu jasno widać, że bez Anglika defensywa The Blues nie wygląda dobrze. Jak cenny jest to zawodnik dla zespołu pokazał występ z Liverpoolem, w którym zaprezentował się bardzo solidnie. Dla Colwilla to było drugie spotkanie po kontuzji, a pierwsze w wyjściowym składzie. Chelsea nie zachowała czystego konta, ale pozwoliła Liverpoolowi na Anfield na tylko 8 strzałów, co dla zespołu Arne Slota było najniższą wartością w domowym meczu w tym sezonie. Niższe xG niż przeciwko Chelsea (0,56 xG) mieli tylko z Arsenalem na wyjeździe w trwających rozgrywkach Premier League.
Levi Colwill indywidualnie był liderem defensywy Chelsea. Wygrał wszystkie pojedynki, które stoczył na ziemi i w powietrzu (po dwa). Zanotował najwięcej przechwytów, wybić oraz działań defensywnych. Za największy atut Colwilla zawsze uchodziło rozegranie piłki i w meczu z Liverpoolem również usprawnił zespół w tym elemencie. 23-latek potrafił mijać pierwszą linię bardzo pasywnego pressingu rywali, którzy nastawiali się na blokowanie możliwości progresji piłki, a nie agresywny doskok. W swoim zespole zanotował najwięcej kontaktów z piłką, podań oraz zagrań w tercję ataku. Chelsea kolejny raz tracąc punkty traci też nadzieje na Ligę Mistrzów, natomiast Colwill wciąż ma o co grać w trzech ostatnich meczach sezonu (poza dwoma ligowymi spotkaniami mają też finał Pucharu Anglii). Thomas Tuchel na pewno go obserwuje i być może obrońca Chelsea walczy miejsce w podstawowym składzie na mundial.
Jeremy Doku jest najważniejszym piłkarzem Manchesteru City w drodze po tytuł
Manchester City w obecnym sezonie miał już wielu liderów w ofensywie. Na początku sezonu największą gwiazdą był Erling Haaland. Pod koniec roku wysoką formę złapał Phil Foden. Bardzo dobry czas zaraz po transferze na Etihad Stadium miał Antoine Semenyo. Były też okresy, gdy na pierwszy plan wysuwał się Rayan Cherki. Obecnie, na finiszu sezonu, gdy każdy mecz ma ogromne znaczenie najważniejszym piłkarzem w ofensywie Manchesteru City stał się Jeremy Doku. Belg w ostatnich dwóch kolejkach Premier League zdobył trzy gole, w tym każdy zmieniał stan meczu (przeciwko Evertonowi najpierw z remisu na prowadzenie, a potem z pozycji przegrywającego na remis, przeciwko Brentford z remisu na prowadzenie).
Niemniej jednak, ograniczenie wpływów Jeremy’ego Doku wyłącznie do goli byłoby dużą niesprawiedliwością wobec niego. Przejrzyjmy liczby 23-latka z meczu z Brentford (według Fotmob):
- 11 wygranych pojedynków (najwięcej)
- 6 udanych dryblingów (najwięcej)
- 86 kontaktów z piłką (drugi wynik)
- 19 kontaktów z piłką w polu karnym (najwięcej)
- 3 razy faulowany (najwięcej, ex aequo)
- 6 stworzonych szans (najwięcej)
To był naszym zdaniem jeden z najlepszych indywidualnych występów jakiegokolwiek piłkarza w całym sezonie Premier League. W wielu akcjach wyglądało to tak, jakby plan Manchesteru City opierał się na tym, aby podać do Doku, ponieważ wiedzieli, że on będzie w stanie minąc kryjących go rywali i wprowadzić piłkę w pole karne. Skrzydłowy Manchesteru City osiągnął znakomitą dyspozycję w końcówce sezonu, a Pep Guardiola robi wszystko, aby wykorzystać to na korzyść drużyny.
David Moyes w Evertonie ma pomocników świetnie pasujących do jego sposobu gry
Gdybyśmy mieli wskazać przyczyny, dla których Everton ciągle jest w grze o europejskie puchary na dwie kolejki przed końcem sezonu, jedną z nich na pewno byłby bardzo dobrze dopasowany środek pola do sposoby gry, jaki preferuje David Moyes. Podstawowy duet pomocników tworzą najczęściej James Garner oraz Idrissa Gueye. Obaj są bardzo skuteczni w destrukcji, dobrze grają w odbiorze, toczą wiele pojedynków oraz gwarantują intensywność oraz wybieganie. Ponadto nie można im odmówić umiejętności czysto piłkarskich. Zwłaszcza Garner jest zawodnikiem, który ma niewiele słabych punktów.
W ostatnich spotkaniach Idrissa Gueye nie jest jednak dostępny ze względu na uraz, więc jego miejsce zajął Tim Iroegbunam. 22-latek bardzo dobrze zastąpił Senegalczyka w roli „przecinaka” zarówno w ostatnim meczu z Crystal Palace, jak i przed tygodniem przeciwko Manchesterowi City. Anglik również posiada niemal wszystkie atuty, które są niezbędne do skutecznej gry w środku pola w modelu gry Davida Moyesa. Everton potrafi ściągać do drugiej linii zawodników o wyżej opisanej już charakterystyce i to jeden z czynników udanego sezonu tej drużyny.
