Górnik dokopie się do europejskich pucharów? Zabrzanie na dobrej drodze!

W ostatnich tygodniach Górnik Zabrze potwierdza swoje zainteresowanie grą w europejskich pucharach. Podopieczni Michala Gašparíka przed 29. kolejką PKO BP Ekstraklasy nie przegrali żadnego spotkania od 28 lutego. To daje serię 7 meczów bez porażki z rzędu. W tym czasie Zabrzanie wywalczyli także finał Pucharu Polski, pokonując w Bydogszczy Zawiszę. W tabeli Ekstraklasy zajmowali 4. miejsce, z 3 punktami straty do prowadzącego Lecha Poznań. Szansa na zniwelowanie zaliczki Kolejorza była niemała, bo na Górny Śląsk przyjechała Korona Kielce bez ustabilizowanej formy. Podopieczni Jacka Zielińskiego grają mocno w kratkę. W 5 ostatnich meczach wygrali i przegrali po 2 razy, a do tego dołożyli remis. W tabeli znajdowali się na 11. pozycji. Korona nie lubi grać w Zabrzu – po raz ostatni komplet punktów wywieźli stamtąd w 2015 roku.

Pierwsza połowa? Bez szału…

Lepszy początek mieli zdecydowanie Zabrzanie. Już w 2. minucie wyprowadzili sprytną akcję. Jarosław Kubicki uruchomił Sondre Lisetha, lecz Dziekoński poradził sobie z próbą Norwega. Chwilę później przebojowo z piłką ruszył Maksym Chłań. Ukrainiec wywalczył jednak tylko rzut rożny. Od pierwszego gwizdka zespół z Górnego Śląska grał w mocnym, wysokim pressingu. W 11. minucie Liseth ponownie stanął przed niezłą okazją, lecz nie był w stanie celnie uderzyć. Górnik nie przestawał intensywnie nacierać. Przez cały pierwszy kwadrans przyjezdni byli jak przezroczyści, niewidoczni. Spora w tym zasługa piłkarzy gospodarzy, którzy skutecznie wytrącali Kielczanom jakiekolwiek argumenty z rąk (o ile je mieli). Bramka otwierająca wynik wydawała się być jedynie kwestią czasu.

REKLAMA

Po 20 minutach Scyzory zaczęły wreszcie jednak dochodzić do głosu. Przyjezdni z Ziemi Świętokrzyskiej wyszli ze swojej połowy, a także zaczęli atakować. I to naprawdę groźnie. W 23. minucie powinno była wpaść bramka na 0:1 dla Korony. Martin Remacle uderzył z dystansu, lecz był rykoszet. Po koledze poprawiał Slobodan Rubežić, ale Czarnogórzec trafił jedynie w słupek. Po chwili okazję miał Mariusz Stępiński. Marceł Łubik bardzo dobrze się zachował w sytuacji „sam na sam”. Więcej atakował Górnik, ale to Korona była bardziej konkretna. Mecz zrobił się dość wyrównany.

Pytania z pierwszych 15 minut o to, nie czy, a kiedy Górnik otworzy wynik, już nie było. Korona stawiała aktywny opór i potrafiła postraszyć wyżej sytuowanego w tabeli przeciwnika. Na strachu się jednak tylko kończyło. Choć dużym, jak w 34. minucie. Korona ruszała z kontrą. 3 piłkarzy z Kielc i tylko jeden obrońca rywali. Kontratak był jednak zbyt wolny i reszta defensorów dogoniła Kielczan. Uderzył Stjepan Davidović, ale piłka pofrunęła wysoko nad poprzeczką. Chorwat nie zrobił na szczęście krzywdy przypadkowemu kibicowi. Kilka minut później świetny, indywidualny rajd Lukáša Ambrosa. Szkoda tylko, że wykończenie nijak dorastało poziomowi dryblingu Czecha. Do przerwy wynik 0:0 się utrzymał. Po tych 45 minutach to rzeczywiście był mecz na remis. Nie musiał być on jednak bezbramkowy.

Janicki na wagę zwycięstwa!

W drugiej połowie liczyliśmy, że wreszcie coś wpadnie, bo jednak takich szans na to w pierwszej połowie było kilka. W 46. minucie zrobiło się niebezpiecznie pod bramką Xaviera Dziekońskiego. Yvan Ikia Dimi wreszcie dał o sobie znać, ale zmarnował prostą sytuację. Górnik ponownie przycisnął po gwizdku, lecz nie tak mocno, jak w pierwszej części spotkania. Tak przynajmniej było na samym początku, bo z czasem 14-krotny mistrz Polski stopniowo się rozpędzał. Ale nie na tyle, by można było mówić o porywającym widowisku. Miało być meczycho, a było „męczycho”. Brakowało bardzo tej jednej akcji, w której wszystko byłoby w należytym porządku, włącznie z odpowiednim jej domknięciem. O drzemkę dla kibica na Arenie Zabrze było trudno, bo mimo wszystko kibice obu zespołów dbali o głośność na trybunach.

Jeśli już pojawiały się jakieś okazje strzeleckie, to piłka łądowała albo na bandzie reklamowej, albo grzęzła w siatce. Szkoda tylko, że w tej oddzielającej boisko od trybun. Czasami nawet i przelatywała ponad nią. Aż w końcu, wreszcie, po tak długim czasie oczekiwania, piłka wpadła tam, gdzie powinna wpadać, by dawać korzyści. W 71. minucie Górnik miał rzut rożny, po którym zrobiło się zamieszanie. Ondřej Zmrzlý dostarczył piłkę w pole karne, gdzie czekał Rafał Janicki, który uderzył na bramkę. Interweniował Konrad Matuszewski, ale zrobił to koszmarnie, karygodnie i tak, że Górnik objął prowadzenie.

Korona jeszcze próbowała się poderwać do ataku. Nie miała jednak na to wiele czasu. Nie pomagało kielczanom też to, że Górnik nie był zainteresowany oddawaniem prowadzenia. W 87. minucie Lukas Podolski jeszcze próbował z połowy boiska wrzucić piłkę za kołnierz Dziekońskiemu, ale zabrakło trochę celności. Ponadto próby Kielczan nie były wystarczająco przekonujące. Tym samym Górnik zrobił kolejny, duży krok w stronę gry w europejskich pucharach. Podtrzymał swoją dobrą serię, choć nie obyło się bez problemów. Na to na szczęście dla Zabrzan zaradził Rafał Janicki, dzięki któremu Górnik zrównuje się liczbą punktów z Lechem Poznań, przynajmniej do meczu Kolejorza.

Górnik Zabrze – Korona Kielce 1:0 (Janicki 71′)

SPRAWDŹ TAKŻE
Więcej
    REKLAMA
    146,180FaniLubię

    MOŻE ZACIEKAWI CIĘ