Joao Pedro stał się klasowym napastnikiem. 5 wniosków po 29. kolejce Premier League

W 29. kolejce Premier League doszło do dużych zmian w wyścigu o tytuł, ponieważ naciskany coraz bardziej w ostatnich tygodniach Arsenal zyskał większą przewagę nad Manchesterem City. W poniższym tekście standardowo podsumowujemy minioną serię gier omawiając szerzej 5 wybranych tematów: nudny Liverpool, rozwój Joao Pedro jako napastnika, spadek kontroli Arsenalu nad meczami, znaczenie O’Reilly’ego dla Manchesteru City oraz falstart Igora Tudora.

Gra Liverpoolu w wielu meczach Premier League jest nudna

Arne Slot kilka dni temu mówił, że nacisk na stałe fragmenty gry w Premier League sprawił, że liga stała się nudniejsza, natomiast jego zespół już od dłuższego czasu nie robi wiele, aby liga stała się bardziej atrakcyjna. Gra Liverpoolu w wielu meczach jest po prostu nudna. Zespół nie ma pomysłu na tworzenie sytuacji przeciwko dobrze broniącym przeciwnikom, a tempo rozgrywania ataków pozycyjnych jest bardzo wolne ze względu na obawy przed potencjalnymi kontratakami rywala. Oglądając wtorkowy mecz z Wolves (1:2) do 60-70. minuty można było odnieść wrażenie, że jest on odtwarzany w zwolnionym tempie.

REKLAMA

Arne Slot od początku sezonu ma problem ze znalezieniem właściwego balansu. Jeśli jego zespół chce grać szybko i ofensywnie, wówczas cierpi defensywa. Gdy zaś nastawi drużynę na o wiele bardziej spokojną grę, nie stwarzają wystarczającego zagrożenia pod bramką przeciwnika. Spotkanie z Wolves było odzwierciedleniem kłopotów The Reds na przestrzeni całego sezonu. Przez około 60 minut nie grali na odpowiednim poziomie w ofensywie, a później posypali się w defensywie. Slot w ostatnich spotkaniach najczęściej wybiera bardziej pragmatyczną wersję zespołu, ale nie przynosi ona wyników na miarę oczekiwań.

Joao Pedro stał się klasowym napastnikiem

Gdy Chelsea potwierdzała transfer Joao Pedro, nie byl on typowany do gry na 9-tce. Niemniej jednak, bardzo dobre występy podczas Klubowych Mistrzostw Świata przekonały Enzo Marescę do ustawiania Brazylijczyka na tej pozycji. W Premier League często jednak nie odnajdywał się dobrze na tej pozycji i lepiej prezentował się wówczas, gdy operował za plecami typowego napastnika. Od około dwóch miesięcy, po objęciu zespołu przez Liama Roseniora, Joao Pedro stał się jednak napastnikiem z prawdziwego zdarzenia. W minionej kolejce z Aston Villą (4:1) strzelił hat-tricka, a w 2026 roku w lidze ma już 8 goli, co plasuje go na samym szczycie klasyfikacji strzelców w tym okresie. W całym sezonie 14 razy trafił do siatki w Premier League, wyrównując już rezultat Nicolasa Jacksona z poprzednich rozgrywek.

Joao Pedro bardzo szybko nauczył się gry na pozycji napastnika. Obserwując go w ostatnich meczach widać atuty, które powinien mieć zawodnik występujący jako 9-tka. Jest skuteczny w grze tyłem do bramki, dobrze wygląda w pojedynkach fizycznych z obrońcami i potrafi właściwie poruszać się w pobliżu pola karnego przeciwników, przez co dochodzi do wielu dogodnych sytuacji (jak mówił Rosenior – wspólnie pracowali nad poruszaniem się w polu karnym). Zaczął robić to, co najważniejsze dla napastnika, czyli odnajdywać się w szesnastce rywala. Wcześniej 24-latek nie wyróżniał się w tych elementach, a można nawet powiedzieć, że miał problemy. Metamorfoza na tym polu świadczy więc bardzo dobrze o wszechstronności Brazylijczyka.

