W Premier League rozpoczęła się już druga połowa sezonu, a my – jak po każdej kolejce – podsumowujemy to, co wydarzyło się w miniony weekend omiawiając szerzej 5 wybranych tematów. Środek pola Aston Villi, strefa komfortu Arsenalu, Puchar Narodów Afryki a Manchester United, kolektyw Fulham oraz środek pola Chelsea na duże mecze. Te tematy omawiamy po 20. serii gier.
Youri Tielemans z Boubacarem Kamarą to najlepszy duet pivotów Aston Villi
Wśród najlepszych meczów Aston Villi w tym sezonie na pewno wymienilibyśmy zwycięstwa z Arsenalem (3:2) oraz Manchesterem City (1:0) u siebie, prawdopodobnie też wygraną na Stamford Bridge z Chelsea (2:1), ale pomijając siłę przeciwnika, pokonanie Nottingham Forest (3:1) w minionej kolejce było naszym zdaniem najlepszym występem zespołu Unaia Emery’ego w aktualnych rozgrywkach. Aston Villa byla w tym meczu zespołem wyraźnie dominującym, kontrolującym grę i narzucającym własne warunki gry. Gdy Forest grało w obronie niskiej to bez problemu wchodzili w szesnastkę. Gdy szli do pressingu – bez problemu spod niego wychodzili. Liczba stworzonych sytuacji może nie była imponująca, ale przewaga optyczna, w posiadaniu piłki, w kulturze gry, w kontaktach z piłką w polu karnym była ogromna.
Kluczowy dla rozegrania tak dobrego meczu był naszym zdaniem duet pivotów z Boubacarem Kamarą oraz Yourim Tielemansem. Francuz łączy w sobie dobre rozegranie ze znakomitym zabezpieczeniem defensywy (najwięcej wygranych pojedynków i działań defensywnych przeciwko Forest), a Belg jest znakomitym głęboko cofniętym rozgrywającym, mózgiem całego zespolu w fazie posiadania piłki (najwięcej celnych podań i podań w tercję ataku przeciwko Forest, a także rekord tego sezonu Premier League spośród wszystkich zawodników w liczbie podań mijających formację przeciwnika). To był dopiero czwarty mecz, w którym Unai Emery wystawił taki duet w środku pola, ponieważ Tielemans często gra na „10-tce”, a w środku robi miejsce dla Amadou Onany. Taki układ dobrze sprawdza się w meczach, gdy Aston Villa sporo czasu spędza bez piłki, ale w rywalizacjach, w których chcą przejąć inicjatywę znacznie łatwiej będzie im o to z Kamarą i Tielemansem.
Arsenal to zespół z najszerszą strefą komfortu w Premier League
Arsenal Mikela Artety przyzwyczaił nas do charakterystycznego przebiegu ich meczów. Najczęściej przejmują piłkę, dobrze się przy niej utrzymują, co sprawia, że rywal cofa się do niskiego bloka, a Kanonierzy szukają jak przełamać defensywę rywala poprzez atak pozycyjny (albo stały fragment gry). Mało kto chce z aktualnym liderem tabeli grać bardziej otwarty futbol, ale w minionej kolejce mieliśmy okazję taki przypadek zobaczyć. Filozofią Bournemouth Andoniego Iraoli jest wysoki pressing i bardzo bezpośrednia gra, z czego nie zrezygnowali grając na własnym stadionie z Arsenalem. Taki sposób gry przyniósł Wisienkom niezłe efekty, ponieważ byli jednym z niewielu zespołów, który grając z The Gunners zdołał sprawić, że mecz przebiegał bardziej na ich warunkach. Arsenal nie przebywał często w tercji ataku i trudno powiedzieć, aby miał kontrolę nad meczem.
