Lech Poznań stanął przed ogromną szansą na objęcie pozycji lidera PKO BP Ekstraklasy. Po porażkach Zagłębia Lubin i Jagiellonii Białystok w 26. kolejce, mistrzom Polski wystarczył jedynie remis z Termalicą Bruk-Bet Nieciecza. Jednakże każdy inny wynik, niż zwycięstwo, byłby dla Kolejorza dużym rozczarowaniem. Poznaniacy są na fali wznoszącej, w 5 ostatnich spotkaniach zdobyli łącznie 12 punktów. W lepszej dyspozycji byli tylko piłkarze Motoru Lublin. A teraz pozostało Lechowi już nic innego, jak walka o obronę tytułu po tym, jak z Ligi Konferencji wyeliminował ich Szachtar Donieck. 3 punkty były dziś obowiązkiem, skoro ich przeciwnik jest już jedną nogą w 1. Lidze. Podopieczni Marcina Brosza są na szarym końcu tabeli. I nic po tej kolejce nie zmieniłoby tej sytuacji.
Panie i Panowie, Leo Bengtsson!
Lech zaczął ten mecz jak na faworyta przystało. Podopieczni Nielsa Frederiksena intensywnie zaczęli atakować, niemal równo z gwizdkiem. Pierwszą groźną akcję miała jednak Termalica. W 4. minucie Krzysztof Kubica napędził akcję, zagrał do Jesusa Jiméneza. Hiszpan katastrofalnie jednak to wykończył i nici z dogodnej sytuacji. Kolejorz wkrótce potem znalazł dla siebie sposobność. Trochę się zagotowało w polu karnym po wrzutce Joela Pereiry. Patrik Wålemark się w tym odnalazł i wbił piłkę do bramki niemal z samej linii bramkowej. Gola nie uznano – Szwed nadepnął bramkarzowi Termaliki na rękę. Kolejorz nie przestawał naciskać. Skutecznie zepchnął rywala do defensywy i co jakiś czas napędzał mu strachu. W 16. minucie Mikael Ishak dość przypadkowo, ale uderzył w słupek. Po nim próbował poprawić Leo Bengtsson, lecz także bez skutku. Gol dla gospodarzy wydawał się jedynie kwestią czasu.
Optyczna przewaga ekipy z Wielkopolski była przytłaczająca. Posiadanie piłki mieli w granicach 80%, nie wspominając o liczbie strzałów. Ale nadal czegoś ciągle brakowało. A to lepszego wykończenia, a to komunikacji, albo i nawet po prostu szczęścia. Nie pomagali w tym sami piłkarze z Małopolski, którzy już w pierwszej połowie grali na czas i kradli sekundy. W 28. minucie Michał Gurgul przetestował Andreja Chovana mocnym uderzeniem. Słowak stanął jednak na wysokości zadania. 5 minut później kolejna szansa, po faulu tuż przed polem karnym. Rzut wolny wykonywał Bengtsson i zdecydował się na strzał. Szwed obił poprzeczkę, ale do bramki piłka, na jego szczęście, wpadła. A 3 minuty później skandynawski skrzydłowy już mógł się pochwalić dubletem. Huknął wręcz nie do obrony!
Całkowita dominacja Lecha
Myśleliście, że na tym strzelanie Kolejorza się skończy? Nic bardziej mylnego. Kibice ledwo skończyli skandować nawisko Bengtssona, a już znowu musieli krzyczeć, świętować i docenić kolejnego piłkarza. Tym razem Alego Gholizadeha. Irańczyk indywidualnie poprowadził akcję, był sam na sam z bramkarzem. Ograł Chovana jak dziecko i miał przed sobą jedynie bramkę. Dogonili go obrońcy, ale Gholizadeh tylko ich ośmieszył. Wyczekał na odpowiedni moment i wbił piłkę do pustej bramki. Takie prowadzenie to nie było dzieło przypadku. Mało tego, nie byłoby żadną sensacją, gdyby Kolejorz jeszcze podwyższył prowadzenie. Do przerwy tego jednak nie zrobił.
Również i w drugą połowę Lech dobrze wszedł. W 48. minucie Gholizadeh pociągnął akcję na skrzydle, zagrał do środka, do Wålemarka. Szwed fatalnie to wykończył. Mimo to trzeba przyznać, że budowanie ataków przychodziło Poznaniakom z wyjątkową lekkością. Wyglądali naświetnie skomunikowanych między sobą, na pewno pracowali nad takimi akcjami na treningach. Przewaga Kolejorza była zauważalna, ale na pierwszy rzut oka nie aż tak przytłaczająca. Przynajmniej w ciągu pierwszych 10 minut. Czasami Termalica potrafiła się odgryźć, lecz było to raczej jedynie grożenie pistoletem na wodę. Aż do 65. minuty, kiedy to Gabriel Isik zdobył bramkę kontaktową. Lech za bardzo się i rozluźnił i dostał za swoje.
Zmiana na fotelu lidera!
Termalica poczuła krew i ruszyła do ataku. W 67. minucie Kubica oddał potężny strzał, ale w poprzeczkę. Dobijał Morgan Fassbender, ale Bartosz Mrozek obronił próbę Niemca. Szybko potem Słonie znalazły drogę do bramki, ale o jej uznaniu nie było mowy – jeden z piłkarzy Termaliki powalił w ataku przeciwnika. Podopieczni Marcina Brosza mieli bardzo dobre chwile i nie było wcale takie oczywiste, że nie skrócą dystansu do gospodarzy. Czasu mieli za to coraz mniej. Zrobiło się Niecieczanom jeszcze trudniej w 79. minucie, bo czerwoną kartkę ujrzał Kubica. Lech stopniowo się rozkręcał, jakby chciał wybić marzenia beniaminkowi o odrobieniu strat. Termalica słabła i nie podołała wyzwaniu. A w 87. minucie mecz ostatecznie zamknął Taofeek Ismaheel i o potknięciu Lecha już nie było mowy.
Nie był to idealny mecz w wykonaniu Kolejorza. O ile pierwsza połowa była rewelacyjna w ich wykonaniu, to druga może pozostawiać coś do życzenia. Niemniej jednak trzy szybko zdobyte bramki przed przerwą zagwarantowały tak ważne zwycięstwo. Wykonali swoją powinność i zainkasowali pełną pulę, tak istotną w tym momencie. Dzięki niej Lech wysunął się na prowadzenie w tabeli PKO BP Ekstraklasy, i to z aż 3-punktową przewagę. Termalica zaś jeszcze mocniej ugrzęzła na ostatnim miejscu. Pierwszego spadkowicza chyba już znamy…