Arsenal coraz gorzej kontroluje mecze

Arsenalowi Mikela Artety często zarzucano, że jest zespołem mającym zbyt dużą obsesję na punkcie kontrolowania meczów poprzez posiadanie piłki, tymczasem w ostatnich spotkaniach tej kontroli im brakuje. W ostatnich sześciu meczach ich średnie posiadanie piłki wynosi 51%, a w połowie spotkań utrzymywali się przy futbolówce rzadziej niż przeciwnik. Symbolem zmiany w szeregach Kanonierów był środowy mecz z Brighton (1:0), który podopieczni Artety zakończyli – według raportu pomeczowego Fotmob – z 40%-owym posiadaniem, 70%-ową celnością zagrań oraz wymianie ponad dwukrotnie niższej liczby podań od rywala na połowie atakowanej.

Przyczyn możemy upatrywać w zestawieniu personalnym Arsenalu. W ostatnich tygodniach w wyjściowym składzie rzadko znajdują się:

  • Ben White, bardzo dobrze rozgrywający prawy obrońca (kontuzjowany, ale też przegrywa rywalizację z Timberem)
  • Riccardo Calafiori, bardzo dobrze rozgrywający lewy obrońca (ostatnio przegrywa rywalizację z Hincapie)
  • Martin Odegaard, pomocnik lubiący cofnąć się po piłkę i brać udział w rozegraniu (kontuzjowany)
  • Kai Havertz, który potrafi utrzymać dalekie podania, a więc daje zespołowi opcję gry bezpośredniej (wraca po kontuzji)
  • Mikel Merino, który potrafi utrzymać dalekie podania, a więc daje zespołowi opcję gry bezpośredniej (kontuzjowany)

Ponadto w meczu z Brighton wypadł William Saliba, więc budowanie akcji pod pressingiem rywala ograniczało się głównie do dalekich podań, które kończyły się stratą posiadania. W ten sposób – mimo zwycięstwa – Kanonierzy zagrali naszym zdaniem najgorszy mecz w fazie posiadania piłki w tym sezonie Premier League, a Arteta dostał sygnał, że zestawiając wyjściowy skład musi mieć na uwadze to, aby zespół potrafił utrzymać się przy piłce przy wysokim pressingu rywala. Bo inaczej kontroli nad meczem nie będzie.

Nico O’Reilly jest jednym z najważniejszych piłkarzy Manchesteru City

Gdy już wielu kibiców uwierzyło, że Manchester City znowu to zrobi i na finiszu sezonu dopadnie Arsenal wyprzedzając ich największego rywala w ostatnich latach w drodze po mistrzowski tytuł, zespół Pepa Guardioli zgubił punkty w domowym starciu z Nottingham Forest (2:2). Obywatele w tym spotkaniu mieli inicjatywę, utrzymywali się przy piłce pod polem karnym rywala i wydawało się, że mają kontrolę, jednak finalnie tylko zremisowali, dwukrotnie dając się zaskoczyć Nottingham Forest. Z podstawowej jedenastki na to spotkanie wypadł kontuzjowany Nico O’Reilly i kolejna strata punktów bez 20-latka w wyjściowym składzie jest kontynuacją trendu z tego sezonu.

Liczby przemawiają zdecydowanie na korzyść wychowanka Manchesteru City. To był siódmy mecz w tym sezonie Premier League, w którym Nico O’Reilly znalazł się poza pierwszą jedenastką i szósty zakończony bez zwycięstwa. Z 22 meczów ligowych, które 20-latek rozpoczynał od 1. minuty zespół ma bilans 17 wygranych, 4 remisów i jedną porażkę. Bez niego średnia punktów na mecz Manchesteru City wynosi 0,71, natomiast z O’Reillym w podstawowym składzie – 2,5 pkt/mecz. Choć zdarzały się mecze, w których wchodził z ławki i nie zmieniał obrazu meczu (jak z Man United, gdy pojawił się na murawie po przerwie przy stanie 0:0, a spotkanie skończyło się wynikiem 0:2), tak bez wątpienia Manchester City na jego nieobecności traci bardzo dużo, a kontuzja odniesiona w miniony weekend może mieć bardzo duże znaczenie dla losów tytułu.