Wygrywając 3:2 i zabierając komplet punktów z Vitality Stadium Arsenal pokazał jednak, że nawet, gdy musi dostosować się do warunków gry narzuconych przez przeciwnika to potrafi sobie poradzić. Że bardzo trudno jest wyciągnąć ich poza strefę komfortu, ponieważ jest ona bardzo szeroka. Niespełna dwa lata temu mówił już o tym ówczesny trener Luton, Rob Edwards twierdząc, że niezależnie od tego jaką grę zaproponujesz drużynie Artety – techniczną, fizyczną czy opartą na bieganiu i intensywności – bardzo trudno ich pokonać. Ta wszechstronność i umiejętność dostosowania się do tego co zaproponuje przeciwnik nie jest często potrzebna Arsenalowi, ale na przestrzeni całego sezonu zawsze przyniesie kilka(naście?) dodatkowych punktów. Na Vitality Stadium podopieczni Artety właśnie zgarnęli „oczka” z tej puli.
Puchar Narodów Afryki nie mógł nadejść w gorszym czasie dla Manchesteru United
Manchester United od czterech kolejek musi radzić sobie bez Bryana Mbeumo oraz Amada Diallo, którzy ze swoimi reprezentacjami biorą udział w Pucharze Narodów Afryki. Dla klubu ten turniej nie mógł nadejść w gorszym terminie, ponieważ zbiegł się w czasie z kontuzjami najlepszego piłkarza zespołu, Bruno Fernandesa oraz Masona Mounta, kolejnego ofensywnego gracza. W efekcie Ruben Amorim został z trzema typowo ofensywnymi zawodnikami, którzy mają większe niż minimalne doświadczenie w Premier League – Matheusem Cunhą, Benjaminem Sesko oraz Joshuą Zirkzee. Taka sytuacja trwa przez ostatnie 2,5 meczu (Mount opuścił boisko w przerwie z Newcastle z powodu urazu) i trudno się dziwić, że w tym czasie Czerwone Diabły zdobyły tylko dwa gole.
Na niedzielne starcie z Leeds (1:1) Ruben Amorim wystawił sześciu nominalnych obrońców (pięciu w formacji defensywnej i Patricka Dorgu na skrzydle/10-tce) oraz dwóch defensywnych pomocników. Na Elland Road obejrzeliśmy wyrównane spotkanie, które zasłużenie skończyło się podziałem punktów. Czerwone Diabły nie potrafiły przejąć inicjatywy w meczu, zmusić rywala do niskiej obrony, tworzyć regularnie sytuacji, a w końcówce spotkania (przy stanie 1:1) to Leeds wyglądało na zespół, któremu bardziej zależy na zdobyciu zwycięskiego gola. Stawianie kolejnych znaków zapytania po tym meczu na projekcie Amorima jest uzasadnione, ale za ostatnie wyniki odpowiedzialność ponosi również zarząd. Mając świadomość, że na przełomie grudnia i stycznia jest PNA oraz że naturalnie kontuzje są nieodłączną częścią sportu, powinni zauważyć prawodpodobieństwo wystąpienia obecnej sytuacji kadrowej i lepiej się na nią przygotować.
Ostatnie wyniki Fulham bardzo dobrze świadczą o pracy Marco Silvy
Fulham miało być jednym z zespołów, których Puchar Narodów Afryki dotknie najbardziej. Na turniej pojechało trzech reprezentantów Nigerii:
- Calvin Bassey, podstawowy środkowy obrońca (94,8% rozegranych minut w Premier League do wyjazdu na PNA)
- Alex Iwobi, kluczowy piłkarz dla ofensywy (92,2% rozegranych minut)
- Samuel Chukwueze, który po okresie adaptacji zaczynał pokazywać duże umiejętności i mimo niewielu rozegranych minut ma obiecujące liczby (wicelider klubowej klasyfikacji kanadyjskiej)
W czterech meczach, które rozegrali już bez tej trójki zespół Marco Silvy zdobył 8 punktów. Pokonał Nottingham Forest (1:0) oraz West Ham (1:0), a zremisował z Crystal Palace (1:1) oraz w minionej kolejce z Liverpoolem (2:2).
