Raków Częstochowa nie pozostawił żadnych złudzeń w starciu z Arką Gdynia. Goście od pierwszych minut pokazywali swoją wyższość, a trzy bramki zdobyte jeszcze przed przerwą praktycznie zakończyły rywalizację. Dla Arki był to mecz, który ujawnił wszystkie jej obecne problemy – brak pewności w obronie, zbyt mało konkretów w ataku i zbyt wolna reakcja na to, co działo się na boisku.
Mocne uderzenie Rakowa
Raków ruszył zdecydowanie i szybko udowodnił, że przyjechał po pełną pulę. Już w 10. minucie Lamine Diaby-Fadiga skorzystał z błędu Damiana Węglarza. Piłkarze Marka Papszuna nie rzucili się na przeciwnika i cierpliwie czekali na kolejne okazje. Cierpliwość popłaciła tuż przed przerwą, gdy najpierw z ostrego kąta rzut wolny na gola zamienił Michael Ameyaw, a po chwili swoje trafienie zanotował Jonatan Braut Brunes. Chwilę przed dwiema straconymi bramkami z boiska za spóźniony faul wyrzucony został Dominick Zator. Dawid Szwarga mógł jedynie załamywać ręce nad tak złym rozwojem zdarzeń.
Gdynianie nie byli w stanie zatrzymać ani tempa, ani pressingu przeciwnika. Z każdą minutą goście czuli się pewniej, grając swoje, podczas gdy Arka głównie reagowała zamiast tworzyć. Gospodarze mieli fragmenty, w których próbowali przesunąć ciężar gry, ale brakowało im zarówno pomysłu, jak i jakości w wykończeniu. Akcje kończyły się zbyt szybko, często jeszcze w środku pola. Defensywa Rakowa nie musiała nawet wchodzić w najwyższe obroty, żeby skutecznie neutralizować próby Arki. Największym problemem była jednak organizacja gry — przy stracie piłki Arka wyglądała na zagubioną, a Raków wykorzystywał to bez skrupułów.
Gospodarze zdołali zdobyć jedynie gola honorowego
Na początku drugiej połowy Brunes trafił po raz kolejny; ponownie można narzekać także na pomyłkę bramkarza Arki Gdynia. Gospodarze odpowiedzieli efektownym trafieniem Marca Navarro z rzutu wolnego, który zaskoczył Oliwiera Zycha. Na podjęcie walki było już jednak za późno. Raków, grając w przewadze jednego zawodnika, miał blisko 75% posiadania piłki i dominował spotkanie. Goście rozegrali ten mecz dojrzale — kontrola tempa, szybkie odzyskiwanie piłki, odpowiedzialność przy budowaniu akcji.
To było starcie, które pokazuje, że Raków ma potencjał, by celować wysoko. Jeśli piłkarze Papszuna zachowają taką skuteczność i dyscyplinę, będą trudni do zatrzymania. Szkoleniowiec, dla którego każdy mecz może być ostatnim na ławce wicemistrza Polski, odchodząc do Legii, pozostawi za sobą drużynę, która wiosną powinna być jednym z faworytów w walce o mistrzostwo. Arka musi jak najszybciej wrócić do porządkowania gry, zwłaszcza w defensywie. W przeciwnym razie walka o utrzymanie może zakończyć się niepowodzeniem.