Mikel Arteta pogubił się ze zmianami, ale Arsenal wygrał najtrudniejszy mecz do końca sezonu Premier League
Wyjazd na West Ham jawił się jako najtrudniejszy z trzech pozostałych meczów do końca ligowego sezonu dla Arsenalu. Kanonierzy bardzo dobrze zaczęli to spotkanie, mieli swoje okazje do zdobycia bramki, ale wraz z kontuzją Bena White’a, który musiał opuścić boisko goście stracili rytm. Mikel Arteta trochę pogubił się ze zmianami i zespół przestał funkcjonować prawidłowo. Jako że inny prawy obrońca, Jurrien Timber, również jest kontuzjowany to hiszpański szkoleniowiec przesunął na tą pozycję Declana Rice’a, a na boisko wprowadził Martina Zubimendiego. Bez Rice’a w środkowej strefie Arsenal stracił kontrolę nad meczem.
Arteta pierwszy raz do błędu przyznał się już w przerwie, ponieważ na drugą połowę wprowadził Cristhiana Mosquerę, a Rice wrócił do środka. Niemniej jednak, Myles Lewis-Skelly został przesunięty na lewą obronę, a boisko opuścił Riccardo Calafiori, który w pierwszej połowie wnosił sporo wartości do ofensywy i dobrze współpracował z Trossardem. Drugi raz trener do błędu przyznał się w 66. minucie, gdy zdjął z boiska Zubimendiego. Arsenal nie wrócił już do dyspozycji z początku meczu. Przed kontuzją White’a (do 28. minuty) oddali 9 strzałów i zanotowali 13 kontaktów z piłką w polu karnym. Po urazie – było to 6 uderzeń i 16 kontaktów. Niemniej jednak, najważniejsze dla Kanonierów, że udało im się odnieść zwycięstwo, a na obronę Artety można zaznaczyć, że po kolejnych zmianach – wprowadzeniu Odegaarda, Havertza i Madueke – zdobyli bramkę, a Norweg zanotował asystę.
Roberto De Zerbi zmienił się jako trener
Gdy Tottenham podpisywał kontrakt z Roberto De Zerbim można było zastanawiać się czy jest to odpowiedni trener na obecne potrzeby klubu. Tottenham potrzebował trenera-strażaka, który szybko podniesie zespół w walce o utrzymanie, a zatrudnił trenera-wizjonera, pomału rozwijającego drużynę według swojej filozofii. Niemniej jednak, największy progres Spurs po zmianie szkoleniowca odbył się w elementach, które dotychczas nie były postrzegane jako atuty De Zerbiego – defensywie oraz całościowej grze bez piłki. Włoch przychodził z łatką trenera, który przede wszystkim skupia się na fazie posiadania piłki, a niespecjalnie przywiązuje wagę do bronienia. W Tottenhamie jest jednak inaczej.
Roberto De Zerbi w trudnej sytuacji nie zamierzał zmieniać drużyny pod swoją filozofię, a wziął się za poprawę tych elementów, na które nie potrzebował wiele czasu. Tottenham bardzo dobrze zaczął funkcjonować w wysokim pressingu i uszczelnił defensywę. W trzech ostatnich spotkaniach rywale z gry nie potrafili zagrozić Tottenhamowi. Leeds w minionej kolejce Premier League wykreowali 0,24 xG, Aston Villa – 0,10 xG, a Wolves – 0,22 xG. Początki De Zerbiego w Tottenhamie każą nam wyciągnąć jego nazwisko z szuflady trenerów „bardzo dobrych, ale jednowymiarowych”. Włoch pokazuje, że potrafi dostosować się do charakterystyki zespołu. Choć Tottenham w tej kolejce stracił punkty (1:1 z Leeds) to De Zerbi zdołał dźwignąć zespół z dołka.
Co jeszcze wydarzyło się w 36. kolejce Premier League?
- Manchester United po zapewnieniu sobie awansu do Ligi Mistrzów w poprzedniej kolejce, w ten weekend tylko zremisował z Sunderlandem (0:0).
- Tempa w wyścigu o Champions League (bo 6. miejsce może dać LM pod warunkiem, że Aston Villa wygra Ligę Europy i zajmie 5. miejsce w lidze) nie zwalnia Bournemouth. Ekipa Andoniego Iraoli pokonała na wyjeździe Fulham (1:0), przedłużając serię meczów bez porażki w lidze do szesnastu.
- O Ligę Mistrzów walczy także Brighton. Zespół Fabiana Hurzelera w 36. kolejce Premier League pokonał przed własną publicznością ostatnie w tabeli Wolves (3:0).
- Aston Villa w czwartek awansowała do finału Ligi Europy, ale w Premier League od idzie im ostatnio kiepsko. W minionej kolejce tylko zremisowali z Burnley (2:2). W ostatnich pięciu meczach wygrali tylko raz.
- W meczu drużyn, które już ani nie spadną, ani nie zakwalifikują się do europejskich pucharów Nottingham Forest na City Ground podzieliło się punktami z Newcastle (1:1).