Ostatnie wyniki Fulham bardzo dobrze świadczą o pracy Marco Silvy. We wczorajszym starciu z Liverpoolem trener nie mógł ponadto skorzystać z Rodrigo Muniza, Josha Kinga, Ryana Sessegnona i Kenny’ego Tete, a i tak znalazł sposób na The Reds. Fulham – jak na typowego średniaka ligi – jest zespołem bardzo uniwersalnym. Potrafią zagrać z nastawieniem na kontrolę meczu przez posiadanie piłki, ale komfortowo czują się również w niskiej obronie, co pokazali przeciwko Liverpoolowi. Najczęściej grają w systemie z czwórką obrońców (4-2-3-1 lub 4-3-3), ale nie jest im obca również gra z trójką stoperów i wahadłowymi. Marco Silva w zależności od przeciwnika oraz stanu kadrowego może dostosowywać strategię na mecz i dzięki temu od awansu do Premier League w 2022 roku nie są zagrożeni spadkiem, mimo przeciętnej kadry.
Chelsea w największych meczach potrzebuje dwóch fizycznych pomocników
Remis z Manchesterem City (1:1) Chelsea wywalczyła znajdując się w okresie przejściowym – po zwolnieniu Enzo Mareski, z Calumem McFarlanem jako trenerem tymczasowym. Potencjalny nowy szkoleniowiec analizując mecze i obmyślając jak najlepiej poukładać klocki w kadrze The Blues również będzie patrzył jednak na ten występ i wyciągał na jego podstawie wnioski. To co potwierdził mecz z Manchesterem City to, że Chelsea w meczach z topowymi rywalami, gdy Chelsea nie dominuje posiadania piłki, potrzebuje mieć w środkowej strefie boiska dwóch pomocników dobrze grających w defensywie, wybieganych oraz nie odstających fizycznie. Enzo Maresca wpadł na pomysł, aby obok Caicedo w środku pola wystawiać Reece’a Jamesa i to się bardzo dobrze sprawdzało.
Przeciwko Manchesterowi City taki układ nie był jednak możliwy, ponieważ Moises Caicedo był zawieszony za nadmiar żółtych kartek. McFarlane cofnął więc niżej Enzo Fernandeza, a na „10-tce” ustawił zdrowego już Cole’a Palmera. Efekt był jednak kiepski. Na drugą połowę Argentyńczyk przeszedł wyżej, Anglik przesunął się bliżej prawej flanki, a do środka wszedł Andrey Santos. Nie była to jedyna zmiana (dobre wejścia zanotował też Liam Delap), ale kluczowa, aby Chelsea wróciła do gry i finalnie wywiozła z Etihad Stadium punkt. Być może Chelsea wówczas nie ma jedenastu najlepszych piłkarzy na boisku (bo trzeba zrezygnować z Enzo, Palmera lub Estevao), ale jest lepiej zbalansowana.
Co jeszcze wydarzyło się w 20. kolejce Premier League?
- Musieliśmy czekać pół sezonu, ale wreszcie wszystkie zespoły mają już na swoim koncie zwycięstwo. W 20. kolejce Premier League wreszcie tej sztuki dokonało Wolves, które przed własną publicznością wygrało z West Hamem (3:0).
- Zespołem z najdłuższą serią meczów bez zwycięstwa zostało więc Burnley. W minionej kolejce zespół Scotta Parkera przegrał z Brighton (0:2), przedłużając tą niechlubną passę do 11 meczów, w których zdobyli tylko 2 punkty.
- Brentford przedłużyło serię meczów bez porażki do pięciu spotkań w Premier League. Ekipa Keitha Andrewsa pokonała na wyjeździe Everton (4:2) i punktowo są w wyścigu o europejskie puchary.
- W tymże wyścigu utrzymuje się także Sunderland, który zremisował czwarty mecz z rzędu (1:1 z Tottenhamem na wyjeździe w tej kolejce).
- Do walki o europejskie puchary, a może nawet Ligę Mistrzów włącza się Newcastle. Zespół Eddiego Howe’a przed własnymi trybunami pokonał Crystal Palace (2:0), które we wszystkich rozgrywkach nie wygrało już od 7 meczów.