REKLAMA

Tottenham już może żałować wyboru Igora Tudora

Tottenham zdecydował się ratować sezon podpisując kontrakt z Igorem Tudorem jedynie do końca sezonu. Zadanie Chorwata było proste. Wejść do zespołu, wnieść nową energię, poprawić wyniki i sprawić, żeby zespół jak najszybciej oddalił od siebie widmo spadku. Z tego pomysłu nic jednak nie wyszło. W pierwszych trzech meczach pod wodzą nowego szkoleniowca Spurs nie zdobyli ani jednego punktu. Zatrudnienie Igora Tudora miało jak najszybciej poprawić wyniki, a przyniosło jedynie więcej problemów. Pokazało jak trudno nowemu trenerowi wejść do tej drużyny, która nie dość, że nie jest dobrze zbudowana pod kątem balansu to jeszcze ma mnóstwo nieobecności spowodowanych kontuzjami, przez co wybór właściwej jedenastki nie jest łatwy.

Tudor na razie podejmuje wiele nietrafionych decyzji personalnych. W meczu z Crystal Palace (1:3) można zastanawiać się czy posadzenie na ławce Richarlisona, Xaviego Simonsa czy Gallaghera było słuszne, natomiast największy chaos dział się w linii obrony. Na prawym wahadle zagrał Archie Gray, natomiast do trójki stoperów został cofnięty Pedro Porro, który w defensywie grał bardzo słabo, źle się ustawiał i nie radził sobie z bardzo mobilnym Ismailą Sarrem. Po czerwonej kartce dla van de Vena trener nadal trzymał się ustawienia z piątką obrońców poprzez przesunięcie do bloku defensywnego Joao Palhinhii, a jako lewy wahadłowy bronił Mathys Tel. W efekcie w 5-osobowej linii obrony mieli:

  • Środkowego pomocnika na prawym wahadle (Archie Gray)
  • Napastnika/skrzydłowego na lewym wahadle (Mathys Tel)
  • Prawego obrońcę na prawym stoperze (Pedro Porro)
  • Defensywnego pomocnika na centralnym stoperze (Joao Palhinha)
  • Środkowego obrońcę na lewym stoperze (Kevin Danso)

W ten sposób Tottenham traci cenne punkty w walce o utrzymanie i coraz bardziej zbliża się do spadku. Na Tottenham Hotspur Stadium już mogą żałować zatrudnienia Igora Tudora i nie zdziwimy się, jeśli nie dokończy on sezonu jako trener Spurs.

Co jeszcze wydarzyło się w 29. kolejce Premier League?

  • Manchester United był zespołem z najdłuższą serią bez porażki w Premier League, ale w środę na St. James’ Park 11-meczowa passa dobiegła końca. Zespół Michaela Carricka mimo gry w przewadze jednego zawodnika od końcówki pierwszej połowy przegrał 1:2.
  • Drużyny znajdujące się tuż nad strefą spadkową czują już na plecach oddech West Hamu. Zespół Nuno Espirito Santo w 29. kolejce Premier League pokonał na wyjeździe Fulham (1:0).
  • Leeds ciągle potrzebuje jeszcze punktów, aby spać spokojnie i wypisać się z walki o utrzymanie. We wtorek uciekły im one sprzed nosa, ponieważ na Elland Road mieli więcej z gry niż inny beniaminek, Sunderland, ale przegrali (0:1).
  • Ciekawie robi się w walce o 7. miejsce, które zapewni grę w europejskich pucharach. W bezpośrednim pojedynku Bournemouth na własnym stadionie zremisowało z Brentford (0:0) i ciągle traci do The Bees 4 punkty.
  • W walkę o awans do europejskich rozgrywek zaangażował się także Everton. Podopieczni Davida Moyesa pokonali w tej serii gier Burnley (2:0). To było dla nich pierwsze domowe zwycięstwo w 2026 roku.
SPRAWDŹ TAKŻE
Więcej
    REKLAMA
    144,796FaniLubię

    MOŻE ZACIEKAWI CIĘ